Prosto z mostu
Jedno nieszczęście, to nie jest nieszczęście, jedna dziura to nie dziura, a więc trzeba przynajmniej dwie. I mamy. Oprócz przewidywalnej dziury ozonowej, mamy nieprzewidywalną dziurę budżetową. Choć trudno powiedzieć czy nieprzewidywalną. Przecież ten rząd od samego początku był rządem nieudaczników. Najpierw sterowany przez wielkiego "macho" pana Krzaklewskiego, przy współpracy z najmądrzejszymi politykami Unii Wolności, którzy jak poczuli smrodek w finansach państwa, zniknęli ze sceny politycznej obrażając się na wszystko i wszystkich. Przecież to się czuło w powietrzu, że w tym rządzie śmierdzi. Że to przecież nie o to chodzi. Kolosalne sumy wydane na koślawe reformy, samowola w wydatkach na płace, z przymrużeniem oka przez parlament tolerowana, wreszcie przecieki pieniędzy do sektora prywatnego, gwałtowna korupcja, afery, itp. itd. Zadaję sobie pytanie, jaką czelność mają niektórzy z rządzących, by odważyć się stanąć w szranki wyborcze do Sejmu czy Senatu? Oszczędźcie Waszmościowie wstydu. Za wyjątkiem paru ludzi mądrych w tym rządzie ( do których zaliczany jest pan J. Widzyk ) reszta powinna prosić o azyl polityczny; w którymś z afrykańskich krajów, oczywiście po wyroku wydanym przez Trybunał Stanu. A co dzisiaj. Jakich to mamy mądrych ministrów. Z jaką troską pochylają się nad losem młodzieży, emerytów i rencistów, nauczycieli, żołnierzy etc. Powiadają, że nie oddadzą ani złotówki. Niech sobie minister finansów szuka oszczędności gdzie indziej - polecają. No i minister szuka. Nagle odwołują się do społeczeństwa przez Internet, aby pomogło znaleźć sposób na "załatanie" tej dziury. To już jest chyba bezczelność i kpina z narodu. A więc jak trwoga to do Boga? Tylko przed czym trwoga? Przed Trybunałem Stanu, czy przed sromotną klęską w wyborach. Natomiast składanie winy za stan finansów publicznych na opozycję to już istna parodia. Wiadomo bowiem w każdym kraju, za stan gospodarki pełną odpowiedzialność ponosi rząd i rządząca koalicja.I nie może być inaczej. A więc Titanic tonie. Orkiestra gra. Statek niedługo sięgnie dna.
*
Aby odpowiedzieć na apel ministra Bauca, spróbuję doradzić Mu gdzie szukać pieniędzy. Trzeba rozgonić "na cztery wiatry", Izbę Dumania czyli Senat. Sto synekur z krociowymi płacami, potężnym zapleczem technicznym, setkami biur senatorskich i drogimi podróżami. Komu to wreszcie potrzebne? Czyż nie łatwiej jest zatrudnić 10 czy 15 fachmanów z branży prawniczej, ekonomicznej gospodarczej itp. którzy za odpowiednią opłatą, będą weryfikowali projekty ustaw, likwidujące "knoty" wypocone przez domorosłych posłów. Będzie to i taniej i robota zostanie zrobiona porządnie. A jak chcemy uhonorować zasłużonych działaczy wszystkich partii, to trzeba zrobić Izbę Lordów - i niech żyją ale........ każdy na własny koszt. Przeciętnemu śmiertelnikowi, nieraz biednemu jak mysz kościelna, nóż się w kieszeni otwiera, jak czyta o wojażach pani marszałek Senatu ze swoją świtą. Zaś szczytem bezczelności była decyzja o podróży na Syberię, w czasie kiedy w Polsce szalała powódź i ludzie dotknięci jej klęską nie mieli co do ust włożyć. Złośliwi twierdzą, że pojechała podpisać umowę o przyjaźni i współpracy z ........... niedźwiedziami. Fanaberie pani marszałek zostały dostrzeżone nawet w Watykanie, który delikatnie zwrócił uwagę by z przyjazdu do Rzymu nie robić cyrku i jako mąż stanu każdorazowo nadawała swej wizycie charakter oficjalny, żądając za każdym razem audiencji u papieża - o czym pisał Przegląd. A więc tu szukajmy oszczędności, a nie u emerytów i rencistów. Dalej. Po diabła jest dziesiątki agencji rządowych i pozarządowych, gdzie za gruby szmal, siedzą urzędnicy za biurkami, powielając robotę, którą powinni robić ministerialni urzędasy. Źródeł oszczędności jest masa, tylko że wtedy większość kolesiów zostałaby na bruku i trzeba by im iść po zapomogę, bo wielu z nich prawie nic robić nie umie. O klasie urzędników a właściwie o braku klasy świadczy wpadka w Fundacji "Polsko Niemieckie Pojednanie". Przerżnięto prawie 50 milionów złotych, które należały się skrzywdzonym przez wojnę ludziom. To po co wreszcie była tam rada nadzorcza, w której aż roi się od nazwisk z pierwszych stron gazet. Min. Mazowiecki, Gieremek, Walendziak itp. Toż to Oni (razem 15 osób) powinni się poddać do dymisji, a nie wyrzucać z pracy biednego pana Jałowieckiego. Ale jak to u nas. Sukces ma wielu ojców, porażka tylko jednego.
*
Ale teraz coś weselszego. Namnożyło się na Podbeskidziu, oj namnożyło, literatów - polityków. Wpadły mi w ręce dwie broszury. Jerzego Widzyka - Z wysuniętej placówki i Mirosława Stycznia - Ekspres Bielsko - Warszawa. Jest to ciekawa forma kampanii wyborczej, trochę zakamuflowana, ale chyba skuteczna. O ile ta pierwsza pozycja zawiera szereg przemyśleń i opisów zdarzeń związanych z Podbeskidziem, (zdenerwował mnie tylko bałwochwalczy list właśnie p. Jałowieckiego którego parę dni temu wyrzucono z pracy- o czym pisałem wyżej) o tyle ta druga pozycja już mnie kompletnie nie przekonuje. Jest to zbitek różnych tematów podnoszonych przez pana posła w parlamencie ,bądź poza nim. Jeśli jednak mamy rozumieć że każdy poseł, niezależnie od swoich "światowych" zadań, musi myśleć o swoich lokalnych wyborcach, to się tego akurat w tej broszurze nie doczytałem. Natomiast ubawił mnie wywiad jakiego autor udzielił sam sobie, przedstawiając swoje dossier, a jak przystało na kandydata z partii "Prawo i Sprawiedliwość", przedstawił się jako człowiek z zasadami. To i dobrze. Ale do Związku Literatów droga daleka.
Kazimierz SEMIK