Nad Sołą i Koszarawą - nr 19 (74) - rok IV - 1 październik  2001

 poprzedni artykuł    |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

To budzi grozę i zagrożenie

Grozę i przerażenie budzi tragedia, jaka rozegrała się w dniu 11 września w Stanach Zjednoczonych. To jedyne supermocarstwo świata, dysponujące największym potencjałem ekonomicznym, najnowocześniejszą armią i najlepiej zorganizowanymi służbami specjalnymi, zatrzęsło się w posadach, gdy atak terrorystyczny ugodził go- jak pisał >Die Zeit< - " w sam środek systemu nerwowego - politycznego, militarnego i finansowego". *
Stała się rzecz straszna. Terroryści, nie licząc się z następstwami politycznymi, odważyli się zaatakować najpotężniejsze państwo świata, zadając mu cios, o ogromnych - trudnych do określenia - skutkach ekonomicznych i powodując śmierć tysięcy ludzi. Świat na wieść o tej ,największej ze współczesnych zbrodni, zadrżał, a wśród najszerszych rzesz ziemskiej społeczności - nie tylko na politycznych salonach, powiało grozą i oburzeniem. Niezwykle mocno zabrzmiała także nuta solidaryzmu z narodem amerykańskim. Dali temu wyraz wszyscy, czołowi politycy świata. Prawie jednoznaczny był ton ogromnej większości komentarzy prasowych. Wyjątkowo mocną wymowę miały szpalery kwiatów i tysiące płonących zniczy przed placówkami dyplomatycznymi, chociażby w naszym kraju w Warszawie czy Krakowie. W " Los Angeles Times", USA, można było przeczytać: "Manhatan był jeszcze spowity dymem, a nad Waszyngtonem unosił się pył, kiedy nasz potężny naród zaczął otrząsać się po tym ciężkim ciosie. Budynki runęły, ale demokracja wytrzymała uderzenie. /.../ Jest to dzień, który zmienił Amerykę.". 11 września 2001 r. jest dniem, który zmienił nie tylko Amerykę. To dzień, który zmienił nasze pojęcie o porządku i ładzie we współczesnym świecie, dzień który zmienił świat i obyśmy umieli wyciągnąć z tego właściwe wnioski. Grozę i przerażenie budzą zachowania się niektórych społeczności na wieść o terrorystycznym ataku na Stany Zjednoczone. Telewizja pokazuje oznaki zadowolenia wśród Palestyńczyków, którzy tę akcję traktują jako swoisty rewanż na znienawidzonej Ameryce. Prasa donosi o satysfakcji jaka zapanowała w Iraku, z tytułu, że wreszcie największy wróg Irakijczyków został upokorzony. A czy tylko tam można się było spotkać z tego rodzaju oznakami? Jak do tego mogło dojść, że jedni ludzie potrafią się cieszyć z nieszczęścia innych? Że nienawiść plemienna, rasowa, religijna, czy narodowa przesłania zwykłe ludzkie odruchy współczucia? Jak bardzo ciężko doświadczone musiały zostać te społeczności, do jakiego stopnia biedy, poniżenia i cierpienia zostali doprowadzeni ludzie, że w swojej nienawiści nie potrafią odróżnić boleści i cierpienia innych prostych ludzi, ich tragedii, spowodowanych aktami terroryzmu, od gier na salonach politycznych i stojących za nimi polityków, którzy swoimi - nie zawsze do końca przemyślanymi decyzjami, dają pożywkę terroryzmowi. Warto w tym kontekście zastanowić się nad wypowiedzią profesora Yan Xuetonga, chińskiego politologa z Uniwersytetu Tsinghua: " Napięcia pomiędzy Waszyngtonem a grupami terrorystycznymi, w tym z Bliskiego Wschodu, wzrosły z powodu jednostronności polityki zagranicznej USA i braku politycznego dialogu". Do zastanowienia także skłania notatka zamieszczona w "The Guardian", w W. Brytanii: "Podczas gdy z jednej strony Waszyngton powiewa flagą demokracji, z drugiej pompuje miliardy dolarów w podtrzymywanie totalitarnych reżimów, m.in. w Egipcie, Jordanii, Arabii Saudyjskiej i Algerii, aby uniemożliwić swobodne wyrażanie woli przez społeczeństwa tych krajów." Nie powinno się lekceważyć także coraz bardziej radykalnych protestów sprzeciwu wobec koncepcji globalizacji. Anna Kwiatkowska w zakończeniu swojego artykułu >Absurd faktem< pisze: " Z poczucia siły zrodziła się arogancja. Tymczasem za granicami bezpiecznej "globalnej wioski" jest inny świat. Spirala przemocy nakręca się". Oby nakręcając się nie pękła !!! 
