Wszyscy powoli zaczynamy mieć tego dosyć!!!
Nie ma dnia, by prasa nie przyniosła kolejnych rewelacji na temat złodziejskich działań ministrów, ich zastępców lub asystentów. Korupcja - określenie eufemistyczne - może lepiej brzmi, lecz tak naprawdę są to zwyczajni złodzieje. Marnotrawstwo publicznego grosza przybiera katastrofalne rozmiary, co może doprowadzić do kryzysu państwa.
Bogusław Radziwiłł, jeden z "czarnych bohaterów" Potopu H. Sienkiewicza, przekonywał, że Rzeczpospolita to postać czerwonego sukna, które każdy ciągnie w swoją stronę, a im więcej wyszarpie, tym większy zysk. Wielu polskich magnatów nie interesował w ogóle interes publiczny, dostrzegając na horyzoncie kres politycznego istnienia Polski. Taka diagnoza prowadziła do wniosku, że należy odnaleźć się w nowym układzie i jak najwygodniej urządzić. Rzeczpospolita, z jej dorobkiem kulturalnym i polityczną tradycją, stawała się powoli dla tych ludzi abstrakcją. Magnateria w XVII i XVIII wieku była rakiem toczącym państwo, ponieważ zarażała swoją postawą inne stany społeczne, przede wszystkim szlachtę i duchowieństwo. Tę chorobę możemy określić następująco: prymat własnej kieszeni nad interesem ogólnym.
Baronowie AWS-u zachowują się identycznie. Mają świadomość końca ich politycznego świata, dlatego, nie przebierając w środkach, starają się wykorzystać swoją pozycję do zabezpieczenia własnych interesów. Analogia historyczna jest aż nadto widoczna: po nas choćby potop. Czy zatem możemy się dziwić, że kasa państwowa jest pusta? Czy może dziwić fakt, że bieda dotyka coraz szersze kręgi społeczeństwa? Czy taka postawa polityków nie jest zaproszeniem i przyzwoleniem do działań przestępczych? Ilu odkryjemy jeszcze takich panów Wieczerzaków, którzy wyprowadzają setki milionów złotych z państwowych firm i pompują je do skarbonek partyjnych albo prywatnych? I wreszcie jak te działania mają się do deklaracji polityków, że interes społeczny jest najważniejszy? Pytania można mnożyć.
Tzw. klasa polityczna jest zdegenerowana i zdemoralizowana do granic zagrażających państwu. Jest gettem działającym w tej chwili już na zasadach mafijnych. Takim najbardziej spektakularnym przykładem jest jeden z byłych ministrów rządu Jerzego Buzka, Jacek Dębski, którego powiązania ze środowiskiem gangsterskim odkryła prokuratura. Pytam, jak było to możliwe, że nikt o tym nie wiedział? Ten rząd odejdzie w niesławie, ale mam poważne wątpliwości, czy poznamy sądowy finał tych afer, bo może ich "bohaterowie" mają ukryte w szufladach jeszcze inne paszporty, których w ostateczności użyją, żeby rozpłynąć się jak kamfora. Wszak Bagsik i Gąsiorowski w efekcie wylądowali w Izraelu i za nasze pieniądze, które ukradli, robili interesy w cieplejszym klimacie. Obecny minister sprawiedliwości i prokurator generalny twierdzi, że nie będzie pobłażania dla przestępców w białych kołnierzykach - ano zobaczymy!!!!
Warto przypomnieć w tym miejscu pewną banalną prawdę: przestępcy winni siedzieć w więzieniu. Po to one istnieją. Płacimy podatki, aby odseparować ludzi, którzy nam zagrażają. Czy większym zagrożeniem jest bezdomny, kradnący w sklepie spożywczym bochenek chleba, czy urzędnik państwowy przywłaszczający sobie miliony?
A teraz zagadka - który z nich ma większe szanse trafić za kratki? Proszę dzwonić na audiotele. Główną nagrodą jest wysokie stanowisko w poważnej firmie państwowej.
Takie prawo, które chroni przestępców, jest prawem złym. Uczy bezkarności i lekceważenia zasad sprawiedliwości społecznej. A prawo właśnie nie zezwala na upublicznianie stanu majątkowego polityków. Pokusa wzięcia łapówki jest wówczas dużo większa i o wiele łatwiejsza droga do wzbogacania osobistego konta. A kto prawo może zmienić? Politycy! No i mamy błędne koło. A jaką mamy gwarancję, że wybierzemy do parlamentu ludzi uczciwych, którzy wyeliminują nękające nas wszystkich patologie życia publicznego? Żadnych!!!!!!!
Taka sytuacja podważa, niestety, elementarne zasady demokracji; podważa zaufanie obywateli do władzy każdego szczebla. I nie może być inaczej, skoro w dalszym ciągu obowiązuje "zasada koleżeństwa". Jeżeli jesteś kolegą posła, kolegą ministra, możesz liczyć na wygodną posadkę starosty, burmistrza itp., nawet wówczas gdy brak ci kompetencji. Ukończyłeś Akademię Wychowania Fizycznego? A cóż to szkodzi! Jesteś polonistą spod Rzeszowa? A cóż to szkodzi - możesz zostać prezesem ZUS-u. A że cierpi na tym interes publiczny - jakie to ma znaczenie? Lekarz pediatra zostaje prezesem PZU? Widocznie posiada wystarczające kwalifikacje. I tak oto następuje rozkład państwa, tak wyradza się, pożal się Boże, klasa polityczna.
Tych kilka pesymistycznych uwag na parę tygodni przed wyborami parlamentarnymi powinno uświadomić nam wszystkim, że potrzebni są nowi ludzie i nowa jakość w polskiej polityce. Nie powinniśmy - moim zdaniem - sugerować się nazwą partii, ale zwracać szczególną uwagę na kandydatów. Czy nie ma wśród nich politycznych graczy, zmieniających ugrupowania w zależności od koniunktury i sondaży przedwyborczych. Czy nie ma osób uaktywniających się tylko wtedy, kiedy jest to potrzebne. Wybierajmy ludzi, a nie listy.
Jan Stasica