Nad Sołą i Koszarawą - nr 16 (71) - rok IV - 15 sierpień  2001

poprzedni artykuł    |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

"Szkocja - ludzie, duchy, zamki i tajemnice"

EDINBURGH 
Z pochmurnego i deszczowego Yorku dojechałam do pierwszego na mojej liście miasta - Edinburgha. Powitało mnie słońce.
Edinburgh od razu zrobił na mnie niezwykle wrażenie. Mieści się w nim mnóstwo przepięknych kamieniczek, wiekowych kościołów, muzeów, galerii, kawiarenek. Przypomina mi Pragę, bo czuć w nim historię, ma pełno wolnej przestrzeni i z marszu poczułam się w nim swojsko. W samym centrum miasta wyrasta wzgórze, na którym stoi zamek. Z zewnątrz całość chronią potężne, malownicze fiordy. Są one myślę najlepszym punktem widokowym w Edinburghu. Sprawdziłam to. W czasie gdy dzień chylił się ku końcowi, zaraz po zwiedzeniu pałacu Holyrood (gdzie szkoccy królowie zwykli ogrzewać się po niewygodach zimnego i wietrznego zamku) ujrzałam wspaniałe wzgórza. Pomyślałam sobie, że dobrze by było jeszcze je zdobyć. Więc ruszyłam. Była to dobra myśl, bo z tych potężnych, fiordowych wzgórz ( parku Holyrood, jak się później dowiedziałam ) miałam cudowny widok na miasto i zamek w świetle zachodzącego słońca. Było wspaniale! Nawet widziałam morze! Edinburgh w nocy też wygląda niezwykle! Były gwiazdy, pełnia. Tak jak sobie wymarzyłam! Wśród wiekowych kamieniczek i gotyckich świątyń prowadzona dźwiękami kobzy podążałam na zdobycie kolejnego wzgórza, na którym królował Edinburgh Castle. Był monumentalny, przepięknie oświetlony pochodniami, strzeżony przez żołnierzy. Jawił się jak twierdza nie do zdobycia. Odstąpiłam więc od natarcia i zdobyłam go nazajutrz w pełni słońca.
Wędrując po uliczkach poznawałam Szkotów. Jestem nimi oczarowana! To niesamowici ludzie! Wystarczyło tylko bym wyciągnęła mapę, a już pojawiał się człowiek chętny wskazać mi mój cel, a nawet tam zaprowadzić. Myślę, że są dumni ze swojego miasta, dobrze znają jego historię i całe mnóstwo historyjek, anegdot, którymi podbijają serca przybyszów. To weseli ludzie skorzy do żartu i zabawy, szczerzy. Wolę ich od Anglików, bo przy Anglikach łatwo popełnić gafę, tyle mają przeróżnych form zachowania " to wypada, tamto nie wypada", każda rzecz ma swoje przeznaczenie i sztywno się tego trzymają. Szkoci są bliżsi człowieka! Mają fantazję!
W świetle słońca zamek w Edinburghu, jest fortecą łatwą do zdobycia. Mury ma naprawdę okazałe! Zajmuje duży obszar i jak na swój wiek nieźle się trzyma. Wnętrza jego wypełniają kukły odziane w bogate szaty, a obrazujące zaszłe tam wielkie wydarzenia. Poza tym można obejrzeć w nim dwie zdobne sale, kilka zachowanych skarbów i łoże królewskie, które zaskoczyło mnie małymi wymiarami! Więcej nie było. Odczułam pewien przerost formy nad treścią. No! ale jakie muuuury! Dla tych murów warto było go zdobyć! Nie żałuję!

