Nad Sołą i Koszarawą - nr 11 (90) - rok  V - 1  czerwiec  2002

poprzedni artykuł   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Redyk w Korbielowie.

W dniu 18 maja 2002 roku na rozległej łące, niedaleko schroniska "Smrek" w Korbielowie odbył się po raz szósty już, wiosenny redyk owiec. Ponieważ hodowla owiec spadła do rozmiarów zastraszających, a i zwyczaje i obrzędy z nią związane zanikają, imprezie nadano charakter nieco pokazowy i propagandowy, ale zbliżony do autentycznego sprzed lat. W lasach pod Pilskiem są jeszcze w szczątkowej co prawda postaci owce, szałasy, hale, polany i ludzie, którzy tradycje pasterskie kontynuują. Inicjatorem i organizatorem redyku jest UG i GOK w Jeleśni, Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Żywcu i w Bielsku Białej oraz Stowarzyszenie Hodowców Kóz i Owiec. Wsie gminy jeleśniańskiej były w przeszłości potentatami w hodowli bydła wałaskiego w Beskidzie Żywieckim. Pod koniec XVIII wieku hodowano: w Koszarawie 1530 owiec, w Przyborowie 1242 owce, w Korbielowie 943, w Sopotni Wielkiej 879, w Krzyżowej 529, w Pewli Wielkiej 408, w Jeleśni 288, w Mutnem 64, w Hucisku 62. Łącznie 5945 sztuk. Dziś po przeszło dwustu latach na tym samym mniej więcej obszarze uzbierało się wszystkiego nie więcej jak 400. Piszę - nie więcej - dlatego, że pomimo tego iż liczenie owiec na redyku jest jedną z podstawowych czynności bacy (Stanisława Majewskiego) nie chciał za Boga zdradzić tej liczby. Gospodarze Korbielowa i okolicznych wsi tak jak dawniej oddają swoje owce na okres lata, pod opiekę bacy i towarzyszących mu juhasów. Po wypasieniu łąki, na której odbywała się impreza, - pójdziemy w góry na hale i polany - powiedział juhas Józef Majewski.
Na środku kilkuhektarowej łąki stał koszar, chwilowo pusty, nad spadzistym brzegiem estrada, kramy z oscypkami i wyrobami ludowymi i gastronomia odpustowa z nieodłącznym piwem żywieckim. Był wójt Władysław Mizia i zaproszeni oficjele z całego powiatu i jeszcze wyżej. Na estradzie po mszy, przemówieniu wójta królowały miejscowe zespoły folklorystyczne. Nagle, na polanie pojawił się bacowski wóz, ciągniony przez parę dorodnych rumaków, a na nim gielety, puciera, czerpaki, cebrzyki, wiadra, skrzynka i inne zdziarty szałasowe. Za nimi słychać było charakterystyczny bek owiec, a za chwilę pokazał się cały kierdel. Harmider był niesamowity, a i wrażenie, szczególnie dla mieszczuchów, niespotykane. Owce zbite w kupę niedaleko koszaru, beczały niesamowicie. Ściany koszaru wykonane były z desek wplecionych pomiędzy trzy żerdzie, złożone z segmentów, by łatwo można było go rozebrać i przenieść na inne miejsce, gdyż koszar nie powinien stać na jednym miejscu więcej jak 2 - 3 dni. Do koszaru wgania się owce przed dojeniem i na noc do spania. Niedaleko koszaru stał ukryty nieco pod drzewami szałas zwany też kolibą, stary już nieco, wykonany z desek i przykryty dachem jednospadowym. W rogu ustawione było łoże dla bacy i pomocnika, a po przeciwnej stronie naczynia pasterskie do przerobu mleka owczego na ser. Teraz baca przystąpił do rozpalenia ogniska w szałasie. Patyki przygotowali już wcześniej juhasi. Baca przyklęknął na ziemi, podpalił, dmuchnął, przyłożył drobny szczap - i zaraz jasny wesoły ogień buchnął w szałasie. Ognia tego baca będzie strzegł jak źrenicy oka. Nie może on bowiem zgasnąć aż do św. Jana. Jeżeli by się to zdarzyło wówczas baca będzie musiał złożyć juhasom okup, który poważnie pomniejszy wynagrodzenie za bacowanie. Ogień działa tu przeciwko czarom, złym mocom i wszelkim siłom nieczystym.
Mieszanie owiec
