LOKACJA WSI I GENEZA FOLWARKÓW NA ŻYWIECCZYŹNIE Żywiec, Zywiec, zywiecczyzna, gory, beskidy, Nad Sołą i Koszarawą - dwutygodnik społeczno kulturalny
 
Nad Sołą i Koszarawą

34-300 Żywiec
ul. Świętokrzyska 50 A
nr 4/251- 15 Luty 2009

LOKACJA WSI I GENEZA FOLWARKÓW NA ŻYWIECCZYŹNIE

Ważnym wydarzeniem dla Żywiecczyzny było stałe osiedlenie się w Żywcu Piotra Komorowskiego. Stało się to w roku 1474, gdy ów hrabia na Liptowie i Orawie, będący poddanym króla węgierskiego Macieja Korwina, popadł w jego niełaskę i utracił dotychczasowe posiadłości. Była to kara za pomoc udzieloną polskiemu królewiczowi Kazimierzowi (późniejszy święty), synowi Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki, gdy młody królewicz wracał z nieudanej wyprawy na Węgry. Za taką przysługę Kazimierz Jagiellończyk, chcąc wynagrodzić Komorowskiemu poniesione straty, podarował mu m.in. dobra żywieckie.
Wówczas (1474 r.) wokół miasta Żywca rozlokowanych było dwanaście wsi: Cięcina, Lipowa, Łękawica, Moszczanica, Pietrzykowice, Radziechowy, Rychwałd, Sporysz, Stary Żywiec, Wieprz Mały, Wieprz Wielki i Zabłocie. W spisach poborowych z 1581 roku wymienionych jest sześć nowych wsi: Czernichów, Juszczyna, Międzybrodzie, Świnna, Trzebinia i Zarzecze.
Synowie Jana Komorowskiego Wawrzyniec i Jan (ok. 1490-1566) założyli w Sporyszu 1568 roku pierwszy folwark na Żywiecczyźnie i byli twórcami rodowej potęgi Komorowskich. Synowie Jana, Jan Spytko (ok. 1527-1585) i Krzysztof (ok. 1528-1608) utrwalali dzieło ojca, to po śmierci Krzysztofa, jego synowie podzielili się majątkiem tworząc trzy kompleksy dóbr „państwa”: żywieckie, suskie i ślemieńskie.
Właścicielem „państwa żywieckiego” został Mikołaj Komorowski (1578-1633), znany jako okrutnik, zdzierca i hulaka. Za jego przyczyną, od roku 1608, następuje dynamiczny rozwój folwarków w jego posiadłościach. Były to wielkie, dobrze zorganizowane gospodarstwa rolne lub rolno-hodowlane, których produkty były przeznaczone na zbyt. Siłę roboczą na folwarkach stanowili pańszczyźniani chłopi. W tym też, 1608 roku, pojawiają się w dokumentach nowe wsie: Cisiec, Jeleśnia, Krzyżowa, Leśna, Milówka, Przyborów, Sienna, Sól i Zadziele. Mikołaj Komorowski
w 1624 roku sprzedał z powodu zadłużeń Żywiecczyznę królowej Konstancji, żonie polskiego króla Zygmunta III Wazy.
Istnieje dokument z roku 1626, w którym odnotowano istnienie nowych wsi: Brzuśnik, Bystra, Kamesznica, Koszarawa, Korbielów, Nieledwia, Ostre, Pewel (Wielka?), Rajcza, Rycerka, Słotwina, Sopotnia Mała, Sopotnia Wielka, Szare, Tresna, Ujsoły i Żabnica. Powstanie siedemnastu nowych wsi w ciągu osiemnastu lat pozwala przypuszczać, że to wynik podniesienia dawnych osad wołoskich do rangi wsi lub powiększenie nadziałów gruntowych i osadzenie tam chłopów z innych wsi. Później, bo
w 1672 roku notowane jest istnienie wsi: Mutne, Pewel Mała, Przyłęków
i Radeczka, a znacznie później, dopiero w roku 1715, Hucisko i Leśna Nowa.


