Prosto z mostu.
I znowu mądry Polak po szkodzie. Pan Leszek Miller ma kłopoty.
Zapowiadane zwycięstwo okazało się nie aż tak przygniatające i teraz politycy SLD muszą chodzić po prośbie do rywali, o których dotychczas nie wypowiadali się najlepiej. Problem jest tym poważniejszy, że trzeba znaleźć chętnych nie tylko dla ratowania z opresji Millera i SLD, ale państwa i gospodarki, których stan nie pozwala na spokojne konsumowanie owoców wyborczego sukcesu. I dlatego powtarzam, nie trzeba było wychodzić przed orkiestrę, nie uzdrawiać chorego jeśli się nie ma do tego uprawnień. Już po raz kolejny doświadczona w bojach lewica popełnia szkolne błędy. Zachowanie umiaru i trochę skromności jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Tekst ten piszę 4 października, a więc gdy jeszcze nie do końca jest przesądzone - kto z kim i za ile. Analizę wyborów dał w tym numerze A. Urbaniec w artykule "Czas na refleksje" (witamy na naszych łamach). Dlatego też jestem zwolniony z tego obowiązku lecz niemniej muszę ze zwykłej przyzwoitości zatrzymać się na niektórych aspektach minionych wyborów.
Po pierwsze - skutki zmiany ordynacji na kilka miesięcy przed wyborami rzekomo w imię demokracji są żałosne. Partia, która zdobyła prawie 42 % głosów nie może samodzielnie utworzyć rządu z powodu braku kilkunastu mandatów, gdyż tak stanowi nowa ordynacja premiująca średniaków i małych. A i tak niektórzy forujący tą ordynację, w partykularnej nadziei zdobycia kilku mandatów więcej, wyszli na tym jak przysłowiowy Zabłocki na mydle, bo nie będzie ich w nowym Sejmie. Mówiąc obrazowo, podcięli gałąź na której siedzieli. Dobrze im tak.
Po drugie - frekwencja wyborcza słaba. Ale jak z niektórych ust słyszałem, że to Kościół zabronił głosować na lewicę, gorzej bo to grzech. W tej sytuacji niektóre rodziny, bądź osoby unikając konfliktu sumienia nie poszły do głosowania, bo na prawicę nie chcieli głosować a na lewicę to grzech. I dla świętego spokoju zostali w domu by nie mieć kłopotów przy spowiedzi.
Po trzecie - jestem ogromnie zdziwiony niskimi notowaniami PSL w skali kraju, nie mówiąc już o województwie śląskim w którym PSL nie zdobył ani jednego mandatu. Opowiadanie o tym że przeszkodziła im "Samoobrona" należy włożyć między bajki.
Po czwarte - padło w kraju parę nazwisk, które na scenie politycznej były "od zawsze". Jednym z przykładów jest fakt nie wybrania pana Ryszarda
Bugaja, który po rozróbie w Unii Pracy "podłączył " się do....PSL. Również zdziwiony jestem, że ekspress Bielsko-Biała - Warszawa, tak reklamowany przez byłego posła i też "skoczka"
(SKL - PiS) pana Mirosława Stycznia dowiózł Go tylko na rogatki Warszawy. Na Wiejską niestety nie. Również z dziennikarskiego obowiązku należy odnotować bardzo dobre wyniki byłych posłów Żywiecczyzny W.Bułki (ponad 100 tyś głosów i miejsce w Senacie) oraz Jerzego Widzyka (około 10 tysięcy), co niestety nie dało Mu miejsca w Sejmie gdyż "poległ" razem ze swoją formacją. Mamy więc 3 posłów z Żywiecczyzny tj. K. Zarzycki z SLD, Edward Płonka P.O. i S. Zadora z Ligi Rodzin Polskich, co jest dla mnie kompletnym zaskoczeniem. A więc każdy z innej "parafii", oraz jednego senatora. Właściwie to stan osobowy zwiększył się dwukrotnie w stosunku do poprzedniej kadencji, ale czy jakość? - to już ocenią wyborcy dopiero za cztery lata. Dla ścisłości trzeba odnotować, że w wyniku wygranej jednego z posłów SLD - Jana
Szwarca, który był radnym w sejmiku wojewódzkim, Jego miejsce zajął jako kolejny na liście - Karol Stasica. Gratulujemy! Właściwie to emocje wyborcze są już za nami. Zaczyna się szara rzeczywistość i ciężka praca w tej arcytrudnej sytuacji gospodarczej kraju. Być może to "przypadkowe społeczeństwo" jak to ktoś kiedyś określił wybrało dobrze. Obym się nie mylił.
* * *
Oberwało mi się (wprawdzie tylko telefonicznie) od osoby bliskiej panu senatorowi Władysławowi Bułce (przy okazji moje gratulacje z okazji wyboru do Senatu) za artykuł który popełniłem w poprzednim numerze gazety. Otóż Szanowna Pani, albo pani nie czytała osobiście tegoż artykułu i znała go tylko z przekazu, a jeśli go pani czytała to znaczy, że nic z tego niezrozumiała. Wolałbym to pierwsze. Bowiem doszły mnie słuchy, że "podwórkowi komentatorzy" pomylili słowo - guru z gburem. Może czasem mnie stać na odrobinę kpiarstwa czy satyry, natomiast nie wolno mnie posądzać o nienawiść w stosunku do kogokolwiek a już tym bardziej do pana Władysława. I dlatego też pragnę szanownej pani wyjaśnić, że moje felietony (a w ciągu trzech lat istnienia naszej gazety wydrukowano ich ponad 80) nie są z gatunku seinc fiction, ani też nie są kroniką towarzyską. Są moimi własnymi przemyśleniami i owocami rozmów z przyjaciółmi, a także z osobami postronnymi, czytającymi moje artykuły. Dlatego inwektywy pod moim adresem, które na szczęście w porę przerwałem uważam za osobistą obrazę, choć nie oczekuję przeprosin. Ale. Ad rem. W poprzednim numerze zasygnalizowałem problem (nie znając jeszcze wyników wyborów) podziałów w Żywieckiej lewicy. I dlatego też chciałbym aby ktoś odpowiedzialny za ten stan wyjaśnił mi dlaczegóż to Żywiecczyzna nie wystawiła swoich kandydatów do Sejmu z listy SLD (oczywiście z wyjątkiem Jacka Kulca), pomimo że na liście nr 1 była jeszcze możliwość wystawienia dwóch kandydatów. A finał jest taki że mamy "niby żywczaka" K. Zarzyckiego w Sejmie i nikogo więcej. Czy Rada powiatowa SLD w Żywcu nie widziała już nikogo więcej, może nawet nie członków SLD a tylko sympatyków lewicy, których na Żywiecczyźnie nie brakuje. Chciałbym wierzyć że był to tylko przysłowiowy "wypadek przy pracy" a dalsze działania kierownictwa żywieckiego SLD będą iść w kierunku scalania żywieckiej lewicy przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi. A więc ponawiam apel o jedność, gdyż w jedności siła. Dlatego kupą mości panowie.
Kazimierz SEMIK
P.S. W poprzednim numerze opublikowaliśmy tekst o nagrodach dla twórców i animatorów kultury. Z dziennikarskiej przyzwoitości wydrukowaliśmy nazwiska wszystkich nagrodzonych, w tym i redakcję Gazety Żywieckiej. Natomiast tamtejszą redakcję nie stać było na odnotowanie (również z dziennikarskiej przyzwoitości), że jednym z nagrodzonych był naczelny naszej gazety Hieronim Woźniak.
Niefajnie.