Nad Sołą i Koszarawą - nr 15 (70) - rok IV - 1 sierpień  2001

poprzedni  artykuł   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Ze Ślemienia do Moskwy.

W tym roku odbyła się X Międzynarodowa Olimpiada Języka Rosyjskiego i Literatury w Moskwie - święto młodych miłośników języka rosyjskiego i całego świata. Żywiecczyzna już po raz drugi miała tam swoją reprezentantkę. Była nią Iwona Wnętrzak z Liceum Ogólnokształcącego im. M. Kopernika w Żywcu. Udało mi się przeprowadzić z nią rozmowę.
Patrycja Szostek: Jak zaczęła się Twoja przygoda z językiem rosyjskim?
Iwona Wnętrzak : W piątej klasie szkoły podstawowej zaczęłam się uczyć tego języka. Moją nauczycielką była pani Maria Wąsek, która co roku przygotowywała olimpijczyków. Często opowiadała nam o ich sukcesach, m.in. o mojej starszej koleżance, która brała udział w olimpiadzie w Moskwie. Inna uczennica pani Wąsek zajęła wysokie miejsce na szczeblu centralnym olimpiady krajowej. Mnie język rosyjski od początku bardzo się spodobał, więc również byłam zainteresowana  konkursem z tego przedmiotu. W siódmej klasie pojechałam na pierwszą olimpiadę. Zajęłam pierwsze miejsce w województwie i pojechałam na zawody centralne. Razem ze mną uczestniczył w nich kolega z mojej szkoły, który miał miejsce drugie.
P.Sz: A Jak Ci poszło w Warszawie?
I.W: Dobrze. Zdobyłam 58 punktów na 60 możliwych.
P.Sz: To była siódma klasa. A co było w ósmej?
I.W: Niestety, nic. Nie wzięłam udziały w Konkursie.
P.Sz: Dlaczego?!
I.W: Pani Wąsek zrezygnowała z przygotowania uczestników.
P.Sz: Nie rozumiem. Przecież odnosiła same sukcesy...
I.W: Właśnie dlatego. Co roku przygotowywała olimpijczyków, którzy odnosili sukcesy. Jej uczniowie zajmowali najwyższe miejsca na szczeblu wojewódzkim, kilkoro brało udział w olimpiadzie w Warszawie, jedna uczennica zdobyła złoty medal w Moskwie. Jednak te sukcesy nie przychodziły same - pani Wąsek poświęcała nam swój prywatny czas, bardzo przeżywała każde eliminacje... Myślę, że była już zmęczona, tym bardziej, że często musiała się nieźle nadenerwować zanim nauczyliśmy się tego, czego od nas wymagała...
P.Sz: Ale Ty nie byłaś zmęczona?
I.W: Nie. Po roku przerwy znowu wystartowałam w olimpiadzie - tym razem już jako uczennica liceum. Tak się składa, że znów przygotowała mnie nauczycielka, która wcześniej również zajmowała się olimpijczykami - pani prof. Małgorzata Sołtysek.
P.Sz: I jaki był rezultat?
I.W: Zajęłam piąte miejsce w eliminacjach wojewódzkich, potem jedenaste w centralnych.
P.Sz: To duży sukces, ale z tego co wiem, w tym roku poszło jeszcze lepiej?
I.W: Tak czwarte miejsce w Katowicach i trzecie w Warszawie.
P.Sz: Czy jadąc na zawody centralne, wiedziałaś już, że istnieje możliwość wyjazdu do Moskwy?
I.W: Nie, dowiedziałam się o tym dopiero w Warszawie. Muszę powiedzieć, że byłam bardzo zaskoczona, ale oczywiście, cieszyłam się. Tylko organizacja była bardzo słaba - późno otrzymałem program olimpiady, prawie do ostatniej chwili nie wiedziałem kiedy i skąd wyjeżdżamy. W końcu jednak wszystko się wyjaśniło.
P.Sz: Kiedy wyjechałaś do Moskwy?
I.W: 23 czerwca, na miejscu byliśmy 24, bo jechaliśmy pociągiem, a nie - jak inne reprezentacje - samochodem.
P.Sz: Ile było uczestników z Polski?
I.W: 20-15 ze szkół średnich i 5 z gimnazjum. Ja byłam najmłodszą uczestniczką z liceum.
P.Sz: Opowiedz teraz o samej olimpiadzie.
I.W: Wszystko zaczęło się w poniedziałek. W uroczystej inauguracji wzięło udział wiele znanych osobistości - m.in. żona prezydenta Putina i kilku ministrów. Przyznam, że to było trochę męczące, bo każdy z nich miał przygotowane przemówienie. We wtorek i środę zdawaliśmy egzamin z czytania, umiejętności konwersacji oraz z wiadomości o Rosji i jej kulturze. Był też egzamin pisemny - wypracowanie na wybrany temat, ale nie był brany pod uwagę w ogólnej punktacji. Na wyniki kazano nam czekać aż do soboty.
P.Sz: Denerwowałaś się?
I.W: Nie bardzo. Nasza opiekunka przygotowała mnie na ewentualny słaby wynik - jak już wspomniałam, byłam najmłodszą reprezentantką z liceum...Obawy okazały się jednak niepotrzebne - zdobyłam medal III stopnia - coś na kształt "równoległego" brązu.
P.Sz: Gratuluję, to duże osiągnięcie. Ale chyba Twój pobyt w Moskwie nie sprowadził się tylko do zdawania egzaminów?
I.W: Oczywiście, że nie. Moskwa to piękne miasto i naprawdę jest tam wiele obiektów wartych zobaczenia. Mieliśmy zorganizowaną objazdową wycieczkę po Moskwie, oprócz tego, na własną rękę, organizowaliśmy krótkie wypady na miasto. Widziałam Kreml i Plac Czerwony. Byłam również w Galerii Trietiakowskiej, spacerowałam po Arbacie. Jeden wieczór spędziłam w Teatrze Wielkim na operze "Nabuko", inny w cyrku. Duże wrażenie wywołała na mnie odbudowana niedawno świątynia Chrystusa Zbawiciela...
P.Sz: W Olimpiadzie brała udział młodzież z całego świata. Poznałaś kogoś ciekawego?
I.W: Tak, byli tam nasi rówieśnicy z najbardziej egzotycznych krajów, zawarliśmy wiele znajomości. Doskonałą do tego okazją, był polski wieczór, który zorganizowaliśmy w stołówce - przyszło dość dużo osób. Muszę jednak powiedzieć, że chyba najlepiej dogadywaliśmy się z Niemcami, najbardziej się lubiliśmy.
Dla mnie było to o tyle pozytywne, że oprócz rosyjskiego, uczę się też języka niemieckiego, miałam więc podwójną płaszczyznę porozumiewania się.
P.Sz: Masz zamiar utrzymywać z kimś kontakty?
I.W: Nie wiem. Może się uda...
P.Sz: No dobrze. Olimpiada w Moskwie skończyła się, przed Tobą jeszcze dwa lata nauki w liceum. Jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość?
I.W: Szczerze mówiąc, nie mam jeszcze poważnych planów. Zastanawiam się nad lingwistyką stosowaną - chciałabym studiować język rosyjski i niemiecki. Ale to tylko jeden z wielu pomysłów.
P.Sz: A czy nadal masz zamiar brać udział w olimpiadzie z języka rosyjskiego?
I.W: Chciałabym, ale interesuje się też historią, a nie wiem, czy uda mi się te dwie pasje pogodzić. Zobaczymy.
P.Sz: W takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Ci dalszych sukcesów. Dziękuje za rozmowę.

Rozmawiał: Patrycja Szostak.



do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.