Prosto z mostu.
Aleksander Małachowski w "Przeglądzie" z 3 września br. rozdał tytuły "Grabarzy Trzeciej Rzeczypospolitej". I pisze On: " Marianowi Krzaklewskiemu , animatorowi nieszczęsnej koalicji AWS - UW, należy się tytuł Wielkiego Grabarza, czy też Pierwszego Grabarza Rzeczypospolitej Polaków". I brzmi to dumnie. Nie każdy może zasłużyć sobie na taki tytuł. Inne tytuły (grabarstwa) należą się wielu innym osobom ( na czele z premierem rządu), które przyczyniły się do takiego stanu kraju, jaki obecnie mamy. Nie lubię kopać leżących, choć cisną się na usta gromy, by tych nieudaczników w jakiejś formie ukarać. Boję się że uczyni to dopiero historia. Ale, pewność siebie, buta, arogancja, czy też zwykłe chamstwo, zostanie przynajmniej symbolicznie ukarana, choćby przysłowiowym "odstawieniem od koryta". Nie byłbym jednak sobą gdybym nie przedstawił w ostatnim przedwyborczym numerze, kilka śmiesznych a zarazem żałosnych epizodów z tzw."Buzkolandu". I dzieje się to w rządzie, gdzie podobno wartości chrześcijańskie są ponad wszystko.
* * *
Krew człowieka zalewa jak wychodzą na wierzch oczywiste kanty urzędników, ba, ministrów poszczególnych resortów. Mówi o tym ostatni raport NIK, który został przekazany nowemu Prezesowi z nadania AWS, i od razu został ocenzurowany, czyli przerobiony. Otóż raport ten jest informacją o wynikach kontroli "prawidłowości korzystania z usług doradczych i eksperckich przez organy administracji państwowej". Brzmi to ładnie. Tylko co się za tym kryje. Kontrola ujawniła fakty kompromitujące rząd Jerzego Buzka. A już najśmieszniejsze jest to, że ekspertyzy dla premiera pisali .... studenci, że urzędnicy w ministerstwach nie potrafią napisać najprostszych rozporządzeń, że wydawano gigantyczne kwoty na kancelarie prawne, albo też zatrudniano urzędników na umowę-zlecenie, by za dodatkowe pieniądze wykonywali to, co leżało w zakresie ich obowiązków. Oto parę przykładów. Najwięcej usług pod względem ilościowym zleciło Ministerstwo Środowiska - 1658, na łączną sumę 14.865,3 tyś zł., natomiast pod względem wartościowym Ministerstwo Gospodarki (którego szefem jest wicepremier Steinhoff) 575 usług, na kwotę 24.544.669,87 zł. ( tj. ponad 245 miliardów starych złotych). A równocześnie w tym czasie nastąpił wzrost zatrudnienia w urzędach i ministerstwach o około 300 osób. Przykładem totalnej niegospodarności graniczącej z głupotą ( a może i nie?) było zlecenie M.G. w dniu 16 09 1999 r firmie prawniczej opracowania projektu rozporządzenia Rady Ministrów w ( uwaga ) sprawie znakowania obuwia wraz z uzasadnieniem - za kwotę - bagatela - 18.000 zł. Jest to prawie dwuletnia renta średniej klasy rencisty. Należy dodać, że kancelarie prawnicze w Warszawie pobierają od 200 - 300 dolarów za godzinę pracy. A już szczytem hipokryzji może być zlecenie wykonania opracowania pod tytułem "Precedencja stanowisk i wynikający z niej protokół wizyt i uroczystości". Wprawdzie to opracowanie kosztowało "tylko" 4.000 zł. Chodzi w tym opracowaniu o to kto ma podczas uroczystości oficjalnie pierwszy witać gości, wojewoda czy też marszałek województwa, czy pan X ma siedzieć przy stole po lewej czy prawej stronie. Istne jaja. A od czegóż sowicie opłacany z kieszeni podatników szef protokołu dyplomatycznego wraz ze swoim sztabem w MSZ. Ale nie, to inna ulica i inny resort. Ale na rany boskie, ten sam rząd. Również kuriozalnym wydaje się fakt zlecania usług, w postaci prac polegających na przygotowaniu wystąpień Prezesa Rady Ministrów, mimo że zadania te należały do Sekretariatu Prezesa Rady Ministrów. Przypuszczam że odbywało się to na takiej zasadzie. Przychodzi koleś do kolesia i mówi; brakuje mi kasy, załatw jakieś zlecenie. I tak to szło i szło. W miliardy. I winnych nie ma. Jeszcze smutniej wygląda to w reprezentowaniu naszego kraju za granicą. Zachęcam do przeczytania w "Przeglądzie" nr 35 i 36.w felietonie "Notes dyplomatyczny", gdzie "nawiedzony" ambasador Polski w Japonii niejaki Jerzy Pomianowski najpierw z przepychem godnym wielkiego mocarstwa (budował drugą Japonię), a potem ją otwierał. A o stosunku elity dyplomatycznej świata do tegoż ambasadora (a tym samym i do naszego kraju) świadczy fakt, że na 400 zaproszonych gości, na otwarcie nowej ambasady raczyło przyjść tylko 250, a wśród nich tylko czterech ambasadorów (Rosji,Białorusi,Kazachstanu i Uzbekistanu), a centralnym punktem otwarcia był wyświetlany film o.....ambasadorze. Tak kształtuje się opinia o naszym kraju. By jeszcze bardziej zdenerwować czytających dodam informacje o przekrętach, które jeszcze nie znalazły uznania w oczach prokuratorów, jakie robiono w Polskich Portach Lotniczych za czasów dyrektora Kality. To właśnie On okupował swój gabinet po zdymisjonowaniu Go przez ministra Widzyka. Wspomniany przeze mnie "Przegląd" w nr. 36 analizuje tylko trzy umowy, które zostały podpisane i w ich wyniku państwowe pieniądze zostały wpompowane w prywatne spółki. I już teraz wcale mnie nie dziwi, kiedy oficjalnie podaje się w szanowanych tygodnikach zachodnich o profilu ekonomicznym, że w okresie ostatnich trzech lat, na osobiste konta Polaków wpłynęło do banków zachodnich około 15 - 18 mld.$. Żałuję, że mnie tam nie ma. A może i nie, bo mogę spać spokojnie. I dlatego dziwię się, że spać spokojnie może premier Buzek. Sądząc po jego rześkości i uśmiechu chyba może tak jest. Przecież jest to osoba, która miała największy wpływ na rozwój i rozkwit prawicowych bezczelniaków. Przez cztery lata chłopina nic nie słyszała i nic nie wiedziała. O każdym dziadostwie dowiadywał się ostatni. A mimo to zapewniał, że panuje nad wszystkim i rząd pod jego kierownictwem jest przygotowany na każdą ewentualność. I tu też wcale nie dziwię się, że ten rząd kończy swą kadencję z 10 % poparciem.
* * *
Kampania wyborcza rozpoczęła się na dobre. Mniej mnie interesuje to, która partia gryzie inną partię. Bo to ponoć normalne. Choć przyznam, że do dziś, (piszę ten felieton 5 września) nie ma zbyt mocnych fauli. Niewiele inwektyw, choć podjazdy mocne. Ale przecież to czysty folklor polityczny. A my górale na folklorze się co, nieco znamy. Bardziej interesuje mnie lokalna rywalizacja. Na razie trwa "wojna plakatowa". I tu na miłość boską, proszę panów kandydatów, jeśli decydujecie się na start w wyborach, to powinniście się liczyć z kosztami. Bo przecież taka jest logika walki wyborczej. Dlatego też nieelegancko jest wieszać swoje wizerunki po drzewach. Po pierwsze to nieładnie a po drugie tego robić nie wolno. I dlatego niech Wasze uśmiechnięte buźki wiszą na bilbordach, ekranach, czy też specjalnie zrobionych tablicach. Nieelegancko jest pchać się na tablicę informacyjną Urzędu Miasta, gdzie obok uśmiechniętego kandydata na posła czy senatora wisi.... klepsydra. Niezbyt miłe towarzystwo. Podobają mi się plakaty reklamowe p.p. Kędrackiego,Widzyka i Lacha, którzy (szczególnie p. Kędracki ma swoje fotografie rozwieszone na słupach energetycznych - czyżby cała energetyka była z panem?). Również p. Lach opanował całą stację kolejową. Bo jeśli P.K.P. jest za panem to znaczy, że fotel poselski ma pan pewny. I dlatego mam pewne wątpliwości co do tego czy instytucje państwowe mają prawo użyczać swoich obiektów do prywatnych kampanii. Miałem ostatnio ciekawą rozmowę z jednym z kierowców z komunikacji miejskiej. W oknach prowadzonego przez niego autobusu, wiszą trzy fotografie kandydatów na posłów, z tym że każdy z nich jest z innej "parafii" (ugrupowania). Na moje pytanie, na którego z nich będzie głosował, odpowiedział, że na żadnego. No to po co ich reklamuje. Odpowiedział - kazali mi. I tu też mam wątpliwości, czy to wszystko jest zgodne z prawem. A propos. Pan Stanisław (Lach) wywinął kolejnego orła (a może to tak trzeba). Dziennik Zachodni promuje Go jako najlepszego samorządowca w województwie a Trybuna Śląska oskarża Go o nadużywanie autografów członków zespołu Golec uOrkiestra. Albo to przestępstwo, albo doskonały chwyt reklamowy. Wierzę, że chyba to drugie. Z uwagi na to, że gazeta ukaże się przed wyborami wypada mi się określić co do mojego głosowania. Zachowam się odwrotnie jak hierarchowie kościoła katolickiego, którzy nie mówią na kogo głosować, ale wyraźnie wskazują na kogo nie. Otóż szanowni Czytelnicy. Zatrzymajcie się na czerwonym.
Kazimierz SEMIK