Nad Sołą i Koszarawą - nr 11 (66) - rok IV - 1 czerwiec  2001

poprzedni artykuł   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Nie będzie źle.

Rozmowa z Romanem Białkiem, 
działaczem TS Koszarawa

W ligowym meczu Koszarawy z Jednością Wieprz, Waszym zawodnikom sporo zabrakło do zwycięstwa. Czyżby chwilowy kryzys formy?
No cóż, w piłce są dobre i złe chwile, ale trzeba się pogodzić z tym, że zdarzają się mecze, gdzie należy pogodzić się z porażką i tak było w tym przypadku. Nie możemy mieć zastrzeżeń, ani do przeciwników, ani do sędziów, co najwyżej pretensje możemy rościć do samych siebie. Mam jednak nadzieję, że był to chwilowy wypadek przy pracy i więcej się nie powtórzy.
Kibice obawiają się jednak, że o Waszym awansie może rozstrzygnąć dopiero mecz z Kuźnią. Czy nie obawiacie się tego, że jednym nieudanym meczem można zaprzepaścić cały rok ciężkiej pracy?
Oczywiście takie ryzyko istnieje. Tym bardziej, że przed nami ciężkie pojedynki i może okazać się, że to właśnie pojedynek z Kuźnią może zadecydować o tym, czy się awansuje. Oczywiście wolelibyśmy, aby nie decydował o tym właśnie ten pojedynek, a wcześniejsze mecze.
Istnieje jednak obawa, że w momencie awansu mogą pojawić się problemy finansowe?
Nie sądzę, ponieważ wiem, że w chwili obecnej, kiedy działają 2 grupy IV ligi nie ma większych obciążeń finansowych. Dojazdy są przecież niewiele dalsze niż obecnie, kiedy gramy w lidze okręgowej. Za to niewspółmiernie wyższy jest poziom, a o to chodzi nam działaczom klubu, jak i kibicom. Wszyscy chcielibyśmy aby można było na Koszarawie oglądać dobre piłkarskie widowisko.
Kogo chciałby Pan wyróżnić w drużynie Koszarawy?
Ja nigdy nie starałem się nikogo wyróżniać. Jeśli już miałbym się za kimś skłaniać to zdecydowanie za całą drużyną, na czele z jej kapitanem Józefem Caputą. Jeśli bowiem drużyna nie ma dobrego kapitana, nie może liczyć na sukces. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: HUMA







do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.