Nad Sołą i Koszarawą - nr 12 (67) - rok IV - 15 czerwiec  2001

poprzedni artykuł    |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Zapomniana wojna...

Historia to dziwna nauka, która zapisuje w pamięci współczesnych czas miniony. Jak się okazuje, to nie jest ona zimna i niewzruszona, lecz zawsze podlegała, podlega, i chyba będzie już zawsze zależna od polityki. Bowiem to względy polityczne od wieków decydowały o tym, co warto pamiętać i w jaki sposób komentować minione chwile. Dlatego też, przeciętny "iksiński" co rusz może - gdy zada sobie trochę trudu - natrafić na białe i coraz bardziej wypłowiałe plamy. Jedną z nich jest odbywająca się 80 lat temu wojna polsko-czechosłowacka.
Europa w ogniu
Kiedy jasnym stało się dla wszystkich, iż państwa centralne przegrają wojnę, wtedy wielu poczęło się starać, aby na jej końcu znaleźć się w obozie zwycięzców. Równocześnie stare Austro-Węgry zaczęły pękać w szwach pod naporem ruchów narodowych, co doprowadziło do ich rozpadu. Na terenie Śląska Cieszyńskiego uformowały się dwie Rady Narodowe: Polska i Czeska. Obie starały się po odejściu Austryjaków przejąć władze. Dlatego też, po długich negocjacjach doszło do podpisania 5 listopada 1918 roku wstępnej umowy granicznej, którą później zatwierdziły rządy w Warszawie i Pradze. W myśl tej umowy, powiat Bielski i Cieszyński miały pozostać w Polsce, frydeckim mieli zadowolić się Czesi, natomiast frysztacki miał zostać podzielony. Z zawartego porozumienia bardzo niezadowoleni byli nasi południowi sąsiedzi, gdyż uważali, że całe Księstwo Cieszyńskie, aż po rzekę Białkę należało kiedyś do Ziem Korony św. Wacława. Dlatego wyczekiwali na właściwy moment, aby zmienić te ustalenia 
z pominięciem drogi dyplomatycznej.
Strategia i przebierańcy
Dogodny moment dla Czechów pojawił się już niedługo. Oto 9 stycznia 1919 roku przyszedł rozkaz z Warszawy, aby pół tysiąca żołnierzy z garnizonów miejscowych udało się wraz z wojskami z pobliskich ziem, na odsiecz otoczonemu przez Ukraińców Lwowowi, co spowodowało duże osłabienie zdolności obronnych wojsk polskich. Wiedzący o tym sąsiedzi zaczęli gorączkowo ściągać jednostki nad granicę, chcąc wykorzystać chwilową naszą słabość tak, aby zdążyć przed wyznaczonymi na 26 stycznia wyborami.
Tuż przed agresją doszło do ciekawego zdarzenia. W cieszyńskiej kwaterze pułkownika Franciszka Latinika - dowodzącego podbeskidzkim wojskiem polskim - przybyło pięciu tajemniczych oficerów. Oświadczyli, że są przedstawicielami międzynarodowej komisji i zażądali aby Latanik podporządkował się decyzjom, które zapadły w Paryżu i... wycofał swoje wojska za rzekę Białkę. Latarnik nie zważając na to, iż ma przed sobą oficerów z Anglii, Francji, Włoch, Ameryki i Czech mało dyplomatycznie, a stanowczo poinformował, że przyjmuje tylko z Warszawy, a szanowną komisję ma w dużym... poważaniu. Po późniejszym sprawdzeniu danych personalnych okazało się, że wielce czcigodna komisja to czescy przebierańcy, jedynie Anglik był oryginalny. Niestety na aresztowanie było już za późno, tym bardziej, że chwilę po wizycie przebierańców, przechwycono tajemniczą depeszę adresowaną do Morawskiej Ostrawy, nadaną w języku francuskim. "Z rozkazu członków komisji międzynarodowej i inspektora wojsk rozpocząć pochód o godzinie 13.05". Natomiast o wszystkim powiadomiono stolice, z niej przyszła krótka i rzeczowa odpowiedź: "Nie ustąpić ani krok! Na gwałt odpowiedzieć siłą!"
A więc wojna
Kiedy sztab Polski gorączkowo zabiegał o wsparcie dla Podbeskidzia, w tym samym czasie 
16-tysięczna armia czeska z 28 armatami, pociągiem pancernym i specjalną kompanią karabinów maszynowych oczyszczała przedpole. Rozrzucona od Bogumina aż po Cieszyn 1,5 tysięczna armia polska pod naporem przeciwnika wycofała się na "z góry opatrzone pozycje". Czesi parli na przód dobijając rannych i okrutnie traktując jeńców, czego dowody można odnaleźć na zaolziańskim cmentarzu w Stonawie. Dochodziło do wielu mniejszych bitew, które pokazywały, iż pozycja Polaków nie jest najciekawsza. Niemniej, pomimo tych ciężkich zmagań, życie toczyło się własnym torem. I tak, gdy 26 stycznia żołnierze toczyli ciężkie walki pod Kończycami i Zebrzydowicami, nieopodal w Istebnej cywile najzupełniej spokojnie bawili się w demokrację, głosując w zarządzonych na ten dzień wyborach. Do decydującej bitwy tej wojny doszło na przedpolach Skoczowa pomiędzy 28-30 stycznia. Chociaż nie została ona jednoznacznie rozstrzygnięta, to pozwoliła wojsku polskiemu odzyskać dużą część utraconych wcześniej terenów i doprowadzić do podpisania rozejmu. Działania wojenne ustały, jednak przelana krew, urazy i niechęć pozostała, dodatkowo spotęgowana niekorzystnymi dla Polski decyzjami konferencji pokojowej...

Jacek Kachel






do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.