Nad Sołą i Koszarawą - nr 17 (72) - rok IV - 1 wrzesień  2001

poprzedni artykuł    |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Opowieści (nie) z tej ziemi...  Rykowisko

Jak co roku, tak i tym razem myśliwi z Koła Łowieckiego "Beskid" obsadzili swoje domki myśliwskie w czasie rykowiska.
* Na "Ostrym" rozbili swoją kwaterę: J. Knapek i W. Polewczyk.
* Na "Zamku: Cz. Stanik, A. Temel, J. Kawłatow i M. Czylok.
* Na Starym Kwaterze tradycyjnie: Z. Sobczysyn, J Małyszko, K. Biłek, W Piecuch i Caputa.
Każdy z nich marzył o spotkaniu się z jeleniem - "bykiem swojego życia", ale szczęście miało sprzyjać tylko niektórym.
Rykowisko w tym roku rozpoczęło się nieco później niż zwykle, ponieważ było ciepło. Ponadto w niektórych rejonach łowiska pojawiły się wilki i rykowiska wcale nie było.
W sumie jednak rykowisko było niezłe i myśliwi kładli się spać w rytm godowej pieśni jeleni.
Ta sama pieśń witała ich, gdy budzili się o świtaniu. W domku na "Starym Kwaterze" myśliwi aż tydzień czekali na pojawienie się byków, ale kiedy ogłosiły swoją obecność odpłaciły im to z nawiązką. 
W niedzielę, młody selekcjoner, który pierwszy raz był na rykowisku - kol. Caputa obudził się jeszcze o zmroku i ruszył w las. Nie uszedł zbyt daleko, gdy spotkał się z mocnym, selekcyjnym jednostronnie koronnym dwunastakiem. 
Celny strzał i ... byk został w ogniu.
Nie zasypiał także w tym dniu J. Małyszko. Wstał wcześnie i ruszył na stok "Księżne". Jemu także bór zdarzył, tylko myśliwy zbyt długo "myślał" i byk znudzony poszedł swoją drogą, natomiast "padł" Jurek bo stał się przedmiotem żartobliwych docinków, którym przez cały dzień nie było końca.
Myśliwi żartując spędzali niedzielny dzień przy suto zastawionym stole. Kucharzem i mistrzem ceremonii był w tym dniu K. Biłek, który z dużą wprawą i zaangażowaniem przyrządzał smaczne posiłki., które były suto zakrapiane wyborną wiśniową nalewką produkcji Z. Sobczyszyna, zaś dla "wybrednych" W. Piecuch oferował wspaniale schłodzone żywieckie piwo. Tak więc w miłej kompanii dzień na rykowisku mijał szybko, co odnotował w kronice H. Bysko.
Strzelali jednak nie tylko koledzy mieszkający w domkach. Ci, którym obowiązki zawodowe nie pozwalały zamieszkać w domku, "doskakiwali" wieczorami po pracy do lasu. Pewnego popołudnia wybrał się także G. Foik. Poszedł w rejon Gawlasiego, skąd do moich uszu wspomina polujący na sąsiednim stoku - na Skałce - H. Bysko, doleciał odgłos wystrzału. Huk, tylko jeden huk! przetoczył się i poodbijał echem po zboczach, a potem zaległa cisza.
Padł byk - zawyrokowałem. Jakoż, gdy wieczorem zjeżdżałem do domu spotkałem u łowczego kol. K. Knapka, G. Foika z pięknym wieńcem łownego byka na dachu samochodu- kończy swoją opowieść - H. Bysko.

Stary Nemrod

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.