Zwycięstwo Oręża Polskiego.
W tym roku 18 maja minęła kolejna 58-ma rocznica słynnej kiedyś bitwy i heroicznego zwycięstwa Polaków - żołnierzy 2-go Polskiego Korpusu pod dowództwem gen. W. Andersa, pod Mont
Cassino. Padła twierdza z kamienia, betonu i stali, o którą toczono już od kilku miesięcy ciężkie i krwawe walki. O twierdzy tej sami Niemcy głosili światu, że jest ona nie do zdobycia. Okazało się jednak, że 18 maja 1944 roku na gruzach opactwa klasztoru Benedyktynów na Monte Cassino załopotała polska flaga, a cały świat obiegła wiadomość, że to właśnie Polacy zdobyli tę nie do zdobycia twierdzę.
W walkach tych brało udział około 55 tyś. żołnierzy Polskiego Korpusu, w tym wielu bohaterów z wojny obronnej 1939 roku, uczestników bitwy pod Narwikiem i Tobrukiem oraz żołnierzy, którzy do Polskiego Korpusu przybyli po katorgach na "nieludzkiej ziemi" - w ZSRR. Wielu tu poległo składając ostatnią ofiarę Ojczyźnie -
z krwi własnej. Spoczywają tu na polskim cmentarzu u stóp klasztoru - gdzie walczyli. Cześć ich pamięci !!
Tu na wzgórzach Masywu Monte Cassino pozostały trzy duże wojenne cmentarze, na których spoczywają żołnierze, którzy tu polegli w okresie walk tj. od stycznia do czerwca 1944 r.
Te cmentarze to: polski - gdzie spoczywa 1074 żołnierzy
angielski - tu spoczywa około 5.000 żołnierzy armii alianckich
niemiecki - gdzie spoczywają żołnierze naszych przeciwników - ponad 20.000.
Po zakończeniu wojny wielu z pozostałych przy życiu uczestników tej i nie tylko tej bitwy - powróciło do Polski. Ich życie w PRL nie było zbyt łatwe. Wiele lat musiało upłynąć aby tych byłych żołnierzy, określanych jako
"andersowców", przestano uważać za pospolitych "wrogów ludu" ! a piękna pieśń "Czerwone Maki na Monte
Cassino", mogła być "legalnie" uznawana.
D-cy 2 PK gen. W. Andersowi zarzucano wiele. A to, że uciekł z Armią z ZSRR, a to, że naraził żołnierzy na śmierć bo Masyw Cassino można było obejść bokiem i wiele innych znanych już dzisiaj bzdur. Wreszcie gen. W. Anders został przez władze PRL pozbawiony polskiego obywatelstwa. Ten człowiek, którego wysoko oceniało wiele ówczesnych głów państw alianckich i wysokich rangą dowódców,
któremu tysiące Polaków zawdzięczało wyprowadzenie rodzin, kobiet dzieci z ubóstwa na "nieludzkiej ziemi", został tak nikczemnie oceniony przez ówczesne władze.
Jeśli z kolei twierdzono, że Monte Cassino można było obejść bokiem, to dlaczego nie zastosowano takiej taktyki w krwawych walkach pod Lenino czy Kołobrzegiem ?! Wystarczy popatrzeć na mapę fizyczną tych regionów i jednoznacznie stwierdzić, że zarówno Lenino jak i Kołobrzeg nie stanowiły żadnej przeszkody w drodze na Berlin. A teraz popatrzmy na fizyczną mapę Włoch i rejon walk i sami oceniamy zasadniczą i wyraźną różnicę.
Dla podkreślenia konieczności tej walki, właśnie tu pod Cassino, niech świadczy fakt, że to właśnie tu Niemcy wybudowali dwie potężne linie obronne /Gustawa i Hitlera/ a nie gdzieś tam z boku. Druga to fakt, że tu już od kilku miesięcy /XII.43-VI.44/ ginęli Anglicy, Amerykanie, Nowozelandczycy, Francuzi, Hindusi, Marokańczycy, ginęli tu rzymsko-katolicy, prawosławni,
grekokatolicy, ewangielicy, żydzi, mahometanie i buddyści.
