Czas na refleksję.
Minęła wyborcza gorączka. Lewica- zgodnie z oczekiwaniami, stała się bezkonkurencyjnym - chociaż nie zupełnym zwycięzcą. Byłby więc czas na refleksję. Czasu co prawda jest niewiele, bo wyjątkowo trudna sytuacja gospodarcza kraju, nie najlepsze nastroje społeczeństwa i skomplikowana sytuacja międzynarodowa nie pozwalają na "świętowanie". Ale skoro rolnik w gorący czas żniw znajduje wolną chwilę na odsapnięcie i zastanowienie się co gdzie posiać, aby w przyszłym roku było co zbierać, zastanówmy się i my, co dalej,- tym bardziej, że z jednej strony plony, które zebraliśmy nie zawsze pochodziły z naszej niwy. Z drugiej zaś mogliśmy zebrać jeszcze więcej, gdyby nie to, że i my "nakręcaliśmy" frekwencję naszym przeciwnikom. No bo jak inaczej można zrozumieć konferencję prasową prof. Marka Belki na dwa dni przed wyborami. Dziwić także musi zachowanie się lewicy na Żywiecczyźnie, która zamiast zmobilizować siły i brać się "za zbiory", wzięła się "za bary", zaprzepaszczając możliwość zdobycia poselskiego mandatu. Jak się okazuje mandatu na przysłowiową wagę złota.
To prawda, że ma swojego senatora, ale nie ma posła wywodzącego się z jej szeregów. Ma ona przecież na Żywiecczyźnie wiele nośnych nazwisk, mogących przyciągnąć uwagę wyborców. Także reprezentujący ją na listach wyborczych :Janina Jura i Jacek Kulec, nie byli tuzinkowymi kandydatami. Dlaczego zatem żaden z nich nie przekroczył minimalnego- niezbyt wygórowanego progu, a żywiecka lewica znalazła się w gronie wielkich przegranych ?
Przyczyna, którą znamy budzi żal i zdziwienie. Dlatego koniecznie trzeba zastanowić się co dalej? Przydałoby się politykę wychodzenia naprzeciw ludzkich bolączek i potrzeb wprowadzać w życie także tutaj na Żywiecczyźnie. Przecież wybory samorządowe za pasem.
Może znajdzie się ktoś mądry, kto potrafi pogodzić zwaśnionych.
To tyle z naszego żywieckiego podwórka. Podwórko to jest jednym z wielu naszej wspólnej wioski, której na imię Polska, chciałbym więc na temat urządzenia tej wioski także powiedzieć słów parę. Cieszymy się z wysokiej wygranej SLD-UP, ale mamy także świadomość ogromnej odpowiedzialności za stan państwa, jaka spadła na barki koalicji. Wiem, że tam na górze głowią się nad tym tęgie głowy jak wyprowadzić Polskę z głębokiego kryzysu do jakiego doprowadziły ją rządy Jerzego Buzka. Ale przecież i tu na dole mądrych pomysłów też nie brakuje, a ich waga ma niebagatelny ciężar gatunkowy, gdyż rodzą się na bazie błędów i doświadczeń, nadziei i rozczarowań, możliwości i potrzeb konkretnego środowiska.
Nad niektórymi z nich chciałbym się chwilę zatrzymać.
Wyborcy powszechnie oczekują, że władzę przejmować będą ludzie rzetelni, uczciwi i kompetentni. Jestem przekonany, że kierownictwo SLD i UP także tego pragnie. Ale pragnąć, a dokonać to dwie różne rzeczy. Nie od dzisiaj obserwujemy, jak różni ludzie, widząc zwyżkujące notowania SLD próbują wkraść się w jego łaski, czy szeregi. Chwała Sojuszowi za to, że w dotychczasowej swojej praktyce w sposób pryncypialny rozstawał się z ludźmi, którzy się nie sprawdzili, oby mu tej pryncypialności i determinacji nie zabrakło teraz, kiedy "będzie u władzy". Oby odstraszała ona ludzi delegowanych do rządzenia od kantów i nadużyć. W polityce kadrowej nie wolno nam także kierować się zasadą
TKM. skompromitowaną przez Akcję Wyborczą "Solidarność". To prawda, że głównie na stanowiskach politycznych opierać się trzeba na ludziach własnego ugrupowania, ale jest wiele stanowisk, na których potrzebni są ludzie fachowi, kompetentni. Znając życie domyślam się, że ustępująca ekipa niewielu takich zostawiła, ale zostawiła.