Teraz baca udał się do pobliskiego lasu, skąd za chwilę wrócił z jodełką dwumetrowej wysokości w ręku. Zaostrzył ją na końcu i wbił do ziemi na środku polany, na której za chwilę odbył się obrzęd mieszania owiec. Obok jodełki wbił do ziemi żelazny kołek - symbol zdrowia na holi. Juhasi otoczyli owce. Baca wziął do ręki drewnianą grudziarkę napełnioną solą, sypnął nią zamaszyście, coś krzyknął, ktoś gwizdnął i owce ruszyły za nim. On krążył wokół mojki, od czasu do czasu sypiąc solą. Cały kierdel z wielkim hałasem i beczeniem pędził wokół aż trzy razy. Juhasi i psy baczyli, aby któraś owca nie wypadła z tego zaczarowanego kręgu. Wtajemniczył mnie potem baca, że ile owiec wypadnie z kręgu, tyle niechybnie zginie w czasie sezonu, albo się zgubi, albo zdechnie. Mieszanie owiec to zabieg czysto praktyczny. Poprzez trzykrotne okrążenie jodełki owce pochodzące od różnych gospodarzy i z różnych wsi mają się zespolić w jeden wspólny kierdel pasący się wspólnie pod opieką juhasów i ma zapobiec oddalaniu się pojedynczych sztuk od stada, uciekaniu do lasu, a nawet do swojej wsi. Po tym mieszaniu owce stały się spokojniejsze, mniej beczały z tęsknoty za swoją stajnią i gospodarzem. Teraz baca wszedł przed środek stada, uklęknął na oba kolana, to samo zrobili juhasi, wezwał też do modlitwy gospodarzy i przyglądających się gości. Baca donośnym głosem odmówił "Zdrowaś Maria" i "Ojcze nasz". Juhasi i gospodarze modlili się po cichu za szczęście i powodzenie całej pięciomiesięcznej gospodarki szałaśniczej. Teraz kierdel ruszył w stronę koszaru. Baca wyjął dwie deski z ogrodzenia, w wyniku czego powstało wąskie przejście (strąga) i kucnął . Obok ustawili się owczarze. Stado stanęło przed bramą swojego "przyszłego domu", napierało i niecierpliwie czekało na przekroczenie progu. Rozpoczęło się liczenie owiec. Baca wpuszczał do środka owce jedną po drugiej i liczył roz, dwa, trzy...dziesięć. Dziesięć wypowiedział głośno co dla stojącego obok owczarzyka oznaczało wyciąć nożem na palicy jeden karb. Dokładne policzenie owiec potrzebne będzie przy rozliczeniu się ze stada na świętego Michała kiedy kierdel zejdzie z hali, a owce wrócą do swoich właścicieli.
Teraz zmęczony baca wraz z juhasami weszli do szałasu, odpoczęli chwilę - bo upał w tym dniu był niesamowity jak na tę porę roku - po czym baca wyciągnął z kąta kawałek kory smrekowej w kształcie rynny i nałożył na nie kilka rozżarzonych głowienek z szałasowego ogniska. Wyjął następnie przygotowane przez żonę zawiniątko zawierające kadzidło od trzech króli i ziele z bukietu święconego na Matkę Boską Zielną, wsypał to wszystko na węgle i wręczył juhasowi i powiedział "Idź z tym". Sam zaś wziął do ręki gieletkę ze święconą wodą i tak zaopatrzeni weszli do koszaru. Szli wzdłuż ogrodzenia trzy razy wkoło zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Jeden kadził, a drugi wziąwszy po drodze gałązkę świerkową kropił owce, a także tych co się tej ceremonii przyglądali. Na koniec juhas resztki tlących się węgli wysypał do narożnika koszaru, a baca zalał je resztką święconej wody. Okadzanie owiec w koszarze jest jakby dalszym ciągiem mieszania. Ma ono na celu połączyć owce w jeden kierdel. Dym z kadzidła daje im jeden wspólny zapach, by trzymały się razem i nie rozchodziły po hali. Pokropienie zaś owiec wodą święconą ma zabezpieczyć owce przed nieszczęściem jak np. wypadek, zła pogoda, gradobicie. Po zakończeniu obrzędu kadzenia owiec, - a ponieważ była już pora południowa - baca zarządził dojenie owiec. Juhasi, a było ich trzech, porwali za gielety i popędzili do koszaru. Usiedli na zawczasu przygotowanych ławeczkach, wzięli gielety między kolana, wyciągnęli po dwie deski z płotu - krzasła. Wychodzącą owcę chwytali za wrecka i doili mleko do gielety. W zależności od ilości posiadanego mleka jedną pociągnął za wrecka dwa - trzy razy i puszczał inną zaś bardziej mleczną doił długo. Gdy wydoili wszystkie owce wracali do szałasu i kładli gielety koło puciery. Po drodze pozwolili się jeszcze wścibskim reporterom sfotografować. Baca brał teraz gielety i z powagą przelewał mleko do puciery cedząc je przez gęste lniane płótno, na którym leżała gałązka jedliny. Udał się teraz do swoich gratków na komarniku, odszukał flaszkę z przygotowanym klagiem z żołądka cielęcego. Wlał go trochę do dużej drewnianej warzechy, którą mu juhas trzymał nad pucierą, po czym wlał płyn do mleka. Pomieszał, nakrył lnianą serwetą, i jeszcze dodatkowo kocem, aby mleko w cieple klagało. Rodzi się teraz w pucierze ser z pierwszego halnego udoju: bundz, oscypki i żentyca, ale my nie mieliśmy już okazji skosztowania tych pasterskich potraw, bo technologia ich przygotowania wymaga odpowiedniego czasu.

Hieronim Woźniak

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.