W „Inwentarzu dóbr żywieckich z 1712 roku” notowanych jest 6 kluczy folwarcznych obejmujących 45 wsi, z których 20 było rolnych (kmiecych), nazywanych powoźnymi lub konnymi, a 25 zarębnych, nazywanych pieszymi. We wsiach należących do folwarku jedyną władzą był jego właściciel dysponujący służbą dworską. Mieszkańcy wsi mieli obowiązek świadczeń feudalnych względem właścicieli państwa żywieckiego. Podział administracyjny Żywiecczyzny przedstawiał się następująco:


1. Klucz obszarski (zamkowy) obejmujący 7 wsi, 4 rolne (Sporysz, Trzebinia, Świnna i Przyborów) i 3 zarębne (Przyłęków, Sopotnia Mała i Sienna).


2. Klucz jeleśniański obejmujący 9 wsi, 2 rolne (Jeleśnia i Krzyżowa)
i 7 zarębnych (Koszarawa, Korbielów, Sopotnia Wielka, Pewel Mała, Pewel Wielka, Hucisko i Mutne).


3. Klucz starożywiecki obejmujący 6 wsi, 5 rolnych (Czernichów, Międzybrodzie, Zadziele, Zarzecze i Zabłocie) i 1 zarębna (Tresna).


4. Klucz wieprzski obejmujący 5 wsi, 3 rolne (Wieprz Mały, Juszczyna
i Radziechowy) i 2 zarębne (Bystra i Brzuśnik).


5. Klucz lipowski obejmujący 6 wsi, 2 rolne (Lipowa i Pietrzykowice)
i 4 zarębne (Leśna Stara, Leśna Nowa, Ostre i Słotwina).


6. Klucz Węgierskiej Górki obejmujący 12 wsi, 4 rolne (Cięcina, Cisiec, Milówka i Sól) i 8 zarębnych (Rajcza, Ujsoły, Rycerka, Radeczka, Nieledwia, Kamesznica, Szare i Żabnica).


Wsie rolne dysponowały końmi, a zarębne wołami i niekiedy końmi.
O zróżnicowaniu majątkowym mieszkańców świadczy ich podział na: rolników (kmieci), względnie zarebników, zagrodników, polaniarzy, chałupników
i komorników. Podstawową jednostką gospodarczą były role, a we wsiach zarębnych zarąbki, liczące tu około 70 morgów małopolskich. Powinności
i daniny przypisane było do półrolków i zarąbków niezależnie od tego ilu ludzi na nich siedziało. Rolnicy siedzieli na półrolach, utrzymywali 3-4 konie i nimi odrabiali pańszczyznę w wymiarze 2 dni w tygodniu i do tego 4 dni powabne w roku (na wezwanie do pilnych prac). Zarębnicy zajmowali półzarąbki, mieli po 2 woły, odrabiali pańszczyznę pieszo 2 dni tygodniowo i 7 dni powabnych. Zagrodnicy posiadali dom i zagrodę kilkumorgową, odrabiali pańszczyznę pieszą 2 dni tygodniowo. Stanowili oni tanią siłę roboczą dla bogatszych chłopów. Chałupnicy posiadali chałupę i wykonywali robociznę pieszą 3 dni
w roku. Komornicy mieszkali najczęściej w jednej izbie i pracowali za utrzymanie u bogatszych chłopów. Oni też mieli obowiązek pańszczyzny pieszej
w ilości 12 dni rocznie. Polaniarze zajmowali szałasy, a niekiedy domy na polanach i mieli zróżnicowane obowiązki względem dworu. Dzień pańszczyźniany trwał od wschodu do zachodu słońca z półtoragodzinnym odpoczynkiem w południe przy długim dniu, a godzinnym przy krótkim dniu. Samowolne porzucenie pracy było karane nie zaliczeniem dniówki.
Rolnicy i zarębnicy mieli obowiązek przędzenia lnu (oprawy) z własnego gospodarstwa, natomiast zagrodnicy, chałupnicy i polaniarze z włókna pańskiego. Każdy półrołnik musiał wywieźć z żup wielickich do Żywiecczyzny trzy beczki soli rocznie. Sól wywożono i zbywano na Morawach
i Śląsku, co przynosiło niezły dochód włodarzom Żywiecczyzny. Zarębnicy musieli pracować przy spławianiu drzewa Koszarawą i Sołą, a dalej Wisłą aż pod Kraków. Istniał też zróżnicowany czynsz i daniny w postaci drobiu, jaj, cieląt i raków. Wielu zarębników i zagrodników, a nawet komorników zajmowało się zawodami pozarolniczymi. Byli to: młynarze, tartacznicy, drwale, karczmarze i służba leśna. Spośród nich wywodzą się nieraz wyjątkowi fachowcy: kowale, stolarze, kamieniarze i inni rzemieślnicy. Chaty, konie, woły i narzędzia rolnicze były własnością dworu. Użytkownik opuszczający gospodarstwo musiał pozostawić inwentarz.
Zdarzało się, że spławiający drzewo do Krakowa lub jadący po sól do Wieliczki nie wracali do swojego folwarku. Najczęściej zbiegowie udawali się na Orawę lub na Śląsk w poszukiwaniu łatwiejszego życia. Były też przypadki trudnienia się „zbójnictwem". Zbójnictwo zapoczątkowali pasterze wołoscy, których władający Żywiecczyzną zmuszali do trwałego osiedlania, narzucając im powinności względem dworu. Były to grupy od 3 do 25 osób, napadające na kupców lub dwory, plebanie, a nawet szałasy
w celach rabunkowych. Niekiedy czyniono to dla zemsty na zbyt gorliwych urzędnikach i krzywdzicielach biedoty.
PS Na podstawie wydawnictw Franciszka Lenczowskiego i Andrzeja Majewskiego opracował:

