Nad Sołą i Koszarawą - nr 14 (69) - rok IV - 15 lipiec  2001

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Quo Vadis ziemio żywiecka. Cz . III

Rok 1989 podobnie jak 1945, był też znamienny i historyczny. Lech Wałęsa i upadek systemów totalitarnych, wejście na drogę demokracji, transformacji ustrojowej, gospodarki wolnorynkowej itd. itd. Zamieniliśmy też jednego wielkiego brata na innego, bardziej od nas oddalonego, ale równie jak ten pierwszy "opiekuńczego" i mocno doradzającego, co i jak mamy robić żeby się jak najprędzej zamerykanizować.
Mamy już poza sobą, 10 lat kapitalizmu drapieżnego i brutalnego z wszystkimi konsekwencjami, które ten kapitalizm niesie. Mamy bezrobotnych /prawie 9 000 w powiecie/, żebraków ulicznych, biedaków sypiających w kanałach, pod mostami i na dworcach kolejowych. Jak w amerykańskich filmach mamy gangsterów, napady na banki, stacje benzynowe i kantory wymiany walut.
Własność prywatna znowu stała się rzeczą świętą i nienaruszalną, co bogatsi otaczają swoje domostwa fortecznymi ogrodzeniami i trzymają sfory psów obronnych. Pierwszy milion powiedział kiedyś Lech Wałęsa - należało ukraść, bez ponoszenia konsekwencji i gwarancją otrzymania rozgrzeszenia w konfesjonale, a tym, co ukradli więcej jak milion włos z głowy do tej pory nie spadł. Niech żałują ci co nie ukradli więcej. Matki ziemi, którą Jan Paweł II po przyjeździe do każdego kraju, z należnym jej szacunkiem całuje, nikt po roku 1989 jakoś w sposób przynajmniej rzucający się w oczy, nie rozkradał. Ziemia, szczególnie ta przeznaczona pod uprawę pozostaje nadal towarem mało atrakcyjnym. PGR - y za jednym machnięciem czarodziejskiej różdżki Leszka Balcerowicza zniknęły z powierzchni ziemi, a tysiące dawnych robotników rolnych skazanych zostało na żebraczy tryb życia i przymieranie głodem. PGR-owska ziemia -ziemia, z której niegdyś - jak chwalił się Gierek - pochodził już co drugi bochenek chleba w licznych przypadkach do dziś stoi odłogiem i zarasta chwastami.
Chłopi, szczególnie ci w górach, na Żywiecczyźnie też, zanim się ocknęli, przetarli oczy, zastali pełne sklepy mięsiwa, drobiu z amerykańskich ferm, konserw wołowych i wieprzowych, a nawet zwykłego mleka, z Niemiec, Francji i Anglii. Istny raj. Nawet psy i koty mogły się najeść smakołykami z amerykańskich puszek, czego u nas nigdy przedtem nie było, bo psy i koty miały zjeść to, co gospodarzowi na stole zostało. Nasze mleko, od krów wypasanych na beskidzkich łąkach i pastwiskach, pachnących najprzedniejszymi ziołami, żywionych najczystszą paszą, jak Bóg i tradycja przodków przykazuje, okrzyknięte zostało jako śmierdzące; skażone wirusami i bakteriami i zaliczone do najniższej klasy czystości, nie podlegające skupowi. Wiadomo, przecież na półkach stało już holenderskie i francuskie masło i mleko w kartonach, tańsze od naszego, bo dotowane z funduszów Unii Europejskiej. Nasza telewizja, utrzymywana i panosząca się za nasze pieniądze, codziennie wmawia nam, że najlepsza jest alpejska "Milka", pasiona na alpejskich łąkach. Beskidzkich pól, hal i polan nikt nie reklamuje, bo reklama to domena bogatych, a polskie rolnictwo do nich nie należy. A gdzie się podziały beskidzkie kierdele owiec, a co dzieje się z beskidzkimi halami i polanami tętniącymi do niedawna pasterskim życiem. Dawny wiosenny redyk w Jeleśni przekształcił się w widowisko plenerowe dla żądnych sensacji turystów - ceprów powiedziałby góral z Padhala. Wójt gminy Władysław Mizia, przyznał, że z trudem udaje się z całej gminy zebrać ten kierdelek do pokazu. Jan Widz z Przyborowa założył firmę lansującą pledy, odzież i inne drobiazgi z czystej żywej wełny. Ale i on kupuje wełnę i sam hoduje owce cienko wełniste, nie nasze, bo wyroby z wełny naszej owcy górskiej nie znajdują nabywców. Tradycje owczarskie kultywuje Spółdzielnia Rolnicza "Płomień" w Milówce, a ostatnio z inicjatywy Krystyny Stasicowej z RODR w Węgierskiej Górce powstało Stowarzyszenie Producentów Owiec i Kóz. Starosta żywiecki Andrzej Zieliński, też w trosce o kultywowanie tradycji owczarskich zorganizował niedawno naradę owczarską-sympozjum, z udziałem ambasadora z Arabii Saudyjskiej, specjalistę w tej branży. Ale co z tego, kiedy cena wełny nie pokrywa kosztów strzyżenia owiec, a mięsa baraniego Polacy jeść nie chcą. Jedynie oscypki idą jak woda, ale one nie pokryją kosztów hodowli. A może jednak warto nad tym tematem popracować i spojrzeć na owczarstwo górskie bardziej współcześnie i nowocześniej.
