Lato z Ziemią Żywiecką
Różne są sposoby na spędzanie wakacji. Dla jednych jest to czas zabawy i odpoczynku, dla innych praca i obowiązki. Są wreszcie i tacy, którzy z powodzeniem łączą przyjemne z pożytecznym, znajdując w swojej pracy relaks i satysfakcję. Tak właśnie jest w przypadku członków zespołu Ziemia Żywiecka. O tym, jak wyglądają letnie miesiące miłośników folkloru, rozmawiałam z solistką zespołu Anną Pokusą.
-Jak zazwyczaj wyglądają wakacje członka zespołu folklorystycznego?
-Jak zwykle-próby dwa razy w tygodniu, przygotowujemy się do Tygodnia Kultury Beskidzkiej i do innych występów.
-Z tego, co słyszałam, również zagranicznych?
-Tak, zdarzają się też zagraniczne. W zeszłym roku byliśmy w Czechach, dwa lata temu w Portugalii, jeszcze wcześniej w Turcji-to było, co prawda, we wrześniu, ale dla studentów to przecież jeszcze wakacje. W tym roku pojechaliśmy do Hiszpanii.
-Takie wyjazdy to chyba nie tylko występy?
-Z tym bywa różnie. Czasem nie ma czasu na nic innego, ale zazwyczaj udaje się trochę pozwiedzać. Pod tym względem najlepiej wspominam wyjazd do Portugalii. W głównej mierze zawdzięczamy to przewoźnikowi, który starał się, abyśmy już po drodze jak najwięcej zobaczyli. Jechaliśmy przez Francję, udało się nam zobaczyć parę znanych miejsc. Odwiedziliśmy sanktuarium w Lourdes... Muszę powiedzieć, że wywarło to na mnie ogromne wrażenie-szczególnie ta nadzieja widoczna na twarzach pielgrzymów...
-W takich miejscach to chyba normalne?
-Niezupełnie. Byliśmy również w Fatimie i tam nie było to już tak wyraźne.
-A jak było na miejscu?
-Cóż, przyjechaliśmy tam na występy, więc próby były konieczne. Miewaliśmy nawet po trzy koncerty dziennie, więc trudno nazwać taki wyjazd wczasami, ale i tak wspominam to bardzo dobrze.
-W tym roku byliście w Hiszpanii.
-Tak, zostaliśmy zaproszeni przez tamtejszy zespół do wzięcia udziału w festiwalu folklorystycznym, w międzyczasie pojawiło się zaproszenie na jeszcze jeden... Wystąpiliśmy więc na festiwalach w Sewilli i
Kadyksie. W sumie byliśmy w Hiszpanii prawie trzy tygodnie.
-To dość długo, pewnie wróciliście bardzo opaleni?
-Nie wszyscy. Jak już mówiłam, nasze wyjazdy to nie są wczasy, nie mamy czasu na wylegiwanie się na plaży całymi dniami, najwyżej dwie-trzy godzinki. Występowaliśmy, więc musieliśmy ćwiczyć. Poza tym, trzeba się było przygotowywać do jubileuszowego koncertu na TKB-zespół obchodzi w tym roku XXX-lecie istnienia. Zresztą dziewczyny miały też bardziej prozaiczne obowiązki-po każdym występie trzeba było uprać swoje i męskie koszule, wykrochmalić je, wyprasować...
-Dałyście się zagonić do takiej pracy?
-Nie było wyjścia, sami by sobie nie poradzili. W czasie, gdy my zajmowałyśmy się ich garderobą, chłopcy nadrabiali braki snu.
-Czyżbyście się nie wysypiali?
-Wiesz, Hiszpanie generalnie preferują nocny styl życia-wstają późno, a potem bawią się do białego rana. Tak przynajmniej to wyglądało podczas naszego pobytu. Występowaliśmy wieczorem, później zapraszano nas na późną-dla nas, oczywiście-kolację, więc nie zdarzało nam się wcześnie kłaść do łóżek. Nie mogliśmy też spać do południa, bo jak mówiłam, trzeba było zadbać o stroje, poza tym chcieliśmy jak najlepiej wykorzystać czas spędzony w tym kraju. Zresztą niewyspanie nie było jedynym problemem, jaki z tego wynikał...
-Nie rozumiem.
-Jeżeli ktoś jest przyzwyczajony do wczesnego wstawania, jest też, zazwyczaj, nauczony, że śniadanie jest najważniejszym posiłkiem w ciągu dnia. Tak jest u nas, a w Hiszpanii wręcz przeciwnie. Dlatego dostawaliśmy na śniadanie małą bułkę z dżemem, za to kolacje serwowano bardzo pożywne. Trudno się było do tego przyzwyczaić, do proponowanych potraw zresztą też. Nie przepadam za ośmiornicami...
-Zostawmy jedzenie. Jak wiadomo wyjazdy za granicę trochę kosztują. Czy młodych ludzi stać na takie wydatki?
-Nie, oczywiście, że nie. Pobyt zazwyczaj sponsoruje nam ten, kto nas zaprasza. Mamy więc zapewniony nocleg, wyżywienie, zwiedzanie danego miejsca. Nie są to żadne rewelacje, ale i tak udaje się sporo zobaczyć. Kto ma ochotę na większe atrakcje turystyczne, musi za nie płacić sam.
-To na miejscu. Trzeba jednak przecież tam jakoś dotrzeć. Kto za to płaci?
-Zespół-w różnej formie. Na przykład na wyjazd do Portugalii zarobiliśmy jeżdżąc po Polsce z występami, dlatego osobiście nie musieliśmy płacić zbyt wiele, dwieście-trzysta złotych. Za wyjazd do Hiszpanii na razie wpłaciliśmy zaliczkę, nie zostaliśmy jeszcze rozliczeni, więc nie wiem.
-Muszę przyznać, że sama miałabym ochotę na wypad za granicę za taką cenę. Długo trzeba tańczyć w zespole, aby móc pojechać?
-Różnie. Kiedyś czekało się długo na swój pierwszy wyjazd. Ja, kiedy wstępowałam do Ziemi Żywieckiej, a było to pięć lat temu, nie mogłam liczyć, że za pół roku czy rok pojadę na występy w innym kraju. Teraz jest inaczej-zespół się znacznie odmłodził, starsza część składu odeszła, więc zdarza się, że są zabierane osoby, które są z nami od niedawna.
-Czy to wam nie przysparza kłopotów? Przecież teraz każdy mógłby się zapisać do zespołu tylko po to, aby dokądś pojechać za pół-darmo...
-To niemożliwe. Nie wystarczy się przecież tylko zapisać-trzeba poświęcić na próby wiele godzin. Ktoś, kto tego nie kocha, nie jest w stanie powtarzać wielokrotnie tych samych kroków, układów, dla niego to jest po prostu nudne. Żaden wyjazd, nawet najbardziej egzotyczny nie skłoni nikogo do udziału w próbie dwa razy w tygodniu. To po prostu trzeba kochać.
-Rozumiem. Jak w takim razie wyglądać będzie dalsza część wakacji miłośników folkloru?
-Cóż, po występach na TKB mamy przerwę. Mieliśmy, co prawda pojechać do Czech, ale nasz choreograf nie dostał urlopu, więc sierpień mamy wolny. A od września próby dwa razy w tygodniu-jak zwykle.
-Pozostaje mi więc podziękować za rozmowę i życzyć przyjemnego sierpnia z prawdziwie hiszpańską pogodą.
Rozmawiała Patrycja Szostok