PERTH

Perh to małe, przyjemne miasteczko na północ od Edinburgha. Moje schronisko mieściło się w starym pałacyku wśród drzew, który ponoć wcześniej należał do J.Fleminga. To była moja baza wypadowa do zdobycia pałacu Scone i zamku w Glamis. Tymi bowiem zabytkami szczycą się te strony. W pałacu Scone, położonym na północ od Perth, nad rzeką Tay, dało się odczuć prawdziwie domową atmosferę. Wszystko było gotowe na moje przyjście. Przepiękne kwiaty ( fakt faktem sztuczne, ale mistrzowsko zrobione), wspaniała zastawa na stole (eksponowana tu ceramika była prawdziwą ucztą; była tam porcelana miśnieńska, sewrska, a także z Chelsea, Derby i Wocester; to podobno największy zbiór w Europie; naprawdę paluszki lizać!).
Miejsce to ma też swoje tajemnice. W obrębie rozległych terenów wokół pałacu wznosi się wzgórze Moot, na którym niegdyś znajdował się słynny koronacyjny Kamień Przeznaczenia. Według legendy Kamień ten to "Poduszka Jakuba", na którym spoczywał syn Izaaka, gdy przyśniła mu się anielska drabina sięgająca do nieba. Prawdziwa historia Kamienia pozostaje zagadką. Ten przywieźli misjonarze z Irlandii i w 838 r. trafił do opactwa Scone (pozostałe fragmenty opactwa stanowią dziś rdzeń pałacu). Pozostawał tam przez prawie 500 lat i służył jako tron podczas koronacji wszystkich królów szkockich. Później często zmieniał swych właścicieli. Ostatnio wrócił do Szkocji, ale Szkoci nie wierzą w jego prawdziwość. Wielu utrzymuje, ze sprytni mnisi z Scone wcisnęli królowi Anglii pierwszy lepszy głaz, a prawdziwy Kamień Przeznaczenia ukryli w podziemnej krypcie. No, ale kto to może teraz wiedzieć... .
Przy samym pałacu Scone znajduje się ogród, którego główną atrakcję stanowią pawie. Przyznam, że skusiłam się na małe polowanko, ale ptak był sprytniejszy i zwiał mi na drzewo. Z tymi pawiami z Scone też była niezła historia! Jedna pawica bardzo sobie upodobała miejsce przy parkingu. Napadała tam na samochody węsząc w nich dla siebie konkurencję. Dokonała tam pewnych zniszczeń i przez to niestety szybko zakończyła swój żywot. Szkoda ptaka! Zamek w Glamis był tym którego szukałam. Były zbroje, całe mnóstwo rogów jelenich na ścianach i na suficie, skóry niedźwiedzi i ... duchy. Pierwszy z nich, rudobrody lord Glamis i Crawford (znany też jako Brodaty Crawford) podpadł niebiosom swym brakiem umiaru w grze w karty. Swoją rundkę z soboty przedłużył sobie na niedzielę - dzień święty. Sprawę pogorszył fakt, że zapoznał się nie z człowiekiem, ale z samym diabłem. Ukarano go więc tym, że po śmierci, w komnacie bez wyjścia, musi grać nieustannie. Nie wiem tylko z kim sobie teraz pogrywa, ale myślę, ze jakby nie było, robi to co lubi. Obecni mieszkańcy mówią, że w nocy często słychać odgłosy nieustającej gry dobiegające z tej najstarszej części zamku. Drugi duch, Lady Szara pojawia się często w zamkowej kaplicy. Byłam tam. Starałam się ją wypatrzeć, ale nie miałam szczęścia. Może powinnam tam przyjść trochę później. Kobieta ta jak wiele bogobojnych i niezwykłych kobiet została okrzyknięta czarownicą i spalona na stosie. Pojawia się teraz w kaplicy, by dać świadectwo prawdzie. Sama kaplica jest też niezwykła! Cała ozdobiona jest malowidłami. Można na nich spotkać św. Piotra w okularach i Jezusa w kapeluszu, bo tak sobie ich malarz wyobrażał. Zamek Glamis nieodłącznie wiąże się z historią Makbeta, bo to sam Szekspir nadal Makbetowi tytuł tana Glamis. W zamku są też komnaty, które mają świadczyć o zaszłych wydarzeniach. Pierwsza to "pokój króla Malkolma"- zwany tak, ponieważ uważa się, że władca zmarł właśnie w pobliżu tego miejsca. Druga to "komnata Dunkana"- uważana przez mieszkańców Glamis za miejsce, w którym został on zamordowany przez Makbeta. Nie jest to jednak prawda, bo rzeczywisty król Dunkan zginął na polu bitwy pod Elgin. Szekspir też podaje inną wersję tych zdarzeń. Według niego skrytobójcza śmierć z ręki Makbeta nastąpiła w zamku w Inverness.
Długo nie dawała mi spokoju ta sprawa z Dunkanem. Męczona błędnymi myślami ruszyłam do Inverness, by zbadać problem na miejscu.

Ewelina Bednarz / INVERNESS / 

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.