Prosto z mostu.
To co ostatnio wyrabia się w polityce, sprawia że nawet na "łysej pale " włosy stają na baczność. Nagle jak zaczyna się zbliżać termin wyborów parlamentarnych wielcy posłowie z " partii sprawiedliwych " wymachują kwestionariuszami majątkowymi, ukazującymi jacy to Oni są "biednie bogaci". Wychodzi z tego, że do tej synekury poselsko - senatorsko - ministerialnej, sami dopłacają. Drudzy zaś jak małpy naśladują tych pierwszych i przez to kompletnie się ośmieszają. Zeznanie pana Piskorskiego - mera Warszawy, jest albo oburzające, albo ośmieszające zwykłych uczciwych obywateli. Pomijając fakt, że facet poknocił swoją biografię, twierdząc że dorobił się tego wielkiego majątku w antrakcie politykowania. A to przecież nieprawda, gdyż w tym czasie był radnym m. st. Warszawy. Poza tym chamsko skłamał. Powiedział że polityk nie gra na giełdzie, a grał. Powiedział że opodatkował swoje dochody, a wiemy że dochody z giełdy są nieopodatkowane i nie zgłasza się tego. W związku z tym zadaję sobie pytanie, komu i po co potrzebne są te brednie. Zresztą jak nigdy, namnożyło się tyle plotek ( a może i nie ) o fortunach naszych dygnitarzy - naszych rodzimych też. Dlatego trzeba wprowadzić, taki system kontroli i represji w stosunku do naszych VIP - ów, aby raz na zawsze odniechciało im się korumpowania ze sloganami o sprawiedliwości na swoich ustach.
*
Tragedia jaka spotykała Polaków w czasie tegorocznej powodzi, jest nie do opisania. Złośliwi twierdzą, że cztery lata temu rzeka Odra obraziła się na..... lewicę i wylała. Zaś w tym roku zrobiła to rzeka Wisła, obrażając się na prawice. W efekcie niefortunnej przed czterema laty wypowiedzi premiera Cimoszewicza w wyborach padła formacja lewicowa. W tym roku powódź dobije i tak chwiejący się rząd premiera Buzka. Tylko, że między tymi powodziami było cztery lata przerwy. Byli pełnomocnicy rządu do spraw skutków usuwania powodzi w randze podsekretarzy stanu,(Widzyk) byli regionalni pełnomocnicy ds. skutków usuwania powodzi (m.in. Bugaj - Kraków) I co? I nic. Cztery lata temu wielka powódź była także w Niemczech i Czechach, obecnie jest tylko w Polsce. Tylko u nas jak widać niewiele przez ten czas zrobiono, by się przed żywiołem uchronić. Telewizja podała, że przerwane w Sandomierzu wały, zostały zbudowane w latach 70 tych. To od tego czasu nie zrobiono nic? Brakuje mi dzisiaj słynnej pani redaktor Wiernikowskiej która " umęczona " klęską powodzi " kopała " ówczesny rząd lewicowy, za to, że nic nie zrobił dla ratowania ludzi, co było wierutnym kłamstwem. Najlepiej gdyby jednak tych kataklizmów nigdy i nigdzie nie było. Ale nasuwają się również i inne refleksje. Byłem niedawno na posiedzeniu zarządu gminnego ZOSP w jednej z gmin Żywiecczyzny. W dyskusji oceniającej przebieg akcji ratowniczej w tejże gminie, nie padały zarzuty pod adresem rządzących w Warszawie, w Katowicach, Żywcu, lub tejże gminy. Ludzie - strażacy, ochotnicy, którzy bezinteresownie godzą się na ratowanie dobytku ludzkiego byli oburzeni postawą tych, których przyszli ratować. Jeśli gospodarzowi któremu zalewa ogródek bądź piwnicę nie chce się kiwnąć palcem, by zrobić tamę i skierować wodę w inną stronę ( oczywiście nie do sąsiada ) a czeka, że zrobią to za niego inni, właśnie ci strażacy - ochotnicy, to coś chyba nie tak. Nauczyliśmy się żądać od władzy wszystkiego- bo my płacimy podatki, ale jeśli wójt mówi, to ja cię bracie zwolnię z podatku, ale zrób to sam i to dla własnego dobra, on odpowiada - hi za takie marne pieniądze. Ot i cała filozofia. Naprawdę żal mi się zrobiło tych strażaków - ochotników, którym było bardzo przykro, że tak traktują ich swoi współmieszkańcy, którym jak twierdzą wszystko się należy. Ale gdyby sami w porę zabezpieczyli się od powodzi, jej skutki byłyby mniejsze. Tak więc wymagając od kogoś wymagajmy przede wszystkim od siebie. Ale w trakcie tejże klęski, mamy również wiele odruchów zwykłego człowieczeństwa. I to cieszy. Zapamiętałem w telewizji pewną starszą panią. Skromnie ubrana, przyniosła do jednego z warszawskich punktów zbierania darów, proszek do prania i paczkę makaronu. Z pewnym zażenowaniem wyjaśniła, że tylko tyle może ofiarować. W skali tragedii, która rozgrywa się na naszych oczach, to może rzeczywiście niewiele. W odruchu serca, który nie pozostawia nas obojętnymi wobec nieszczęścia innych, to dar równy fortunie. I tym optymistycznym akcentem kończę niezbyt wesołe treści tego felietonu.
Kazimierz SEMIK
P.S. Martwi mnie bardzo cisza przedwyborcza w regionie. Nikt się jakoś nie wychyla. Ciekaw jestem co w trawie piszczy?. Może będzie coś za dwa tygodnie. Zobaczymy.