Pola żywieckich rolników, kochających ziemię, zarastają chwastami. Tam gdzie niedawno jeszcze pasły się stada krów, dziś trawa i chwasty po pas. Stajnie opustoszały. Zamiast krów można w nich spotkać samochody. Pospacerawałem trochę po żywieckiej wsi i dowiedziałem się, że np. w takiej Koszarawie, do niedawna zagłębiu hodowlanym, jedna pani powiedziała mi, "że u nas prędzej można spotkać Amerykanina w kraciastej marynarce, aniżeli krowę". Prezes spółdzielni mleczarskiej w Żywcu, jedynej na Żywiecczyźnie tego typu placówce, powiedział mi, że dziś skupuje dziennie nie więcej jak 5000 litrów mleka, podczas gdy 10 lat temu skupował 10 krotnie więcej, a gdy zapytałem ile płacą rolnikowi za litr mleka odpowiedział z zażenowaniem, że od 54 do 70 gr za litr w zależności od klasy. Gdyby płacili więcej nie wyjdą na swoje. W tej sytuacji poszedłem do SESAMU /nazwa obco brzmiąca/ i stwierdziłem, że półtoralitrowa butelka wody czystej, podobno z dobrej studni kosztuje od 1,60 zł do 1,70 zł., a litr piwa od 5 - 7 zł. A namnożyło się tych pseudo producentów wody, co niemiara. Co chwila na Żywiecczyźnie powstaje nowa wytwórnia wody.
Odwiedziłem też GS, jest ich w powiecie sześć. Zachwiały się nieco, ale nie runęły. Dziś po oprzytomnieniu niektóre z nich zaczynają sobie nieźle radzić w nowej rzeczywistości. Tak zwane punkty skupu, na których tak nie dawno jeszcze kupowało się zboże, bydło, trzodę i wiele jeszcze innych rzeczy już dawno nie istnieją. Zniknęły z powierzchni ziemi. Zniknęły też kluby "Młodego Rolnika" i "Nowoczesnej Gospodyni". W Radziechowach np. w dawnym klubie młodego rolnika jest dziś drink bar, a w agronomówce są mieszkania lokatorskie. Podobnie rzecz się ma z kółkami rolniczymi. Jest to organizacja z pięknymi tradycjami i wspaniałymi osiągnięciami. Majątek większości kółek też został rozgrabiony i roztrwoniony, a po samych kółkach zostały wspomnienia.
Najbardziej może bolesne w całej tej rzeczywistości jest to, że chłop, rolnik, producent obojętne jak go nazwiemy pozostawiony został sam sobie. Był przez to państwo, którego już nie ma, hołubiony i kierowany, to przez ODR, to przez agronoma, zootechnika, weterynarza i innych jeszcze doradców rolnych. Teraz cała ta otoczka polskiego rolnictwa zniknęła, został pozostawiony sam sobie, rzucony na głęboką wodę wolnego rynku i ma radzić sobie sam. Ale czy sobie poradzi. Jedni na pewno tak, większość nie.
