Dzieje Milówki Pod Okupacją Hitlerowską w latach
1939-45.
Okupacja niemiecka rozpoczęła się w Milówce z chwilą wkroczenia do niej od południowego zachodu wojsk hitlerowskich, w dn. 2 września 1939r. Połowa ludności na rozkaz władz i policji została ewakuowana na północ i wschód celem uchronienia jej przed działaniami wojennymi w okolicy fortów w Węgierskiej Górce, gdzie 66-osobowa załoga przez 3 dni stawiała opór. Niektórzy ludzie w panice furmankami, bądź pociągami zawędrowali aż pod Lwów, skąd po prawie 2 miesiącach poniewierki, krańcowo wyczerpani, wrócili pieszo. Inni zaś, do których i ja należałam, z tłumokami i pędzonym bydłem uciekali pieszo, ciasno zatłoczonymi drogami w stronę Andrychowa, co chwila nękani nalotami niemieckich samolotów, które uciekinierów ostrzeliwały. Z ucieczki wrócili dopiero po zakończeniu walk frontowych. Wielu straciło mienie w drodze na skutek zamętu, bądź rabunku. Po powrocie z ucieczki bieda zakradła się więc do wielu domów. Nowe władze niemieckie wprowadziły kartki żywnościowe. Do roku wszystkie polskie sklepy zlikwidowano oddając je tzw. volkseutschom lub przybyłym ze Śląska czy z Rzeszy reichsdeushom. Żydów - dotychczasowych właścicieli sklepów Niemcy wywieźli do obozu zagłady w Oświęcimiu. Wywieźli również ułomnych i kaleki, które pozbierali z całej okolicy, mimo protestów ich rodzin. Na domiar złego nadeszła pierwsza bardzo mroźna, wojenna zima. Żeby ratować tych najbiedniejszych, Komitet Parafialny na czele z proboszczem ks. Jerzym Czartoryskim prowadził dla najbiedniejszych wspólną kuchnię. Ale największe nieszczęście przeżyli milówczanie w drugim roku okupacji, jesienią 1940 roku, kiedy władze niemieckie w ramach akcji germanizacyjnej zagarniętych ziem polskich przystąpiły do wysiedlenia ludności polskiej z całej okolicy do Generalnej Gubernii tj. skrawka wolnej Polski pod protektoratem niemieckim. Było to podczas chłodnych i ddżystych listopadowych dni. Rodziny z małymi dziećmi musiały opuszczać swe domostwa, zabierając w tłumoczkach cały swój dobytek i jadąc w nieznane na poniewierkę. Działy się wtedy okropne sceny daremnego buntu i rozpaczy. Łącznie z całej gminy Milówka wysiedlono 3413 osób, które rozmieszczono w takich miejscowościach gubernii, jak: Lubartów, Siedlce, Szczebrzeszyn, Biłgoraj i Sandomierz. Ludność tych miejscowości przyjęła ich serdecznie, dzieląc się z nimi miejscem przy stole pod wspólnym dachem. Musieli jednak łącznie z dziećmi ciężko pracować na kawałek chleba. Rozproszeni po Lubelszczyźnie, często wstępowali do partyzantki, inni dostali się do obozów zagłady m.in. w Treblince, a mała tylko część wysiedleńców, gnana tęsknotą przedostała się przez graniczny kordon z wielkim ryzykiem do Milówki. Chcąc żyć, musieli tak jak i pozostała w centrum Milówki nie wysiedlona ludność, podjąć pracę u osadników niemieckich, bądź w fabrykach Rzeszy. Mimo ryzyka, trudów i bezdomności czuli się lepiej, mieszkając kątem, ale wśród swoich. Kolonizatorzy niemiecy tzw. siedlerzy przybyli tu z zajętych przez Niemców terenów wschodnich i pogranicza Rumunii, jako że cała Żywiecczyzna i Podhale były włączone do Rzeszy. Czuli się więc jak u siebie. Zajęli najlepsze domy, meble, inwentarz-słowem cały dorobek życia wysiedlonych. Jako służbę zatrudnili u siebie wszystką młodzież i dzieci nawet od 12 roku życia tej ludności, którą okupanci zostawili w centrum Milówki właśnie w tym celu. W Milówce Niemcy od razu w 1939 r. mianują swoje władze gminne, policję i urzędników, którzy wydają rygorystyczne rozporządzenia, dotyczące obowiązku pracy na rzecz Rzeszy Niemieckiej i oddawania kontyngentów. Najwyższą władzą administracyjną był w gminie amstkomisarz, który zaraz po przybyciu do Milówki zażądał kluczy od właścicieli najładniejszych domów w Milówce dla siebie i swoich dygnitarzy. Mieszkali w nich przez całą okupację do stycznia 1945r. kiedy front zbliżył się do Żywca. Wtedy spakowali się i uciekli do Austrii. Okresowo zastępowało go 7-miu innych. Pół roku był nim Karol Thiele - emerytowany gajowy z Kamesznicy. Austriak z pochodzenia, ale żonę miał Polkę. Starał się nie szkodzić nikomu. Trzecim z kolei był Ślązak Bilnik, a następnym Smolka, później zagorzały hitlerowiec i berlińczyk-Brandta, a w końcu Karol Maiwald - zarządca lasów w Kamesznicy, który był najlepszym ze wszystkich. Bronił robotników leśnych przed wywózką do Niemiec i przed złośliwością osadników, których nienawidził za chciwość na polskie mienie. Jemu zawdzięcza ocalenie od obozu ks. Franciszek Piela, na którego fałszywy donos złożył na polcji Jan Sosnowski z Kiczory. Właśnie ten zdrajca zadenucjował wielu Polaków i sprowokował wysiedlenie 23 mieszkańców Kiczory.
Stanisława Białożyt