Powrót sentymentalny.
To jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu - przyznała wzruszona księżna Maria Krystyna Habsburg odbierając klucze do swojego, nowego mieszkania urządzonego w Nowym Zamku w Żywcu. W tym zamku, w którym się urodziła i mieszkała aż do wybuchu II wojny światowej. W szczęśliwie i dostatnio rozpoczęte życie wtoczyła się niszcząca machina wojenna. To co zwykłych obywateli Polski stało się również udziałem rodziny Habsburgów: niepewność jutra, terror, niedostatek, aresztowania. Mimo nacisków, członkowie powszechnie znanego, europejskiego rodu opowiedzieli się za Polską. Tego nie wybaczyli im okupanci. Runął cały bezpieczny i dostatni świat najznamienitszej rodziny z Żywca. W powojennej Polsce w dobrym tonie było mieć matkę praczkę i ojca chłopa małorolnego. Książęca rodzina choć patriotyczna i wszelkich cnót nie mogła sprostać tym wymaganiom. Z całej familii znalazł dla siebie bezpieczne miejsce w Ojczyźnie jedynie ojciec Joachim zamknięty za klasztorną furtą. Wszyscy inni rozproszyli się po Europie. Zamieszkali w Szwecji, Szwajcarii i Hiszpanii, z dala od rodzinnego gniazda. W pamięci żywieckiej społeczności, pomimo różnych kolei losu, pokrętnej indoktrynacji i upływu czasu nie zatarła się sympatia i uznanie dla rodziny Habsburgów. A i Maria Krystyna Habsburg nigdy nie zapomniała o Żywcu, Polsce, swoim patriotycznym wychowaniu i bohaterskim przykładzie rodziców. Na powitanie arcyksiężnej przybyły tłumy ludzi . Okazała się skromną, miłą, drobną, pozbawioną majątku osobą, a jednak witana była ze splendorem, którego nie sposób przeliczyć na żadne pieniądze. Nigdy nie przyjęła innego obywatelstwa, aż do 1992 roku kiedy to otrzymała polski paszport żyła jako bezpaństwowiec. Wzruszenie arcyksiężnej udzieliło się wszystkim obecnym, wzruszeni byli przedstawiciele władz, rodzina i przyjaciele Habsburgów, a nawet przypadkowi przechodnie. Powroty po latach do domu zawsze wyciskają łzy. I choć ten dom nie taki jak sprzed lat to jednak wytęskniony. Zmienili się mieszkańcy Żywca, już tylko nieliczni pamiętają arcyksiążęcą rodzinę. Z pięknych pałacowych wnętrz znikły bibeloty, dzieła sztuki i pamiątki życia gromadzone przez kilka pokoleń Habsburgów. Wymiecione z pałacu trafiły częściowo na Wawel, częściowo zaginęły lub zostały zniszczone. Z nieodwracalną utratą tych precjozów, rekwizytów minionych czasów arcyksiężna już się pogodziła. Choć nigdy nie dowiemy się jak bardzo jej to dokuczyło.
- Antyki wymagają częstego odkurzania stwierdziła z nonszalancją. Ja potrzebuję mebli dla starszej pani - uzasadniła porzucenie myśli o odtworzeniu dawnego umeblowania w swoim odzyskanym mieszkaniu. Nie szuka w Żywcu spokojnej przystani, bo uczniów szkoły średniej, sąsiadów za ściany rozsadza energia. W Żywcu nigdy nie będzie anonimową starszą panią z tłumu. Wszyscy ją rozpoznają. Wielu pewnie zechce zagadać. Nie wróciła tu dla bogactwa i wygody życia, bo o to łatwiej tam gdzie mieszkała dotychczas. Nie wróciła tu ze względu na ukochanych domowników, bo ci już nie żyją albo są rozproszeni i mają własne życie z dala od Żywca. Wróciła tu dla wspomnień, w których mieszkańcy tej ziemi jawią się jej jak ci, którzy dopuszczani byli do młodej panienki z pałacu: usłużni, uczynni, grzeczni, skromni, gościnni, pracowici. Po nas również przetoczyła się historia i naniosła swoje piętno. Nie zawsze wyszło nam to na dobre. Maria Krystyna Habsburg wróciła tu również dla naszego dobra. Musimy się wysilić, by nie zawieść jej młodzieńczych wspomnień, żeby nie zaznało więcej goryczy jej skołatane i wierne serce. Swoim powrotem dodaje nam otuchy i wiary w to, że idealizm, wierność, patriotyzm, nonkonformizm to nie tylko puste słowa. Trudno sobie wyobrazić ile obaw musiała budzić przeprowadzka do kraju znanego tylko w młodości, w którym wiele musiało się zmienić? Jakiej odwagi wymagało podjęcie tej życiowej decyzji? Przecież mówi się, że nie przesadza się starych drzew. Ufam, że należyta pielęgnacja spowoduje, że nawet tak szlachetny szczep przyjmie się na żywieckiej, kamienistej ziemi.
(e)