Była kiedyś, w każdym urzędzie gminy, gminna służba rolna, z agronomami i zootechnikami, były po wsiach agronomówki, był w powiecie wydział rolnictwa i leśnictwa, który tymi sprawami jakoś administrował. Był też dodatek górski. Dziś nie ma nic. W gminie wiejskiej ani w powiecie nie ma nawet urzędnika, który zajmowałby się tylko sprawami rolnymi w pełnym tego słowa znaczeniu. Dzisiejszy wójt nie wie jaki w jego gminie jest areał obsiany zbożami, albo ile jest w jego gminie bydła, koni czy trzody chlewnej. To nieprawdopodobne. Wszystka władza od Warszawy do powiatu zaabsorbowana jest wchodzeniem Polski do Unii Europejskiej. Najwięcej podobno na tym interesie ma skorzystać polska wieś. Jak to będzie wyglądało w opolskim czy wrocławskim, gdzie są gospodarstwa 50 i więcej hektarowe mogę sobie wyobrazić. Tamtejszy rolnik ze średnim lub wyższym wykształceniem rolniczym, będzie prawdopodobnie przedsiębiorcą rozliczającym się z urzędem skarbowym przy pomocy swojego komputera, internetu i email'u, będzie utrzymywał kontakty z hurtowniami, dostawcami i odbiorcami. Na jego podwórku będzie komplet maszyn rolniczych i kilka samochodów dostawczych i osobowych. Ale jak to ma wyglądać w Koszarawie, Kamesznicy, Łodygowicach czy Ślemieniu, gdzie dominuje gospodarstwo o powierzchni 1 - 2 ha, gdzie na całą wieś przypada kilka ciągników własnej roboty i kilka prymitywnych maszyn rolniczych, tego jeszcze nikt nie powiedział.
Milczą na ten temat nasi posłowie, wojewodowie, starostowie i wójtowie. Prawdopodobnie nikt w Polsce tego nie wie. Nie pytają o to rolnicy, bo to odległa wizja, nie usiłuje też na to pytanie odpowiedzieć władza samorządowa. Tu i ówdzie pojawiają się informacje, że żywiecka wieś ma produkować zioła lecznicze, żyć z turystyki i agroturystyki. Ja w taką wizję nie wierzę. Żywiecką wieś zamieszkuje około 120 tysięcy ludzi. Jest to zbiorowość zróżnicowana. Z grubsza rzecz biorąc można powiedzieć, że około 35% z nich utrzymuje się z pracy najemnej, około 27% żyje z pracy w gospodarstwie rolnym, 35% utrzymuje się ze źródeł niezarobkowych (renty, emerytury, zasiłki, pomoc socjalna). Reszta tj. około 3% prowadzi własną działalność gospodarczą. Społeczeństwo ubożeje. Ubożeje wieś polska. Wszelka produkcja rolnicza w gospodarstwach o małym areale stała się nieopłacalna. Bezrobocie i bezrobocie ukryte z każdym rokiem powiększa się /w powiecie prawie 9000 osób/.
Absolwenci szkół i uczelni nie znajdują zatrudnienia. Zasilają szeregi bezrobotnych, a bezrobocie powoduje spustoszenie człowieka na duchu i na ciele. Na wsi polskiej mieszka 38% Polaków, ale aż 45% wszystkich bezrobotnych. Jest jeszcze sprawa młodzieży wiejskiej, uczącej się i studiującej w szkołach wyższych. Z prasy ogólnopolskiej płyną alarmujące informacje, że w szkołach wyższych jest tylko 4% studentów ze wsi. A to już jest wizja katastroficzna. Zresztą coraz częściej słyszy się powiedzenie, "że głupimi łatwiej się rządzi". Tylko jedna trzecia studentów kształci się na uczelniach opłacanych przez państwo. Pozostałe dwie trzecie musi za naukę płacić, średnio około 400 zł miesięcznie. Większości mieszkańców wsi żywieckiej na takie kształcenie swoich dzieci nie stać. Wynika z tego, że w ciągu minionych 10 lat mamy pewne osiągnięcia w sferze rozwoju demokracji , wolności, unowocześnienia produkcji, ale potrafiliśmy unicestwić nie tylko żywiecki przemysł, o czym była już mowa, ale także podstawę bytu narodu, produkcję żywności - rolnictwo. To czego nie dokonał austriacki zaborca przez 150 Iat, czego nie dokonały I i II wojna światowa, dokonaliśmy my sami - unicestwiliśmy skutecznie żywieckie rolnictwo w ciągu ostatnich 10 lat. To rolnictwo, które od dziada, pradziada było podstawą bytu i egzystencji nie tylko ludności wiejskiej, ale także mieszkańców naszego królewskiego miasta Żywca.

Tekst i foto: Hieronim Woźniak

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.