Koszarawa Wczoraj i Dziś - Wspomnienia
Moje początki
Jestem z trzydziestego rocznika i moje spotkanie z klubem rozpoczęło się jeszcze przed wojną. Razem z rodzicami kilkakrotnie przychodziłem na boisko Koszarawy, zwłaszcza, gdy odbywały się tam jakieś ważne imprezy. Bywałem na imprezach ułanów bielskich, które gromadziły bardzo wielu widzów. Całe społeczeństwo żywieckie było zachwycone tymi żołnierzami. Moja pierwsza styczność z Koszarawą była właśnie przez to boisko.
Podczas okupacji potajemnie odbywały się mecze piłki nożnej na Targowicy w Żywcu. Potem przenieśli się zawodnicy do tzw. Wikliny i tam odbywały się te mecze najczęściej w niedzielę po południu. Grały tam wtedy takie drużyny, jak: drużyna Podgóry,
Ispu, Zabłocia, Rudzy. I te między sobą rozgrywały mecze. I ja często razem z moimi kolegami chodziłem tam i też próbowałem kopać piłkę. Niestety, to się skończyło bardzo szybko. Na te mecze przychodziło coraz więcej osób, a to się nie podobało Niemcom.
Pierwsza powojenna drużyna
Z chwilą, gdy Rosjanie wkroczyli do Żywca zaraz starzy, przedwojenni działacze zaczęli organizować klub od nowa. Już w sierpniu 1945 roku była ta podstawowa jedenastka Koszarawy. Zawodnicy ci wywodzili się z Rudzy, z Zabłocia i z Ispu. Zaraz potem organizowano drugą drużynę a następnie juniorów. W tym pierwszym składzie grali: w bramce - Józef Studencki, w obronie - Julian Semla, Stefan Talik, Cabak, w pomocy - Karol Białek, Zygmunt Pruski, Czesław Fojcik (najmłodszy w tej drużynie), w ataku - Stanisław Caputa, Karol Holicz i Waś. Później do tego składu doszedł jeszcze Michał Staszkiewicz. Kilka lat później drużynę uzupełnili Włodzimierz Droba i Edmund Wiktor. Można tutaj jeszcze zaznaczyć, iż bardzo dobrym zawodnikiem był Stefan Talik. Grał on w obronie, ale oprócz tego miał bardzo precyzyjny strzał z dwudziestu, osiemnastu, szesnastu metrów. Pamiętam taki mecz z Wisłą Kraków. To było towarzyskie spotkanie. Wtedy reprezentacyjnym bramkarzem Wisły był Jurowicz. Sędzia podyktował rzut wolny z osiemnastu metrów, a bramkarz Wisły nie dał sobie postawić muru. To wszyscy widzieli, jak usuwał mur. Talik doszedł do piłki, a cały stadion skandował Stefan, Stefan - Jurowicz nawet nie zdążył się obrócić, a piłka już była w siatce.
Ligowe czwartki
W Żywcu były organizowane czwartki ligowe. Często przyjeżdżały do nas bardzo znane w kraju drużyny, takie jak: Polonia Bytom, Ruch Chorzów, AKS Chorzów, Wisła Kraków, Cracowia i inne. One przyjeżdżały dla piwa żywieckiego, a dla Koszarawy było to ważne wydarzenie: nie tylko piłkarze zdobywali większe doświadczenie, ale także można było zarobić trochę grosza na tych spotkaniach, bo ludzi przychodziło wtedy mnóstwo. Ja w tym czasie byłem juniorem.
Najlepszy bramkarz Koszarawy
Wchodziłem do pierwszej drużyny na rezerwę za czasów Aleksandra Czuba. To był najlepszy bramkarz Koszarawy w tym czasie. A i do dzisiaj twierdzę, że to był najlepszy bramkarz w ogóle w historii tego klubu. Przewinęło się tu bardzo wielu bramkarzy: od Kazimierza Studenckiego aż po Józefa Caputę, ale najlepszym, według mnie, był właśnie Aleksander Czub. Ja nie miałem możliwości dostać się do pierwszej drużyny, bo to miejsce stale zajmował Czub. Zawodnik pierwszej drużyny był niezwykle poważany. Istniał pewien dystans między młodszymi i starszymi zawodnikami.