Grozę i przerażenie budzić także muszą niebezpieczne głosy, nawołujące do odwetu, czy jątrzące amerykańską dumę. "Le Parisien", Francja: "Terroryści upokorzyli Amerykę". Erich Schmidt-Eehboom, niemiecki ekspert do spraw terroryzmu: "Jest tylko jedno źródło tego terroryzmu - Afganistan. Duma narodowa Amerykanów została tak mocno zraniona, że Ameryka nie może pozwolić sobie na to, aby nie odnaleźć sprawcy i nie pozostać bez celu, na który można będzie skierować uczucie zemsty." Czy wreszcie "Le Soir", Belgia; "Terroryzm wypowiedział wojnę najpotężniejszemu narodowi świata. Niewątpliwie rozpoczęła się nowa wojna światowa, bez precedensu, jeśli wziąć pod uwagę jej uczestników i sposoby walki." Nie ulega wątpliwości, że z terrorystami dialogu politycznego prowadzić nie można. Że sprawców tej potwornej zbrodni i stojące za nimi siły trzeba odnaleźć i ukarać z całą bezwzględnością. Ale czy od razu ma to oznaczać wojnę? Przecież wojna nie wybiera, ale niszczy i zabija winnego, czy nie winnego. Czyżby nawołujący byli za nakręceniem nowej spirali przemocy? Pchania bogu ducha winnych ludzi w przypływie rozpaczy w ręce terrorystów ? Czyżby nie dosyć już było tragicznych żniw terroryzmu, w najnowszej historii ludzkości? Na szczęście tego rodzaju głosy nie są zbyt powszechne / ale są/. Bardzo rozsądnie natomiast brzmi wypowiedź zamieszczona w "Times", W. Brytania: "Dojrzałość polega czasem na tym, że uczymy się współżyć z szaleńcem. Wtorkowy atak to horror, przemoc i ludzka krzywda, ale nie jest politycznie ważny. Nie zmienia układu sił nawet o cal. Nie jest to akt wojny. Amerykańskie przywództwo nie zostało przez niego podkopane. Nie zaszkodzi ideom demokracji, o ile sami nie zaszkodzimy jej własną nieprzemyślaną reakcją na niego."
Godna zacytowania jest także wypowiedź największego autorytetu współczesnego świata - Papieża Jana Pawła II: "To czarny dzień w historii ludzkości. Świat nie może pozwolić zwyciężyć spirali nienawiści i przemocy. Amerykanie powinni zachować odwagę i wytrwałość, ponieważ diabeł nie może mieć ostatniego słowa. Ataki, które spowodowały niewypowiedzianą grozę, to okropny cios w ludzką godność. Nie mogą stać się one początkiem fali przemocy." Cieszy fakt, że tego rodzaju wypowiedzi zaczynają pojawiać się coraz częściej. Nie można przecież na przemoc odpowiadać przemocą. Trzeba zastanowienia i refleksji- co robić, aby osłabić społeczną bazę terroryzmu. Bo do aktów terrorystycznych nie tylko szkolą swoje dzieci Palestyńczycy. Terroryzm to nie tylko Osama bin Laden, którego ludzi można spotkać także poza Afganistanem: w Erytrei, Czeczeni, Bośni, czy Kosowie. Terroryzm znajduje podatny grunt wszędzie tam, gdzie tlą się ogniska konfliktów. Konfliktów nie tylko narodowościowych, ale także społecznych, o czym świadczy coraz większa desperacja, jaka towarzyszy protestom przeciw globalizacji. Co robić, aby te podłoża konfliktów likwidować nie tylko siłą? Na to powinna sobie odpowiedzieć ta cywilizowana, najbogatsza część świata. Na to powinny odpowiedzieć sobie Stany Zjednoczone, które są jej nie kwestionowanym przywódcą.

Antoni Urbaniec
* Wszystkie zamieszczone w tekście cytaty pochodzą z dziennika "Trybuna" z dnia 13 września 2001 r.

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.