ARTYKUŁY NIEPUBLIKOWANE

W KRAKOWIE O ŻYWCZAKACH

Niezwykle interesujące było kolejne spotkanie w Krakowskim Kole Towarzytwa Miłośników Ziemi  Żywieckiej. Wystapiło 3 prelegentów urodzeniem zwiazanych z Żywcem.

BARBARA BIEL – redaktor, realizator i producent  w Redakcji Teatru TVP Kraków z ponad 30-letnim stażem. Autor scenariuszy i adaptacji ( między innymi dla Teatru Sensacji), programów poetyckich, widowisk i teleturniejów dla dzieci i młodzieży. Realizator programów      z zakresu publicystyki kulturalnej prezentujących  sylwetki twórców teatru i sztuk wizualnych. Jednak przede wszystkim współtwórca Telewizyjnego Teatru dla Dzieci i Młodzieży, który prezentując wysoki poziom artystyczny, przez lata cieszył się wielką popularnością. Autorka monografii istniejącego 55 lat Teatru Telewizji w Krakowie, który wystawił 500 spektakli i ponad 340 widowisk.

Redaktor Barbara Biel zaprezentowała dwa filmy wyprodukowane w 1993 roku przez Telewizję w Krakowie wg.swojego scenariusza i w swojej reżyserii: >Żywiec<  i  >Panie na zamku żywieckim<.

Filmy zostały przyjęte w skupieniu, w ciszy, z ogromnym zainteresowaniem, a na końcu Twórczynię nagrodzono brawami.

DOROTA FIRLEJabsolwentka historii sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego i Podyplomowego Studium Muzeologicznego. Muzealnik, edukator, kustosz oraz kierownik działu Naukowo- Oświatowego Muzeum  Miejskiego w Żywcu. Kurator wielu wystaw stałych i czasowych w tymże Muzeum. Społecznik i z serca propagator Żywca i Żywiecczyzny. Autorka opracowań  naukowych i programów radiowych m.in. w radiu: Anioł Beskidów. Jest -prezesem Towarzystwa Naukowego Żywieckiego, wydawcy, przy wsparciu Urzędu Miasta, 36 stronicowej książeczki ŻYWCZAKÓW PORTRET WŁASNY. Praca dotyczy niezwykłego stroju noszonego przez Żywczan. Nawiązując do żywieckiego stroju wykładowca podkreśla,  że strój nie należy do kategorii strojów ludowych. Nie jest ubiorem góralskim, ani regionalnym. Jest strojem miejskim i to wyjątkowym nie tylko w skali Polski. Strój żywieckiej mieszczki, to najbogatszy strój w Polsce. Stojący obok kobiety mężczyzna w stroju żywieckim celowo jest skromnie ubrany, by uwypuklić bogactwo stroju kobiecego. Strój żywieckich mieszczan noszony jest  od kilkuset lat i na to są dokumenty. Prelegentka za pomocą slajdów krótko omawia historię i tradycję stroju, omawia dzieje żywieckich rodów.

ZBIGNIEW STUDENCKI – przez 30 lat kierował Muzeum w Sosnowcu. Jest historykiem. Z dumą na slajdach prezentuje swój rodzinny dom przy ulicy Kościuszki w Żywcu. Jego dziadek Antoni Studencki(przydomek-IGŁA) w latach 1906-1913 oraz 1919-1929,a więc  przez 17 lat był cechmistrzem cechu rzeźników w Żywcu. Pozostawił po sobie pamiętniki cechu rzeźników i te prelegent opracowuje, by móc  wydać je drukiem. M.in. wspomina  fakt wożenia mięsa od producenta do sklepów za pomocą wózka ciągnionego przez psy, co osobiście znam z przekazu mojej Mamy.

Bardzo interesujące spotkanie podsumował prezes Krakowskiego Koła TMZŻ – Adam Turotszy, który wcześniej  na wstępie wykładów witał licznie zebranych. Podziękował wykładowcom i uczestnikom; zachęcił do kolejnego spotkania.  Z Żywca przybył inż. Wojciech Nowak- wiceprezes  TMZŻ, który wystąpił w potrójnej roli: przywiózł własnym samochodem gości z Żywca, wyświetlał slajdy podczas wykładów oraz reprezentował  Zarząd TMZŻ przekazując pozdrowienia i wszelkie życzliwości od chorego prezesa Grzegorza Szafrańskiego. Po prelekcjach uczestnicy długo rozmawiali z wykładowcami, korzystali z możliwości wspólnych kontaktów; nabywali książeczki >Żywczaków portret własny< pióra Doroty Firlej.

