Nad Sołą i Koszarawą - nr 11 (66) - rok IV - 1 czerwiec  2001

poprzedni artykuł   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Prosto Z Mostu.

Przeczytałem w przedostatnim numerze NSiK, w reportażu ze Święta Konstytucji 3 Maja w Żywcu, znamienne słowa: "Ojczyzna to wielki zbiorowy obowiązek. Zadziwiające, że nikt nie napisał - Ojczyzna to wielkie zbiorowe gadanie. Będziemy je mieć za chwilę, już się zaczął czas gadania. Czas tych, którzy mają najlepsze recepty na rzeczywistość, którzy będą nam obiecywać złote góry, a przecież, Ojczyzna to wielki zbiorowy obowiązek" (koniec cytatu) I kto to mówi. Ano Pan Minister Jerzy Widzyk, na żywieckim rynku. Wspaniale! Zresztą zawsze cenię intelekt Pana Jerzego. Tylko pytanie, do kogo to jest adresowane? Swoboda pisania felietonów, pozwala mi na ocenianie rzeczywistości, według własnych poglądów na świat, poprzez osobiste doświadczenia. Ja przyznaje się bez bicia, że piszę w większości subiektywnie swoje felietony. Ale autor cytowanego wyżej tekstu, w swoim wystąpieniu, również moim zdaniem, zbyt subiektywnie ocenia nadchodzące miesiące, zwane miesiącami gorączki przedwyborczej. Ale zostańmy na razie w miejscu na dziś, a wróćmy do niedalekiej przeszłości. Jeśli "Ojczyzna to wielki zbiorowy obowiązek" - to tym większą odpowiedzialność za Nią ponoszą Ci, którzy są sternikami tej wielkiej łodzi, której na imię Polska. Mam tu oczywiście na myśli Rząd, partie polityczne, które wzięły na siebie obowiązek kierowania państwem. I co się okazuje. W miarę zbliżania się do mety, czyli czteroletniego okresu rządów prawicy, uczestnicy tego peletonu wykruszają się. Najpierw Unia Wolności zrejterowała, odżegnując się, od wzięcia odpowiedzialności za losy i stan państwa. Jak szczur uciekła z tonącego okrętu. Ale w swych kalkulacjach politycznych zagłosowała za dziurawym budżetem, po to tylko, by w rewanżu umieścić swojego lidera na fotelu Prezesa NBP. Lidera, który jako wicepremier był głównym sternikiem „naszych sukcesów gospodarczych”, a teraz kurczowo trzyma się wysokiej wartości złotówki. Czyżby znów dla „dobra gospodarki”?. I gdzież tu troska o państwo, naród, społeczeństwo, słowa tak często odmieniane przez wszystkie przypadki, ustami jej przywódców. Społeczeństwo już nie jest głupie, ani przypadkowe, i w swoich sondażach plasuje ją poniżej progu wyborczego. Idźmy dalej. Mesyjasz Olechowski "to taki polityczny korkociąg. Łatwo się we wszystko wkręca, a jeszcze łatwiej się ze wszystkiego wykręca. Mówiąc inaczej, do twarzy Mu ze wszystkim i ze wszystkimi: i z wywiadem PRL, i z "Okrągłym Stołem", i z Wałęsą i z liberałami. Niepomny swej przeszłości, przekonany, że odniósł niebywały sukces w wyborach prezydenckich, bez zażenowania ocenia, feruje wyroki, poucza rywali politycznych. A przecież 17 % w wyborach prezydenckich to klęska, upokarzająca klęska"( Angora nr21 z 27 V 2001). Objawia swoje poglądy i niczym znachor podaje recepty na uzdrowienie kraju. Tworząc " tratwę obywatelską" zabiera ze sobą dwóch bardzo ważnych polityków, - marszałka Sejmu (Płażyński) i wicemarszałka Senatu (Tusk). I co się okazuje. Jedną z recept na uzdrowienie sytuacji w kraju a szczególnie w służbie zdrowia jest......... likwidacja kas chorych. I tu zaczynam wątpić. Czy aby to ja nie jestem