Problemy Żywieckiej Służby Zdrowia.
K. S. Proszę o charakterystykę waszego zakładu ponoć największego na Żywiecczyźnie.
Cz. K. Istotnie. Na koniec kwietnia zatrudnialiśmy 795 osób w tym 74 lekarzy medycyny, 291 pielęgniarek, 44 położne, 55 pracowników techniczno - administracyjnych i 102 pracowników obsługi.
A.M. To rzeczywiście potężna armia ludzi, która sama w sobie rodzi problemy a ma jeszcze do obsługi setki pacjentów. Załoga to jedno, a wyposażenie?
M.Ś. W sumie dysponujemy 423 łóżkami z tego 383 w Żywcu a pozostałe w Jeleśni i Międzybrodziu Bialskim. Ogolnie rzecz biorąc stan wyposażenia jest dobry, zaspakaja nasze potrzeby, choć z dnia na dzień starzeje się. Na dziś, a może i na jutro, przydałyby się, nowe respiratory, rentgen, który już się rozlatuje, aparaty do znieczulania, stoły operacyjne, czy też nowoczesne USG. Nowa ustawa o ratownictwie zmusza nas do wyposażenia w nowy specjalistyczny sprzęt, który prędzej czy później, musi znaleźć się w naszych placówkach. Oby prędzej, niż później.
K.S. Dużo było szumu wokół tzw. sztucznych nerek - działają czy nie? Na ten temat krążyło wiele legend.
Cz. K. Działają i to z powodzeniem. Nas nie byłoby stać na taką inwestycję. Zrobiła to firma międzynarodowa, specjalizująca się w tego typu usługach. Nam płaci czynsz za wynajem pomieszczeń. Ale nie tylko. Korzysta odpłatnie z naszego laboratorium, transportu, podstawowych usług medycznych, i mamy wreszcie nefrologa. Marzy nam się otwarcie własnej poradni nefrologicznej. Ale powiedzmy sobie, wreszcie w Żywcu mamy "sztuczną nerkę", a co to znaczy dla pacjentów, to tyko oni wiedzą. I nieważne w czyich rękach jest, ale na pewno służy z pożytkiem pacjentom.
K.S. Wszędzie "bębni" się, że szpitale są zadłużone i to prawie wszystkie. To jak to jest. I u kogo są zadłużone?
Cz.K. M.Ś. Paradoksem jest, że część szpitali, która chciała jak najszybciej wdrażać reformę została za to ukarana, i nie została oddłużona. Zaś ci, co się ślimaczyli, są czyści. Ot, polska rzeczywistość. W naszym przypadku jest tego ok. 5 mln. zł., choć te cyfry są płynne, i robimy wszystko aby ten dług niwelować.
K.S. Wiele kontrowersji wzbudza polityka obecnego ministra Łapińskiego, m.in. tzw. zamach na kasy chorych, nowy program, często ze starymi pomysłami. Jak to postrzegacie?
Cz.K. M.Ś. Za wcześnie jest ustosunkować się do tzw. reformowania reformy. Jest parę nowych pomysłów jest też "wyważanie otwartych drzwi". I dlatego, że coraz częściej jest to korekta do korekty wolimy się nie ustosunkować do tego programu. Jak mówi przysłowie. "czas leczy rany". Pożyjemy - zobaczymy. Smutne jest to, że w tym galimatiasie, my musimy funkcjonować, i leczyć, bo do tego jesteśmy powołani.
A.M. Jak to jest z tym samorządem, który z mocy prawa sprawuje nadzór nad służbą zdrowia. Pomaga czy przeszkadza?
Cz. K. Pomaga. M.Ś. W miarę możliwości pomaga, a że możliwości ma niewielkie, to i pomoc nie za duża.
K.S. Odpowiedzi enigmatyczne wręcz dyplomatyczne. Trudno. Zaczynaliśmy wywiad od załogi, bo to ona decyduje o powodzeniu realizacji bieżących zadań, których celem jest ratowanie naszego zdrowia. Kierowanie prawie 800 osobową załogą o różnym poziomie intelektualnym, przy 10 -ciu związkach zawodowych, przy płacowej "bryndzy" wcale nie jest chyba łatwe?
Cz.K. M.Ś. Na pewno. Choć dla nas równie ważny jest ordynator, jak i konserwator, bez którego brak sprawnych urządzeń czyni tego pierwszego bezradnym. Niemniej jednak, 10 związków, to ponad 100 pracowników korzystających z przywileju nienaruszalności. I jak wiadomo, nie wszyscy są "aniołkami". Sukcesem jest wspólne stanowisko w sprawie regulaminu wynagradzania i wielu podstawowych zasad pracy. Przyznajemy, a wręcz twierdzimy, że nasza załoga, to w zdecydowanej większości to ludzie z powołania. Ludzie, którzy w arcytrudnych nieraz warunkach, za nędzne wynagrodzenie, robili i robią wszystko, aby nasi pacjenci, czuli się w szpitalu jak u siebie w domu. I to jest nasz cel.
A.M. K.S. Przyłączmy się do tego, życząc służbie zdrowia, aby nie była chora, pacjentom szybkiego powrotu do zdrowia, a Wam panowie dyrektorzy, też........zdrowia, bo naprawdę trzeba mieć zdrowie, aby tym "molochem" kierować.
Tekst i foto. Antoni Matlakiewicz Kazimierz Semik