Nad Sołą i Koszarawą - nr 16 (71) - rok IV - 15 sierpień  2001

poprzedni artykuł    |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Odszedł Antoni Itzeli.


Niedawno pożegnaliśmy jego brata Stanisława - długoletniego kierownika Kina "Janosik" w Żywcu. Obaj mieszkali kilkanaście metrów od Placu Mariackiego przy ulicy Komorowskich. Obaj całe swoje życie spędzili w rodzinnym mieście - Żywcu. W pierwszych latach powojennych Antoni Itzeli był nauczycielem fizyki w przyfabrycznej szkole zawodowej w Sporyszu. Jego życiową pasją była jednak radiotechnika, krótkofalarstwo, a później telewizja. Z tym związane było też permamentne dokształcanie się, albowiem te właśnie dziedziny, po II wojnie światowej rozwijały się prężnie i dynamicznie. Było ich wtedy w Żywcu trzech: A. Itzeli, T. Popiołek i Augustyński. Rywalizowali w naprawie aparatów radiowych, najpierw lampowych, a później w latach 60. tranzystorowych i telewizorów. Z całego ówczesnego powiatu do tych trzech punktów spływały uszkodzone aparaty - heterodyny i superheterodyny do naprawy. Z braku elektryczności po wsiach, trzeba też było ładować ludziom akumulatory zasilające katody ówczesnych lamp radiowych. W godzinach popołudniowych i wieczornych A. Itzeli oddawał się pasji krótkofalarstwa w Radioklubie Ligi Przyjaciół Żołnierza, mieszczącym się wówczas w Rynku (dziś hufiec ZHP). Tu oprócz zajęć czysto klubowych polegających na konstruowaniu nadajników KF i UKF, odbywały się kursy krótkofalarskie dla młodzieży i dorosłych, na których A. Itzeli był wykładowcą, doradcą i opiekunem. Była też w klubie radiostacja zarejestrowana w Ministerstwie Łączności pod znakiem SP 9 KBH pracująca na przydzielonych krótkofalowcom częstotliwościach. Nadajnik o mocy kilku watów w całości wykonany był przez kierownika klubu przy pomocy kursantów. Za jego pośrednictwem klubowi operatorzy odbywali "rozmowy" Morsem, rzadziej fonią, z kolegami po fachu z całej ówczesnej Europy, a przy odrobinie szczęścia jeszcze dalej. Gdy krótkofalowcom w latach 60. przydzielono częstotliwości w pasmach UKF, A. Itzeli w pełni pochłonięty nowymi możliwościami, budował jeden pod drugim nadajniki UKF i wyruszał z nimi na szczyty żywieckich gór (wtajemniczeni w zasady rozchodzenia się fal ultrakrótkich wiedzą dlaczego), w tym również na Babią Górę, by odbyć jak najwięcej i z jak najbardziej odległych stron rozmów z zawodnikami - rozmówcami, pasjonatami tego sportu. 
Gdy wielka woda roku 1957 odcięła Żywiecczyznę od reszty świata, Kraków pierwszy o katakliźmie dowiedział się za pośrednictwem radiostacji klubowej SP 9 KBH. Zawodowo A. Itzeli pracował w sklepach radiowo telewizyjnych, w serwisie RTV, trochę dorabiał w domu. Ostatnią jego posadą była funkcja konserwatora sprzętu radiowego w Powiatowej Kolumnie Transportu Sanitarnego. A gdy nastała era telewizji, A. Itzeli własny odbiornik przynosił do klubu, by przez pobieranie niewielkich opłat za oglądanie pierwszych programów TV zasilić skromną kasę Radioklubu. Był też pierwszym w Żywcu, który "rozszyfrował" wnętrze tego nowego cudu techniki i potrafił każde uszkodzenie usunąć. 
Gdy telewizja upowszechniła się, a wymagania, co do jakości obrazu telewizyjnego rosły, społeczność żywiecka postanowiła wybudować na szczycie dużego Grojca przekaźnik telewizyjny do retransmisji I i II programu. Wówczas nieocenionym fachmanem i doradcą okazał się A. Itzeli. Pierwszą aparaturę przekaźnikową na Grojec wykonał Wojciech Nietyksza - krótkofalowiec z Warszawy, sympatyk żywieckiego radioklubu, a jego stałym konserwatorem po jego oddaniu do użytku stał się A. Itzeli. 
Starsi mieszkańcy grodu nad Sołą pamiętają, jak to w czasie niemal każdej większej burzy nad Żywcem, Grojec "wysiadał", a wówczas jego opiekun piechotą, bez względu na pogodę i porę dnia udawał się na szczyt Grojca, by usunąć uszkodzenie. Tak było przez wiele lat. Potem na Grojec podciągnięto od strony browaru drugie, zapasowe zasilanie, wymieniano aparaturę na coraz to nowocześniejszą i bardziej zautomatyzowaną, nie wymagającą ręcznego sterowania. 
Pożegnaliśmy, pozostającego w ostatnich latach swojego życia w zaciszu domowym szczerze oddanego ideom, które uznawał, mieszkańca naszego miasta, kolegę i przyjaciela. Sądzę, że spełnię oczekiwania żywieckich krótkofalowców, byłych wychowanków żywieckiego radioklubu, kolegów, znajomych i przyjaciół, jeżeli powiem w ich imieniu: Tośku nigdy o Tobie nie zapomnimy. 

Hieronim Woźniak

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.