czasem chory? Toż, prawie niecałe dwa lata temu, z ust obu marszałków płynęły peany - jakie to zbawienie dla kraju, ta reforma zdrowia. To ona między innymi miała ratować chory kraj. I co. I nic. Wstydu Waszmoście oszczędźcie. To tylko wierzchołek przedwyborczej góry. Bo jak się okazuje, niektórzy politycy, jakby, przebudzili się z kilkuletniego letargu i zaczęli doceniać zdanie wyborców. Uznali, że elita polityczna Polski wyalienowała się ze społeczeństwa. Zbyt długo żyła własnymi sprawami, a ocena społeczeństwa jest dla niej coraz gorsza. Toteż w momencie, gdy widzą, że okręt tonie, przeskakują na inną łajbę. W jednej z gazet przeczytałem artykuł ukazujący zmianę gustów politycznych niektórych ludzi z pierwszych stron gazet. Najpierw byli w KLD później w UW by w końcu ( jeszcze nie wiadomo) wylądować w PO. (Tusk i wielu innych). Również wielu działaczy dzisiejszego AWS często zmieniało kolory partyjne (Rokita, Walendziak i inni). I jak pisze Szpak i Sobczak - "Dzięki takim Żakom, czy Rokitom, widać jak na dłoni, że ta cała PO to spęd cwaniaków i karierowiczów, cynicznie walczących o polityczne przetrwanie" Jak można ufać człowiekowi, który ma pełną gębę frazesów, reprezentując daną opcję polityczną, wychwalając pod niebiosa swojego bossa dziś, a na drugi dzień płaszczyć się do innego, wyrażając, że tak późno dojrzał. Mój dobry znajomy ma na to ciekawe określenie - ot polityczne prostytutki, przeważnie męskie. A już kompletnie nie rozumiem, (chociaż nie powinno mnie to nic obchodzić) to, co dzieje się w AWS - ie. Roszady, rozpady, ucieczki na inne wyborcze statki, to nic innego jak ucieczka od odpowiedzialności. I gdzie tu ma spełnić się maksyma "Ojczyzna to jeden wielki zbiorowy obowiązek". I dlatego Panie Ministrze, kontestując słowa wypowiedziane przez Pana na żywieckim rynku, pozwolę sobie zauważyć, że najwięcej do gadania będą mieli Ci, z pańskiego obozu, którzy pomimo ogromnych możliwości, najmniej dla tej Ojczyzny zrobili. Zaś szczerze współczuje tym, którzy w ekipie premiera Buzka, zostaną do ostatnich dni, ( wierzę w to, że mimo wszystko, Pan zostanie z nimi) gdyż złość i żal zawiedzonych ludzi, którzy w rządzie solidarnościowym upatrywali lepszej przyszłości, obróci się przeciwko Wam. Doraźne spektakularne akcje, rozpoczęte (zbyt późno) przez ministrów Biernackiego i Kaczyńskiego, to mało. A propos. Kuriozalne jest to, że minister Kaczyński, czując wiatr w plecy, (zwyżka notowań) od razu zakłada partię, (Prawo i Sprawiedliwość) i to wraz ze swym bratem. I to partię, która jest konkurencyjna, w stosunku do tej, której przywódcą jest jego szef. Konia z rzędem temu, kto jest w stanie coś z tego zrozumieć. I jeszcze na koniec jedno. Szczytem "kompetentnej niekompetencji" popisał się (chyba kolejny już raz) pan Premier. Chodzi o ZUS. Dwie a właściwie trzy panie, wysokie urzędniczki w państwie "załatwiły" poczciwego, pracowitego i efektywnego profesora Gajka. Potrzebny był dotąd aż "Murzyn zrobił swoje". A przecież ta instytucja to naprawdę kawał gospodarki polskiej. I jak tu potem przekuwać w czyn słowa" Ojczyzna to wielki zbiorowy obowiązek". To chyba jednak zbyt patetyczne określenie w szarej dzisiejszej rzeczywistości.

Kazimierz SEMIK




do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.