Tam gdzie stanowiska obsiadła miernota, trzeba ciąć do korzeni. Ale tam gdzie są ludzie legitymujący się kompetencjami, budzący zaufanie i nadzieję, należałoby im dać szansę i pokazać, że nam nie na stanowiskach, a na Polsce zależy.
Społeczeństwo Polskie gnębi ciężka choroba, która ma dwa ogniska zapalne. Jednym z nich jest trudna sytuacja gospodarcza - ogromne bezrobocie i brak środków do życia dla coraz większej grupy ludzi, a drugim - pochodnym, powszechne zmęczenie społeczeństwa, frustracja, brak wiary, w wybieranych i mianowanych przedstawicieli władzy.
SLD od razu tego nie zmieni. Mało tego oczekiwania społeczeństwa zderzą się z koniecznością cięć budżetowych, co może tylko pogłębić istniejącą sytuację.
Obiecywanie, że będzie się chronić najuboższych ma przecież swoje granice, bo czy w mniejszym czy większym stopniu trzeba będzie także sięgnąć do ich kieszeni. Jak zaradzić potęgowaniu nędzy i frustracji? Na pewno rząd podejmie cały szereg działań zmierzających do ożywienia gospodarczego kraju, zmniejszenia bezrobocia i uporządkowania spartaczonych reform. Ale należałoby pamiętać o tym, że największy potencjał tkwi w ludziach, w społeczeństwie i gdyby udało się ten potencjał wyzwolić, to byłoby to największe osiągnięcie tego rządu.
Na uruchomienie tego potencjału wcale nie są potrzebne nadzwyczajne środki. Trzeba umieć postawić na ludzką inicjatywę, stworzyć społeczny i prawny klimat dla jej rozwoju. Do tego potrzebni będą odpowiedzialni ludzie na odpowiednich stanowiskach, którzy potrafią zmobilizować społeczeństwo i dokonywać koniecznych zmian w naszym życiu wspólnie z nim, a nie obok niego, czy nie daj Boże przeciw niemu. Wierzę, że specjalistów od wspierania ludzkiej inicjatywy w składzie lewicowego rządu nie zabraknie. Daleki jestem od nawoływania do polowania na czarownice, ale książeczka prof. Poznańskiego p.t "Wielki przekręt" na temat naszej prywatyzacji, a także liczne artykuły w "NIE" oraz w innych publikatorach, ujawniające bulwersujące fakty malwersacji i nadużyć, utwierdziły w społeczeństwie przekonanie o ogromnej korupcji na różnych stanowiskach w administracji państwowej i gospodarczej. Mieszane uczucia budzą także ujawnione / czy zawsze prawdziwe?/ fortuny dygnitarzy. Nie chciałbym zabawiać się w studenta, który w "Lalce" - B. Prusa dowodzi, że jego ojciec - lekarz, musiałby uczciwie pracować 300 lat /!!!/ aby zarobić tyle ile dał Wolski za jedną kamienicę, ale niektóre fortuny mogą budzić zdziwienie. No bo niby skąd się wzięły w tak krótkim czasie. A nawet jeżeli ktoś się dorobił, to przecież czyimś kosztem. Najczęściej tych najbiedniejszych.
Dlatego wskazanym by było, aby wybrany przez społeczeństwo Sejm i Senat, a także powołany rząd, zaleciły odpowiednim organom szczegółowe sprawdzenie i rozliczenie owych fortun. Tu już chodzi nie tylko o szukanie pieniędzy na pokrycie "dziury budżetowej", bo zmarnotrawionego i sprzedanego za bezcen majątku narodowego w pełni odzyskać się nie da, ale chodzi o utwierdzenie w społeczeństwie przekonania, że Polska prawem stoi.
Nie rozliczenie, czy też nierzetelne rozliczenie owych fortun i ich posiadaczy może ugruntować powielaną w społeczeństwie plotkę, że ludzie lewicy również w te różne machlojki są "umoczeni". Osobiście chciałbym wierzyć, że jest to tylko złośliwa plotka.
Antoni Urbaniec