Tekst i foto: Krzysztof Staszkiewicz

 

       S P O T K A N I E  z  C I E K A W Y M  A R T Y S T Ą

20 marca w Gminnym Ośrodku Kultury w Milówce odbyło się spotkanie z niecodziennym  artystą Panem Mikołajem Kastelikiem. Niezwykłość jego malowania polega na sposobie,           w jaki maluje On swoje obrazy. Ponieważ obie jego ręce są bezwładne swoje prace maluje ustami i palcami u nóg.                                                                                                                                        Pan Mikołaj od 1992 roku jeździł na Zajęcia Terapii Zajęciowej do Gilowic, gdzie próbowano wzbudzić u niego wzbudzić zainteresowanie różnymi formami działalności przy Jego ograniczeniach ruchowych. Wreszcie w 1996 rokuzaczęło go interesować malowanie,    w którym zaczął odnosić sukcesy. W 2006 roku dostał się do AMUN-u , którego siedziba jest w Lichtensztainie. Organizacja ta skupia w swoich szeregach artystów malujących inaczej          z 92 krajów świata. W Polsce jest 27 stypendystów tej fundacji, a wśród nich i Mikołaj  Kastelik. Najlepsze prace przysyłane do Fundacji są reprodukowane i sprzedawane. Fundacja  ta utrzymuje się z datków. Urządza wystawy, wydaje kalendarze i kartki okolicznościowe.     Artysta ma w swoim dorobku około 100 obrazów. Urządza jedynie wystawy, m.in.

 

w Galerii Sztuki w Krakowie. W codziennym życiu pomagają mu bliscy, a zwłaszcza mama.    Przeciętnie maluje 4 godziny dziennie. Przeciętnej wielkości obraz maluje od 2 tyg. Do 2 mies. W zależności od ilości szczegółów. Im więcej detali tym trwa to dłuże. Oczywiście głownie maluje ustami.Uczestniczy też w plenerach malarskich z innymi artystami z AMUN-u ,chociaż stwarza to określone trudności, bo do każdego tego typu artysty potrzebny jest opiekun. Ostatnio rolę tę spełnia jego Mama.                                                                                Mówiąc o początkach swojego malowania opowiadał, że pierwsze obrazy malował akwarelą. Obecnie maluje farbami olejnymi, które są wygodniejsze w użyciu i tak szybko nie wysychają. W czasie spotkania Mikołaj Kastelik zaprezentował swój sposób malowania.       Na zakończenie spotkania Wójt Gminy Milówka Robert Piętka i Dyr. GOK-u Andrzej Maciejowski podziękowali Artyście i jego Rodzinie za ciekawe spotkanie wręczając im kwiaty, jednocześnie zapraszając na zwiedzanie w GoK-u w dniach od 20 do 30 marca dzieci, młodzież i dorosłych.

Kazimierz Moskal

 

SAGA RODU RACHWAŁÓW Z ŁYSINY (cz. 2).

Po krótkiej przerwie powracam do dziejów rodziny Rachwałów. Czytelnikom zainteresowanym tematem dziękuję za pozytywny odbiór, nadesłane listy, słowa uznania z zachętą do kontynuacji rozpoczętej historii…

Dziękuję Księdzu za cudowny artykuł o naszej rodzinie. Jesteśmy zachwyceni jak pięknie zostało to przedstawione i dumni, że mamy takich przodków. Proszę umieścić w następnym odcinku tłumaczenie napisu z tragarza, bo znaczna część czytelników nie będzie wiedzieć, co to znaczy. Przez całe życie rodzina Michała Rachwała kierowała się zasadą wyrytą na belce stropowej. Umieszczenie takich słów: ,,Non nobis, Domine, non nobis…” i codzienne spoglądanie na nie, świadczy o skromności i wielkiej pobożności gospodarzy [z listu Doroty Zych, Gilowice, 3 II 2017].

Żadne tłumaczenie łacińskiego tekstu nie odda wiernie ducha cytowanego wersetu z ,,Psałterza Dawidowego” (Ps 115,1). Jeżeli przekaże się dosłownie, będzie zbyt ,,chropowate”, przy literackim w pewnej mierze zaniknie sens myśli psalmisty. Dla porównania przytoczę dwa charakterystyczne współczesne przekłady.

  1. Nie nam, Panie, nie nam, lecz Twemu imieniu daj chwałę za łaskawość i wierność! [Biblia Tysiąclecia, wyd. III poprawione, Poznań-Warszawa 1982, s. 678].
  2. Nie nam, Panie, nie nam, ale imieniowi Twemu daj chwałę dla miłosierdzia Twego i dla wierności Twojej [Księga psalmów w tłumaczeniu z hebrajskiego Czesława Miłosza, Paryż 1979, s. 259].

Dla badacza dziejów rodziny Rachwałów z Łysiny rewelacyjne jest poetyckie tłumaczenie z Wulgaty Jana Kochanowskiego:

Nie nam, nasz Panie, stworzeniu podłemu,

Ale czyń sławę imieniowi swemu!

