Nad Sołą i Koszarawą - nr 15 (70) - rok IV - 1 sierpień  2001

poprzedni  artykuł   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Opowieści ( nie ) z tej ziemi... Dziczy tryplet

Staszek Legler- leśniczy z Koszarawy, zaprosił kiedyś na "odsiecz" Władka Krzyżowskiego z Jeleśni, bo z dzikami nie mogli sobie dać rady. Trzy noce z rzędu czarny zwierz dobierał się do kopek z owsem, które stały na ściernisku graniczącym z lasem na Kobylej Głowie. Trzy noce myśliwi czaili się na niego i nie udawało się go ani odstraszyć, ani ustrzelić.
Miejscowa ludność miała tego lata z dzikami wyjątkowe utrapienie, toteż, kiedy myśliwi wyruszali, późnym wieczorem na zasadzkę, widzieli jak w koło paliły się ogniska, przy których czuwali rolnicy, aby przepłoszyć i odpędzić nieproszonych gości.
Wyszli w pole. Władek usiadł pod kopką na środku ścierniska, nad nim zajął stanowisko Kazek- syn Leglera, a pod nim Staszek. Wieczory były chłodne i po dłuższej chwili Władek poczuł jak ziąb dobiera mu się do ciała. Niewiele brakowało a dałby się namówić mieszkającemu opodal gospodarzowi na dobrą herbatę z rumem, ale rozsądek zwyciężył.
Prawie do wpół do jedenastej była cisza. Nagle zatyrlikał, jakby zaniepokojony ptak i Władek natężył słuch, ale nadal zaległa cisza. Po chwili znowu zakwilił ptak i prawie równolegle rozległ się krzyk, pisk i znowu cisza. Tym razem jednak w tą ciszę zaczęły przedostawać się jakieś szmery. To trzasnęła złamana gałązka. To zaszeleścił jałowiec.
Zwierz skradał się powoli, ostrożnie, ale nic nie można było zobaczyć, gdyż księżyc skrył się za chmurami i ciemność zalała polanę, zamazała kontury lasu.
Kiedy jednak wzrok przyzwyczaił się do ciemności, zaczął powoli wyławiać skradające się cienie. 
Najpierw jeden, duży. Potem cień ten zaczął się rozdzielać na dwa, trzy...
Potem wyłoniła się cała wataha, a war emocji oblał zziębnięte ciało.
Dziki wyszły na pole i na chwilę zamarły, ale uspokojone ciszą zaczęły się dobierać do kopek owsa, a warchlaki zaczęły kwiczeć i baraszkować niczym koty. Dziki podeszły tak blisko, że Władek mógł już rozróżnić trzy duże sztuki, a młodych chyba z dwa mendle. Nie zastanawiając się długo złożył się i pociągnął za spust.
Dziki po strzale rozpierzchły się tak nagle, jakby halny dmuchnął w kupę liści, ale Władek zdążył jeszcze oddać strzał za oddalającym się cieniem. Potem nagle opanowały go dreszcze, że zaczął się trząść, niczym w największej febrze.
To dało znać o sobie przeraźliwe zimno, które zawładnęło ponownie ciałem, kiedy opadły emocje.
Trzeba było szybko myśleć o rozgrzewce.
Kiedy poszedł na miejsce pierwszego zestrzału zobaczył, że za jednym pociągnięciem spustu położył dwa dziki.
Na miejscu drugiego zestrzału leżał jeszcze jeden dzik. Jak to zobaczył zrobiło mu się od razu jakoś cieplej, ale i tak herbata z rumem u gościnnego gospodarza smakowała jak nigdy.

Stary Nemrod

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.