Rozmowa Z posłanką Mirosławą Kątną przewodniczącą sejmowej
podkomisji ds. dzieci, rozmawia Wanda Zagawa.
Sympatyczne to święto - Dzień Dziecka.
- Rzeczywiście sympatyczne, ale dla mnie jako osoby, która od 30 lat zajmuje się pomocą dzieciom, które znalazły się w sytuacji kryzysowej i padły ofiarą różnych draństw, jakie zafundowali im dorośli, ten dzień jest również okazją do niezbyt odświętnej refleksji. To dobrze, że jest taki jeden dzień w roku, w którym wszystkim dzieciom dobrze życzymy, lecz szkoda, że to jeden dzień i ciepłymi słowami, prezentami zagłuszamy własne wyrzuty sumienia, brak czasu, nieumiejętność okazywania uczuć, brak należytej troski decydentów.
Co więcej można zrobić?
- Dzieci to 1/3 naszego społeczeństwa i zasługują na więcej niż jednodniowa erupcja dobroci. Trudny czas, jaki przeżywamy jako państwo i społeczeństwo, najboleśniej dotyka najsłabszych - a wśród nich dzieci. I to we wszystkich sferach - zdrowotnej, edukacyjnej, socjalnej, wychowawczej. Tłumaczymy to brakiem pieniędzy, ale pieniądze to nie wszystko.
Reprezentowała Pani polski parlament podczas niedawnej sesji ONZ poświęconej sprawom dzieci. O czym tam mówiono?
- To był światowy szczyt na rzecz dzieci. Sekretarz generalny ONZ Kofi Anan przed rokiem opublikował raport o sytuacji dzieci w świecie, w którym ocenił realizację celów przyjętych w 1990 r. podczas poprzedniego szczytu. Na świecie żyje 2,1 miliarda dzieci - to 36 proc. ogółu populacji. Co czwarte dziecko na świecie żyje w ubóstwie, w rodzinach, gdzie dochód nie przekracza 1 dolara dziennie. Co 12 dziecko umiera przed ukończeniem 5 roku życia z powodów, którym można zapobiec. Na każde 100 dzieci narodziny 40 z nich nigdy nie zostaną zarejestrowane, 26 nie zostanie zaszczepionych na jakąkolwiek chorobę, 19 nie ma dostępu do czystej wody pitnej, 30 cierpi głód przez pierwszych 5 lat swego życia, 17 (w tym 9 dziewczynek) nigdy nie pójdzie do szkoły. Dlatego celem sesji ONZ było przekonanie przywódców politycznych, że nie tylko są odpowiedzialni za inwestowanie w dzieci, ale jest to również najlepszy sposób na ograniczenia ubóstwa, AIDS i unikanie zbrojnych konfliktów.
O co apelowały same dzieci?
- To było wstrząsające - dzieci mówiły politykom zgromadzonym w Nowym Jorku: popatrzcie na nas, mówicie, że jesteśmy waszą przyszłością, a my chcemy być waszą teraźniejszością. I w tym jest głęboka prawda - jeśli dziś nie zainwestujemy naszej troski w dzieci, to możemy ocknąć się w momencie, gdy nie będzie już w kogo inwestować.
Trybuna nr 126 (3723) /Weekend/ 1-2 czerwca 2002