Trenerzy i ich rola
Drużyna była bardzo zgrana, także poza boiskiem. Zawsze trzymali się razem. I ta zażyłość sprawiała, że Koszarawa była w tym czasie naprawdę dobrą drużyną. Wszędzie ją bardzo ceniono i wszędzie była przyjmowana z ogromną sympatią. Zresztą, co tu dużo mówić to wszystko zależało od trenera, a trenera mieliśmy rewelacyjnego. Od 1946 roku trenował pierwszą drużynę Karol Bajorek, były zawodnik Wisły Krakowskiej. Tak, że on bardzo wiele wniósł do gry powojennej Koszarawy. Potem przez pewien czas (choć bardzo krótko) trenerem był Gerard Cieślik, reprezentant Polski i do dzisiaj piłkarz tysiąclecia. Dobrze pamiętam, jak prowadził on ze mną treningi. Mówił mi, że muszę łapać piłki z dołu, bo jeszcze nie umię się rzucać i mogą sobie zrobić krzywdę.
Mieliśmy naprawdę wielu dobrych trenerów m. in.: Józefa Muskałę, Maksymiliana Barańskiego i Henryka Spodzieję. To ci, którzy, według mnie, zasługują na szczególną uwagę. Tych trenerów finansował pan Ochojski, który organizował na Śląsku życie piłkarskie. On odnajdywał tych zawodników, którzy kończyli już karierę i kierował ich do Koszarawy.
Najważniejszy mecz
Najważniejszym meczem według mnie był mecz z Andrychowem. Do przerwy przegrywaliśmy 2:0. Wtedy można było telefonować jedynie z poczty, więc kibice Andrychowa szybko pobiegli, by poinformować swych znajomych, że wygrywają i jest bardzo dobrze. Nawet gołębie puścili! Niestety mecz się skończył 4:2 dla Koszarawy. Wtedy frekwencja na meczu była bardzo wysoka - kibice przyjechali nawet z Bielska.
Druga drużyna
Druga drużyna odnosiła również sukcesy. Prowadzili ją Stanisław Wypych i inżynier Micherdziński. Zresztą gdy pierwsza drużyna był zapraszana na jakieś uroczystości: czy to do Cieszyna, czy do Bestwiny, tam zawsze jechał drugi skład. W tej ekipie ważne było to, iż na tych zawodników zawsze można było liczyć. Nigdy nie nawalali. Zawodnicy ilekroć nie mogli być na meczu przychodzili do kierownika drużyny i tłumaczyli się ze swej nieobecności.
Sympatia dla tego klubu była niezwykle wysoka. Warto chociażby wspomnieć, że w wigilię co roku spotykaliśmy się w klubie, ubieraliśmy choinkę i dopiero stąd szliśmy na pasterkę. I te wspólne spotkania cementowały naszą przyjaźń, tworzyły więź. Teraz tego brakuje!
Praca z zawodnikami
Jestem z drużyną już prawie dziesięć lat, z tymi samymi chłopakami. I muszę powiedzieć, że trzeba naprawdę poznać charaktery wszystkich zawodników, by dobrze zgrać drużynę. Każdy z nich jest inny: do jednego można powiedzieć kilka ostrych słów i to poskutkuje, a do drugiego wręcz przeciwnie. Ja znam prawie wszystkich tych zawodników z czasów, kiedy oni grali jeszcze w trampkarzach młodszych. Pamiętam Łukasza Matrasa, Macieja Porębskiego, Macieja Mrowca, Macieja Jurę, Dariusza Półmiarka. Obawiam się jednego, że ci zawodnicy, którzy już tak długo grają stracą pewien taki wewnętrzny zapał i młodzieńczą siłę. Zawodnik 21-letni gra w piłkę dla swojego zadowolenia, dla utrzymania kondycji, traktuje mecze, jak dobra zabawę, natomiast zawodnik starszy 26-letni zaczyna wszystko kalkulować, obliczać. Piłkarz starszy już rozkłada swoje siły na cały mecz, myśli sobie: po co ja tam podlecę, skoro mogę podać piłkę koledze i niech on pociągnie dalej akcję.
Liczę na to, że jeśli ci zawodnicy utrzymają taką formę, jak teraz to za jakieś dwa, trzy lata będziemy mogli powiedzieć, że mamy bardzo dobrą drużynę. Ale nie wcześniej! W tej chwili to widać na boisku - 30 minut dobrej gry, a potem samotne, niepotrzebne rajdy z piłką, krycie się za obrońców. Tak, że trzeba jeszcze nad tym popracować.
Szczerze powiedziawszy, jeżeli zarząd był prężny, jeżeli zarząd pracował to zawsze Koszarawa była na fali, natomiast, gdy zaczynały się niesnaski, jakieś niedomówienia to z miejsca drużyna upadała. Tak też jest dzisiaj - mimo szeregu pomysłów na przyszłość tego klubu, mimo całego mnóstwa różnic, zarząd jednak się dogaduje i idzie na przód. I mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej. Tego życzę zarządowi, klubowi, kibicom no i samemu sobie.
Wysłuchała: M&S