Przekład został uznany za tekst modlitwy o charakterze ponadczasowym. Jest to materiał na obszerniejszy artykuł, gdyż poeta od przełomu 1563/64 był  jednym z sekretarzy w królewskiej kancelarii na Wawelu u Zygmunta II Augusta. Z pewną dozą prawdopodobieństwa należy przypuszczać, że zamianę na zewnętrznej elewacji Kaplicy Zygmuntowskiej pierwotnych inskrypcji z 1520 roku na dwa wersety z psalmów, dokonano pod wpływem przekładu Jana Kochanowskiego (1530-1584).

Puszczając wodze fantazji można śmiało sądzić, że Michał Rachwał bywał na Wawelu. Przypadł mu do gustu łaciński cytat z psalmu 115 umieszczony na południowej elewacji Kaplicy Zygmuntowskiej, dlatego zamieścił go później na belce stropowej wybudowanego domu. Trudno uwierzyć, aby przypadkowo przyjeżdżał na Wawel, więc najpewniej studiował w Krakowie…

Redaktorka miesięcznika parafialnego ,,Iskierki św. Rafała” w Radomiu [Maria Siwek z d. Rachwał] przysłała 11 lutego 2017 roku gotowy szesnastostronicowy maszynopis pt.: ,,Moi przodkowie”. Są to wspomnienia dedykowane wnuczce Julii Łucji Siwek, aby pamiętała, że w jej żyłach także płynie prawdziwie góralska krew. Powołując się na ustne przekazy rodzinne publikuje ciekawą wersję pojawienia się Rachwałów na Łysinie. Duże prawdopodobieństwo jest takie, że Franciszek [Rachwał] był zarządcą u hrabiego Hieronima Wielopolskiego(1712-1779)w Ślemieniu i dobra na Łysinie wykupił. Być może Franciszek Rachwał przybył [do Ślemienia] od strony Lwowa. Za tym przemawiałby sposób wieszaniaobrazów świętych na ścianach udekorowanych koronkami związanymi kokardą po bokach. Nazwisko Rachwał popularne jest na Lubelszczyźnie i Zamojszczyźnie.

            Franciszekna pewno był człowiekiem wykształconym. Mój tata [Władysław Rachwał] pamięta, że w domu rodzinnym znajdowała się spora biblioteka. Książki były bardzo grube i oprawione w skórę. Gdy był dzieckiem, zbiór znajdował się na strychu. Wiele książek zostało zniszczonych, wiele rozdano (…). Przodkowie musieli być ludźmi zamożnymi, skoro m.in. posiadali piękną czarną szafę gdańską. Jej drzwi zachwycały mnie bogatą ornamentyką. Takie szafy z gzymsami widziałam w Domu Uphagena[Oddział Muzeum Historycznego Miasta Gdańska] przy ul. Długiej 12.

W ciągu kilku pokoleń populacja Rachwałów rozrosła się. Gałęzie drzewa genealogicznego rozprzestrzeniły się. Znalazło się tam przeszło 120 nazwisk reprezentujących około tysiąca osób. Dostępne dziś najstarsze dane znajdują się w księgach metrykalnych rychwałdzkiej parafii. Fotokopie trzech podstawowych dostarczył autorowi niezawodny w tych sprawach pasjonat lokalnych dziejów dr Przemysław Dyrlaga. Omówienie ich to osobne pracochłonne zadanie…

W sobotę 11 marca 2017 roku na placu kościelnym w Gilowicach została dokładnie oczyszczona kamienna płyta nagrobna śp. Agnieszki Rachwał. Znalazła się osoba, która chce sfinansować konserwację, by wyeksponować to zabytkowe epitafium. Oby w jej ślady poszli inni, bo swoiste lapidarium jest tego godne. Po oczyszczeniu można odczytać całość zamieszczonej tam inskrypcji. U góry znajduje się skrót popularny na epitafiach tamtych czasów: D.O.M. [DeoOptimoMaximo – Bogu Najlepszemu, Najwyższemu]. W centralnym miejscu duży krzyż z INRI [JesusNazarenusRexIudaeorum – Jezus Nazareński Król Żydowski] z wyrytym na pionowej belce sercem. Całość płyty wypełnia polski napis (opublikowany w cz. 1,,Sagi rodu Rachwałów”) i łacińska sentencja: Homo memento mori. Quidmihihodietibicras [Człowieku pamiętaj o śmierci. Co dziś mnie, jutro tobie]. Płytę zwieńcza czaszka ze skrzyżowanymi piszczelami.

Tych, u których płynie choć odrobina krwi Rachwałów, proszę o refleksje i wspomnienia.

Ks. Andrzej Targosz