Dzięki opatrzności Boskiej i łaskawości losu, udało mi się szczęśliwie i zdrowo przeżyć nie tylko tą legendarną już bitwę, ale i całą dalszą kampanię włoską.
Do Polski powróciłem w czerwcu 1947 roku. Niestety Ojczyzna moja, do której wróciłem nie była taka, jaką zachowałem w pamięci z lat młodzieńczych, nie taka o jakiej marzyliśmy przez lata tułaczki na obczyźnie, nie taka o jaką walczyliśmy. Była uboga, mocno zrujnowana i rozgrabiona przez obu okupantów. Była niestety również i pod obcym nam władaniem, które musieliśmy uznać przez kilka dziesięcioleci za przyjazne.
Do Polski powróciłem bez "wojennych zdobyczy", a jedyny majątek mieścił się w brezentowym wojskowym worku i małej walizce z demobilu. Miałem jednak Bogu dzięki, zdrowe ręce, dużo chęci i zapału do działania w zrujnowanym kraju. Dość szybko jednak ówczesne władze skutecznie ostudziły moje zapały. Okazało się już na początku, że powróciłem do Polski z innego kierunku niż należało. Że służyłem w jakiejś "wrogiej armii", w której dowódcami byli "kapitaliści", "zaplute karły", oraz "zdrajcy narodu". A w ogóle cały ten nasz powrót z "bogatego Zachodu", do zrujnowanego kraju wydawał się ówczesnej władzy mocno podejrzany. Przez długie lata te "argumenty" decydowały bardzo często o mojej egzystencji, pracy, awansie i życiu rodzinnym w moim własnym kraju!! Ale to już kolejny rozdział w moim życiu.
Tegoroczna rocznica bitwy o Monte Cassino przeminie w naszym mieście nie zauważalnie. Wiem na pewno, że będą uroczystości rocznicowe w Częstochowie, jak corocznie.
Będą uroczystości w szkole im. "Bohaterów spod Monte Cassino" - na które pojadę - zaproszony. Tu wspaniała atmosfera i wzruszające nas starych kombatantów patriotyczne kultywowanie i eksponowanie chwały oręża polskiego. Szkoła ma bardzo duże Muzeum Pamięci Narodu i setki eksponatów. Tu zjeżdżają z całej Polski kombatanci a nawet z Czech i Słowacji. Niestety jest nas co roku mniej - co jest normalne, życiowym prawem.
Na zakończenie pragnę przytoczyć mało znaną 4-tą zwrotkę do pieśni "Czerwone Maki".
Napisana została przez autora F. Konarskiego na 25-cio lecie bitwy. Treść jej jednak wydaje się być aktualna na kolejne rocznice.
Ćwierć wieku, koledzy, za nami
Bitewny ulotnił się pył
I klasztor białymi murami
Na nowo do nieba się wzbił,
Lecz pamięć tych nocy upiornych
I krwi, co przelała się tu,
Odzywa się w dzwonach klasztornych,
Grających poległym do snu.
Czerwone maki ................
/-/ Zygmunt Głąb
b. żołnierz 2 Polskiego Korpusu - uczestnik bitwy
PS. Zainteresowanych bitwą o MC i jej szczegółami, a głównie młodzieży polecam:
Bitwa o MC - tom I, II, III - M. Wańkowicz, reprint wyd. Rzym 1945, wyd. MON 1989 r.
Monte Cassino 1944-1994 wyd. Stow. Komb. Polskich, Londyn-Warszawa 1994 r.
Śląsk pamięci MC - prof. W. Żdanowicz - str. 1032 - wyd. Muzeum Śląskie 1999 r.
Monte Cassino - historia, ludzie, pamięć - wyd. ASKON, Warszawa 2000 r.