Opowieści (nie) z tej ziemi -
Wiosenne budzenie.
Przypadek zrządził, że
"zamówiłem sobie" świetne budzenie. Przypadek, nie przypadek ?
Kiedyś wczesną wiosną zajechałem z towarzystwem na obiad do restauracji " Skała
Kmity" w Zabierzowie koło Krakowa. U nas w górach zima przekomarzała się jeszcze z wiosną na całego mimo, że kalendarz "mówił" co innego, natomiast tutaj królowała już piękna- jasna - zieleń, w którą wtopiła się restauracja stojąca na leśnej polanie.
Nie mogłem odmówić sobie przyjemności zanurzenia się w tą wiosenną "kąpiel" i " dałem nura" w leśną alejkę.
Nie uszedłem nawet kilkunastu kroków, kiedy otoczony zostałem chórem leśnych śpiewaków popisujących się na całego. Wspaniała ptasia symfonia niosła się wkoło, a ja stałem i słuchałem jak oczarowany. Tylu, tak wspaniałych śpiewaków chyba jeszcze w życiu nie słyszałem, a przecież na brak kontaktu z naturą nie narzekam.
Co prawda, u nas w górach im wyżej tym leśnych śpiewaków mniej, ale nie wszędzie są duże wysokości, a już tu, gdzie mam ambonę na skraju lasu- w niewielkiej odległości od wsi warunki dla ptaków są wręcz idealne. Tymczasem człowiek często łapie się na tym, że w lesie otacza go "wręcz idealna" cisza , że żaden ptak nawet nie zakwili.
Co tam mówić o lesie. Nawet koło mojego domu ptaków było jak na lekarstwo.
Mimo że dokarmiałem je zimą , ptaki widywałem rzadko i to czasami wtedy, kiedy przyniósł je kot, aby pochwalić się swoją zdobyczą. Nie pomogło karcenie i upominanie kota, on mimo, że ptaków było mało- bawił się w myśliwego i kłusował na całego. Przyroda powoli zamierała.
Pomyślałem sobie. Trzeba temu jakoś zaradzić!
Porozwieszałem budki lęgowe w lesie koło swojej ambony i po drzewach wokół domu.
Te z większymi otworami dla szpaków i kosów te z mniejszymi dla sikorek.
Ptaki jakiś czas przyglądały się im ostrożnie, najpierw z dalszych gałęzi, potem z bliższych, później nieśmiało zaczęły zaglądać do środka. Z początku wpadały tam na moment, jakby z krótką, kurtuazyjną wizytą, powoli jednak zaczęły zatrzymywać się na dłużej, niczym kupiec oceniający, czy warto zająć to mieszkanie.
Aż osiedliły się na dobre. Odtąd rano skoro świt budzą mnie ptasie śpiewy, a tyle w nich piękna i radości, że świat od razu wydaje mi się jakiś sympatyczniejszy. Nawet pod wieczór kiedy zagłębię się w codziennej lekturze prasy, kosy umilają mi ją swoim niepowtarzalnym, bardzo melodyjnym śpiewem. Kiedy zaś oczekując w lesie na wyjście kozła zdrzemnę się na ambonie, to śnię, że stoję pod "Skałą Kmity" i znów wysłuchuję ten niezapomniany koncert.
No może tych chórzystów na razie jest mniej, ale zawsze. Jak to niewiele potrzeba, żeby uszczęśliwić siebie i . . . ptaki.
Stary Nemrod