Józef Pszczółka

GWARA OJCÓW NASZYCH
Szanowno Redakcjo, ponosik sukocie starodownych pogotkow, tok wom kciała łopedziej jak mi mojo babka łopowiadali nieroz, kiej my nimieli co robij.
Jednego razu sły dziewconcka na muzykę do łośteryje. Sło ik ta walnie, całom drogom sie chichrały, casem śpiywały, na i gupoty wycyniały. Jedna dziewka to se tak śpiywała: idu jo se idu do tej łośteryje, bo tam mój Jonicek lokówkę pije. Naroz patrzy, kole drogi jes zogon z kapustom, a w nij postawiony dziod. Łobrany był w kabot, gaciska, na łepie mioł kapehis. Niby strasył, coby zwiyrzynta nie zeżarły kapusty. Ta morowo dziewka podesła do tego dziada, polnyła go w łeb aze kapelusisko mu spodło na ziom i posła se dalij za inksymi.
Przysły łone na tom muzyku, tancujo, wywijajo, jaz sie ściany trzonso. Nale ta dziewka co schonoła dziadowi kapehis była jakosik wydzicono, strachliwo, bo powiym wom, ze zdawało sie ij ze cosik kole nij chodziło
i septało do łucha „podniyś to coś schonoła", „podniyś to coś schonoła"... Bez cało noc niy dawało ij to spokoja. Nale, jak sie juz spomiarkowała, ze to może mo być tyn w kapuście schyniony dziadów kapelus, to ij włosy domba stanoły i nogi sie pod niom zatrzonsły. Wyłynkniono dropła w nogi ku chałpie i zarosmko łopedziała babce co to przeżyła. Pytała cy to niy jakisik deboł ij niy kusił i co mo teroz robij. Babka ij godali, coby wartko posła ku dziadowi i dała mu nazot tyn schyniony kapelus na łeb. Jyno coby sie nie łobziyrała za siebie ino potym gnała ku chałpie. Łot tego casu, kiela ludzi sie debłow boji tego niewiym, ale i jo sie ik tez bojo, ze nawet pisaj ło nik juz nigdy nie bydo.

Anna Dunat z Pewli Wielkiej

Copyright © Nad Sołą i Koszarawą.
Wszystkie prawa zastrzeżone.