Nad Sołą i Koszarawą - nr 11 (90) - rok  V - 1  czerwiec  2002

poprzedni artykuł   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Kalejdoskop / nie tylko / wspomnień - To zmusza do refleksji.

Lubię czytać felietony Aleksandra Małachowskiego zamieszczane w "Przeglądzie", gdyż swoją aktualnością i celnością spostrzeżeń trafiają mi do przekonania. Aliści nie tylko do przekonania. Niektóre z nich zmuszają do refleksji, często także budzą niepokój, powiedziałbym więcej, przerażenie. Tak było z felietonem p.t. "Wrogość wobec własnego państwa" zamieszczonym w 13 [119] numerze tego pisma.
Ten wytrawny publicysta nawiązując do swoich wieloletnich doświadczeń sejmowych i porównując je z obecną kadencją pisze..." Teraz jest inaczej. Zarówno w samej Izbie Poselskiej jak i na zewnątrz, w gąszczu relacji z obrad pojawia się coraz wyraźniej wątek wrogości wobec własnego państwa, /... / wielu ludzi uwikłanych w politykę, czy to jako posłowie lub członkowie rządu, czy medialni komentatorzy wydarzeń, za własny uznają tylko taki kształt organizmu państwowego, jaki jest zgodny z przekonaniami grupy, której interesy i poglądy reprezentują".
Jako żywo !!! 
Wypowiedź ta przywiodła mi na myśl wrzawę, jaka w ostatnim czasie rozgorzała wokół zabiegów ministra zdrowia prof. Mariusza Łapińskiego o wytargowanie od zagranicznych firm jak najniższych opłat za leki i związaną z tym nową listą leków do zakupu, do których dopłacać będzie państwo. Podobna wrzawa rozgorzała na temat nowelizacji ustawy o rtv.
Zgadzam się z potrzebą przedyskutowania kontrowersyjnych propozycji, tak w jednej, jak i drugiej sprawie i znalezienie takich rozwiązań, które wokół omawianych problemów gromadziłyby jak największy ogół zainteresowanych / nie zawsze i za każdą cenę wszystkich/ oraz pozwalałyby na uniknięcie niepotrzebnych "wpadek" prawno-decyzyjnych. Tymczasem w niektórych środkach masowego przekazu obserwujemy bełkot i atakowanie wszystkich propozycji, bez przedstawiania własnych, konstruktywnych rozwiązań.
Używając slangu młodzieżowego pytam, o co w tym wszystkim biega? 
Pozwolę odpowiedzieć sam sobie znanym porzekadłem, - jeżeli nie wiadomo, o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze. Tak o pieniądze i to nie małe
Ale po kolei.
Prof. M. Łapiński jest pierwszym / od niepamiętnych czasów / ministrem, który postanowił ukrócić zdzierstwo zagranicznych producentów leków i zaczął zabiegać o chudą kieszeń ludzi chorych, a przy okazji wyciągnął rękę do naszego - polskiego - przemysłu farmaceutycznego.
Czy to źle, że "wydusił" na zagranicznych firmach znaczne obniżenie cen leków?
Czy to źle, że chce dać zarobić naszemu rodzimemu przemysłowi i przy okazji wpłynąć na jego kondycję, a tym samym na większe zatrudnienie?
Odpowiedź wydawałaby się prosta.
Nie dla wszystkich jest ona jednak taka prosta. Oto dyrektor Śląskiej Kasy Chorych "przeprowadza badania" i próbuje udowodnić, że chorzy zapłacą więcej za leki.
Ba, nawet uważany przeze mnie za inteligentnego / co jest prawdą / rozważnego i odpowiedzialnego polityka /tymi ostatnimi komplementami już go nie będę obdarzał/- Donald Tusk - głosi podobne opinie, wówczas, kiedy ustawa na dobrą sprawę dopiero zaczyna być konsumowana. Takich głosicieli "prawdy" jest więcej.
