Nad Sołą i Koszarawą - nr 19 (74) - rok IV - 1 październik  2001

 poprzedni artykuł    |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Wspomnienia o Żydach w Milówce.

Jak sięgam pamięcią do lat dzieciństwa, to zawsze kojarzą mi się one ze sklepami żydowskimi w Milówce, w których robiliśmy zakupy. Dlatego też pisząc o Milówce niesposób pominąć Żydów, którzy wycisnęli ślad na jej biografii i wyglądzie. Ich działalność stała się znaczącym składnikiem tak gospodarczego jak i kulturalnego życia Milówki. Większość z nich, jako ludzie wykształceni stanowiła trzon inteligencji milowieckiej już pod koniec XIX wieku, o czym świadczą notatki w kronice strażackiej. I tak w protokole założycielskiego posiedzenia Wydziału Straży Ogniowej z dnia 27.08.1889r. widnieją w niej dwa nazwiska miejscowych kupców wyznania mojżeszowego: Zygmunt Silberstein z-ca naczelnika straży i Samuel Silberstein - skarbnik, oprócz nich do Wydziału Straży należeli inni kupcy: Bernard Geller i Mojżesz Kaufman. Ogółem w gminie Milówka przed II wojną światową mieszkało około 40 rodzin żydowskich tj. ok. 200 osób, z tego najwięcej w Milówce, a po kilka w Kamesznicy i Nieledwi. Wszyscy byli religijnii i w każdą sobotę tj. szabat odświętnie ubrani, przeważnie w ciemne szaty, szli gromadnie do swojej synagogi, którą nazywaliśmy bożnicą. Była ona murowana i mieściła się w pobliżu mostu na rzece Sole, przy dzisiejszej ulicy Grunwaldzkiej. Mężczyźni przeważnie mieli czarne kapelusze z szerokim rondem. Rabin nosił zawsze chałat. Tuż nad rzeką mieli też ubojnię, gdzie Żyd Katz rytualnie zabijał bydło i drób. W synagodze był na środku piedestał do czytania tory, którą przechowywano w pięknej szafie. Na piętrze synagogi, którą nazywali bożnicą, była galeria dla kobiet. Głównym zajęciem Żydów był handel. Dlatego też prawie wszystkie sklepy w Milówce należały do Żydów.Najbogatszym w całej okolicy Żydem był Bernard Geller, który prowadził handel hurtowy i detaliczny - wielobranżowy. Jeszcze istnieje w centrum Milówki murowany, dwupiętrowy dom, który wybudował, a który służył mu za mieszkanie i sklep. Wielu miejscowych ludzi znajdowało u niego pracę w charakterze ekspedientów i służby, a także furmanów rozwożących towary po okolicznych wioskach. Bogatym Żydem był też Mojżesz Kaufman, prowadzący sklepy gospodarstwa domowego. Zaopatrywali oni w towary także sklepy w Kamesznicy, Koniakowie i Istebnej. Wielobranżowe sklepy w Milówce prowadzili także Golberg i Michnik. Sklepy spożywcze w Milówce prowadzili Szagryn i Silberstein, a sklepy galanteryjne - Lewi Jukiel i Green, zaś sklepy papiernicze - Żyd - Tobiasz. Kegel prowadził sklep spożywczy, a Szarpi i Goldman prowadzili piekarnie i sklepy z pieczywem. Podobnie Żyd Zimmerspitz, mając warsztat krawiecki świadczył ludziom usługi krawieckie, a równocześnie prowadził sklep tekstylny z materiałami i dodatkami krawieckimi. Lecz największym powodzeniem cieszyły się sklepy wielobranżowe, prowadzące także wyszynk trunków. Były to sklepy Gelera, Fabra i Jakóba Silbersteina. Jakób miał trójkę dzieci: Emila, Eryka i Edwarda. Jeden z nich przeżył okupację i po wojnie wyemigrował do Ameryki. Reszta rodziny została zamordowana w Oświęcimiu. Znaną też była rodzina Grünów. Ojciec Jakób prowadził sklep tekstylno-odzieżowy. Jego trójka dzieci bardzo dobrze się w szkole uczyła, biorąc wzór z ojca, który był rzetelnym kupcem. W sumie w gminie Milówka mieszkało około 40 rodzin żydowskich, tj. 200 osób. Gdy zaczęła się okupacja, Niemcy przystąpili do eksterminacji Żydów. Niektórzy z nich zdążyli uciec i schronić się za granicą, bądź to w Palestynie, bądź w USA.Ale udało się to nielicznym, zwłaszcza bogatszym. Jednym z tych szczęśliwców był m.in. P. Salton. Od niego, gdy przyjechał parę lat temu do Milówki, dowiedzieliśmy się, że Jakób Grün zwany Zielonym zginął, zaś reszta rodziny przeprawiła się przez Karpaty na Węgry i stąd do Stanów Zjednoczonych. Dziś Izaak Grün mieszka na Florydzie. Należy też wspomnieć o Żydach, którzy w Milówce prowadzili restauracje zwane wówczas karczmami. W tamtych czasach były one ogniskami życia społeczno-towarzyskiego. W nich się spotykali przy szynku w niedziele i święta - po mszy gospodarze, aby sobie pogawędzić, czegoś się dowiedzieć czy poradzić. W karczmach obchodzono często chrzciny a nawet wesela, a najczęściej organizowano potańcówki, zwłaszcza w długie jesienno-zimowe wieczory. Karczmy te prowadzili Golberg, Faber, Silberstein i Kaufman. Konkurowali oni między sobą uprzejmością wobec klientów, a także sprzedażą na kredyt, co było jednak ze szkodą dla kupujących. Na ogół jednak miejscowa ludność żyła z Żydami w przyjaźni. Mimo to po I Wojnie Światowej w 1918 r. miejscowi chłopi podjudzeni przez Hallerczyków rzucili się rabować żydowskie sklepy, a drugi raz w 1939 roku kiedy podbużyli ich Endecy. Zawiadomiona policja przyjechała z Żywca, postrzeliła dwóch chłopów i zaprowadziła porządek. Powodem tych ekscesów nie był antysemityzm, tylko panująca wówczas bieda. Potwierdzają to Żydzi pochodzący z Milówki, którzy ocaleli z Holocaustu i żyją jeszcze w Izraelu lub za oceanem w Ameryce. Bardzo serdecznie Milówkę wspominają i chętnie ją odwiedzają, jak P. Salton, który po wojnie dwukrotnie tu przyjeżdżał wraz ze swoją żoną i córką. Jego głównym celem była odbudowa i renowacja zdewastowanego cmentarza żydowskiego "na Kierhofie" zwanego kirkutem. Dokonał tego z wielkim sentymentem i poczuciem obowiązku wobec swoich ziomków i swojej małej Ojczyzny. Dalszą opiekę nad cmentarzem powierzył Marii Jurasz, córce nieżyjącego już grabaża i kustosza. Powiedział, że teraz już może spokojnie umrzeć.

Stanisława Białożyt

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.