Odszkodowania wojenne Miska Soczewicy.
Niedawno rozpoczęto wypłatę odszkodowań z Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie, dla osób przymusowo zatrudnionych w III Rzeszy podczas II wojny światowej. Na mocy uzgodnień ze stroną polską, rząd niemiecki przeznaczył na ten cel kwotę 1,8 miliarda marek. Zdawałoby się, że wreszcie rozwiązano skutecznie problem materialnego zadośćuczynienia żyjącym jeszcze ofiarom niewolniczej pracy na rzecz hitlerowskich Niemiec. Tak przynajmniej przedstawia się to w większości mediów oraz wypowiedziach niektórych polityków. Ale, czy aby rozwiązano go do końca i z maksymalną korzyścią dla poszkodowanych? Istnieją tutaj spore wątpliwości i rozbieżności, odnośnie oceny zasad oraz kwot przyznawanych rekompensat. I z góry zaznaczam; iż nie są to moje osobiste dywagacje, lecz wnioski sformułowane przez samych zainteresowanych tj. osoby wywiezione na przymusowe roboty z terenu Żywiecczyzny, spośród których wielu nie ukrywa swego rozgoryczenia. To właśnie spotkania z nimi oraz wysłuchane uwagi, skłoniły mnie do skreślenia tych słów. I żeby nie było wątpliwości - wszyscy, z którymi rozmawiałem, uzyskali pieniężne odszkodowania, a mimo to, pozostały im żal i niedosyt, okraszone dylematami natury moralnej...
Wielu poszkodowanych uważa, że doszło do uzgodnień, które uwłaczają godności Polaków, jeśli chodzi o kwoty i zakres upoważnionych. Kwota prawie 2 miliardów marek wydaje się na pierwszy rzut oka imponująca. Ale tylko pozornie...Biorąc pod uwagę liczbę oraz ogrom cierpień i poniżenia przymusowo zatrudnionych Polaków, skala wyrzeczenia społeczeństwa niemieckiego na rzecz pokrzywdzonych wcale nie jest tak duża. Szacunkowo wyliczono, że te 2 miliardy marek, to kwota, jaką można byłoby uzyskać obarczając każdego zatrudnionego po wojnie Niemca ( przez 56 lat ), rocznym obciążeniem podatkowym w wysokości...60 fenigów. A to już nie wygląda tak imponująco. W tym miejscu pozwolę sobie na osobistą konkluzję. Niedawno w USA miał miejsce przypadek, że nałogowy palacz papierosów zachorował na raka i sądownie oskarżył koncern tytoniowy, żądając 3 miliardów dolarów odszkodowania. Jak wygląda przy tej sumie 2 mld marek zadośćuczynienia dla setek tysięcy Polaków ? A przecież cierpieli nie tylko przymusowo zatrudniani, lecz także ich rodziny. Czy przykładowo jednoroczne dziecko, którego rodziców wywieziono na roboty do III Rzeszy, nie powinno , również otrzymać jakiejś rekompensaty ? A co z okradanymi rolnikami i chłopami, których obciążano obowiązkowymi kontyngentami żywnościowymi na rzecz Niemiec, zabierając plony ciężkiej pracy i skazując na głodową wegetację ? Pytań i wątpliwości jest tutaj mnóstwo. Jedno wydaje się pewne - wynegocjowana kwota absolutnie nie odzwierciedla skali krzywdy poniesionej przez naród polski, z rąk hitlerowskiego okupanta.
Poszkodowani wnoszą również sporo krytycznych uwag pod adresem samej fundacji, przyznającej świadczenia pieniężne represjonowanym. Zastrzeżenia budzi zarówno sposób jej funkcjonowania, jak i skład personalny. Praktycznie nie istnieje system odwoławczy od decyzji fundacji, której postanowienia są ostateczne. Dla wielu poszkodowanych, którzy z racji upływu czasu mają problem z udokumentowaniem swojej krzywdy - może to oznaczać osobisty, niezasłużony dramat. Czy nie należało stworzyć prawnej możliwości orzecznictwa w najbardziej skomplikowanych przypadkach - na przykład przez niezależny od stron polskiej i niemieckiej, sąd europejski ? Nic nie wiadomo o takiej możliwości, a byłaby ona w pełni uzasadniona. Zainteresowanych niepokoi także brak szczegółowych informacji o kosztach administracyjnych działania fundacji, a na pewno są one niemałe. Kolejny mankament, to brak w sztabie fundacji ludzi represjonowanych, którzy na własnej skórze odczuli hitlerowskie prześladowania i doskonale znają problematykę poszkodowanej grupy Polaków. Nie brakuje natomiast osób z rozdania politycznego, często o mglistym zrozumieniu tej materii. I tutaj kłaniają się wspomniane wcześniej wątpliwości natury moralnej, tak często wysuwane przez pokrzywdzonych. Padają zarzuty, że fundacja została z premedytacją obsadzona ludźmi związanymi z obecną opcją rządzącą, stając się w wielu przypadkach przechowalnią dla skompromitowanych polityków. Obserwowane są próby zbijania na niej niezasłużonego kapitatu politycznego. Niezasłużonego, bo w obliczu faktów, przedstawianie wynegocjowanych warunków odszkodowań jako wielkiego sukcesu strony polskiej zalatuje cynizmem. Niestety, co niektórzy przedstawiciele obecnej władzy próbują ostatnio wykorzystywać tę kwestię do swoich gier i na bieżące potrzeby kampanii wyborczej. Jawi się to, jako działanie wysoce naganne i niemoralne.
Sami poszkodowani nie czują się bynajmniej uszczęśliwieni wynegocjowanymi ze stroną niemiecką warunkami. Mało tego, wielu z nich czuje się głęboko pokrzywdzona i upokorzona. "To dla nas taka swoista miska soczewicy"- powiedział mi jeden z byłych robotników przymusowych w III Rzeszy. I może te gorzkie słowa ostudzą nieco euforię tych, którzy usiłują wykorzystać propagandowo sprawę odszkodowań, do swoich partykularnych interesów. Bo tak naprawdę, żadne kwoty pieniężne nie są w stanie wynagrodzić tym ludziom życiowego dramatu i doznanych upokorzeń. Zaś dorabianie do tego jakiejkolwiek otoczki ideologicznej czy politycznej, sprawić może, że tytułowa miska soczewicy stanie się jeszcze bardziej gorzka...
Wiesław Wojtusiak