Tylko, że oni mają swoją prawdę. Jest to prawda pieniądza, na głoszenie, której pracuje wielu producentów leków, hurtowników, aptekarzy, lekarzy i plejada innych popleczników. Wiadomo przecież, że ceny leków o podobnych w skutkach działaniu - przepisywanych przez lekarzy- mogą się wysoce różnić. Wielu, więc jest zainteresowanych w propagowaniu leków droższych, bo to i większy zysk i większa możliwość podzielenia się nim.
Sam w ubiegłym roku lecąc w samolocie do Egiptu siedziałem obok lekarki, której - wcale nie tak tanią wycieczkę zafundowali aptekarze / nie wnikam, może hurtownicy, może producenci /. Nie leciała ona sama, była to cała zorganizowana grupa . Lekarzy z innej takiej grupy, która leciała późniejszym rejsem spotkałem wcześniej na lotnisku w Warszawie. Czyżby, powiedzmy aptekarze, bawili się w tak wspaniałomyślnych fundatorów.
Ja nie twierdzę, że tak musi być na Żywiecczyźnie, ale pytajmy lekarzy, czy zapisują nam najtańsze leki z tego samego zakresu działania. Bo tańsze wcale nie musi oznaczać gorsze.
A teraz jak to się powiada z innej beczki. Dlaczego to tak gwałtownie rozgorzała dyskusja wokół nowelizacji ustawy o rtv, która ma ponoć zagrażać wolności prasy?
Wcale nie potrzeba powoływać się na zdrowy chłopski rozum, aby po prostu stwierdzić, że nie podnoszą takiego larum środki masowego przekazu będące w polskich rękach, bo takich już niewiele zostało. Podnoszą je przedstawiciele najczęściej niepolskich firm, które te ośrodki finansują. Nic nie mam przeciwko zagranicznym wydawcom naszej prasy, niech oni zabiegają o własny interes. Nie zaprzeczam także potrzebie dopracowania tej ustawy. Jednak państwo polskie i jego rząd zobowiązani są do pilnowania naszego narodowego interesu, abyśmy nie obudzili się kiedyś - mówiąc nieładnie " z ręką w nocniku". Wiadomo, że dopuściliśmy do niekontrolowanego wykupu wielu zakładów pracy, banków, środków masowego przekazu i ani my tam nie mamy nic do powiedzenia, ani pieniądz najczęściej nie służy naszym narodowym interesom, od choćby przeciwdziałaniu bezrobociu.
Pardon! Wykup ten sądzę był kontrolowany, tylko nie z myślą o właściwej kapitalizacji naszego narodowego majątku, a już broń Boże nie z myślą o jego wykorzystaniu w interesie społeczeństwa, które ten majątek wytworzyło / wide: Wielki przekręt Kazimierza Z. Poznańskiego/. Pytam, kto i kiedy za ten rozbój odpowie? 
I co teraz mamy oddać w obce, niekontrolowane ręce, główny, decydujący wpływ na "urabianie" opinii publicznej w środkach masowego przekazu. To, co, że w nich też pracują Polacy, skoro ich rola może się sprowadzić - a czasami już się sprowadza - do siania zamętu w społeczeństwie i reprezentowania interesów chlebodawców.
Czyżby na tym zasadzał się nasz interes narodowy?
Przyznam, że dziwi mnie udział w całej tej wrzawie Adama Michnika, którego uważam za wielkiego intelektualistę, prawego Polaka i wiele jego poglądów podzielam. 
Nie wiem, może ja czegoś nie rozumiem, a może "pieniądz potęgą jest i basta". 
Dziwny jest ten kraj Polska. Oj bardzo dziwny. Może nie tyle kraj, bo naród ma swój trzeźwy osąd na wiele spraw, niż jego elity intelektualno polityczne. Jak tak dalej pójdzie to do normalności może nam być daleko. I może nie byłoby problemu, gdyby nie nauczka, jaka płynie z historii wielu wielkich narodów. Za fanaberie ich elit płacili zawsze maluczcy. 
Jak długo będzie płacił nasz naród?

Antoni Urbaniec

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.