PROSTO Z MOSTU.
Powiało wiosną, zaś w polityce jesienna szaruga. Nie sposób zrozumieć w ostatnich miesiącach debat parlamentarnych. O ile spór o kształt nowej ordynacji toczył się pod dyktando instytutów badania opinii publicznej, o tyle szlag mnie trafia, i pewnie nie tylko mnie, kiedy w sytuacji arcytrudnej dla naszego życia gospodarczego, bawimy się w uchwały sejmowe. A, to o WIN-ie, a to o Telewizji Niepokalanów, a to wreszcie o Radiu Maryja. Czy w sytuacji gdy z dnia na dzień, powiększa się grono bezrobotnych, (niedługo będzie 3 miliony) gdy padają "jak muchy" drobne i średnie przedsiębiorstwa, gdy stresy finansowe pchają ludzi do samobójstw, a bezdomnych coraz więcej, "sejmowe pasibrzuchy" z milionowymi apanażami, fundują nam spektakle o tematach wręcz satyrycznych. Bo kogóż to wreszcie obchodzi, czy działa, czy nie działa Telewizja Niepokalanów, zwana też jako Plus, firmowana przez państwowe zakłady, czy działa Radio Maryja, czcigodnego Ojca Rydzyka - jednego z największych biznesmenów w koloratce. Czy od tego przybędzie nam chleba? Wmawia się nam, że spada inflacja, że nie rosną ceny. Oczywiście. Jak mogą rosnąć ceny, gdy nie można sprzedać towaru po starych cenach. Miernikiem stabilizacji gospodarczej, na każdym rynku, jest popyt w branży samochodowej. A tu krach. Sprzedaż spada na łeb na szyję, następują zwolnienia, i to masowe w fabrykach samochodowych. A więc "Quo vadis Polsko". Pod sztandarami "Solidarności", czciliśmy 1 Maja, jako dawne Święto Pracy, obecnie zaś Święto Bezrobotnych. Krew ludzi zalewa, jak ciągle te same, "gadające głowy", opowiadają komunały o sposobach walki z bezrobociem, metodach wzrostu produkcji i rozwoju rolnictwa. Jest to parę razy głupsze, niż było za komuny. Czy jest do pomyślenia, aby w normalnym kraju, premier, ministrowie i wszyscy Ci co sknocili reformę szkolnictwa, bawili się z młodzieżą w tzw. "próbną maturę". Zaczyna się publiczne narzekanie, ludzie chcą pracy, a tym samym chleba, a daje się im igrzyska. Rządząca "garstka oszołomów", bo to już nawet rządem mniejszości nazwać nie można, zaczyna wymyślać nowe instytucje centralne, by móc jeszcze przed katastrofą wyborczą, poupychać na stanowiska wysokopłatne, swoich kolesiów. Po co komu Centralny Urząd Administracji Publicznej,(całe szczęście że spotkało się to z wetem Prezydenta). Po co komu Centralny Urząd Antykorupcyjny? Są projekty powołania Urzędu Regulacji Rynku Pocztowego (sic!), oraz Urzędu Rejestrów Państwowych. Toż to jest radosna twórczość, rządu i AWS. O tempora, o mores! Wiadomo, chodzi o to, że zbliżająca się nieuchronnie klęska AWS, wywołuje odruch rozpaczy, by móc jeszcze mieć gdzie przechować politycznych swojaków, z nadzieją, że się gdzieś te cztery lata przetrwa (i to za niemałe pieniądze). A wiadomo, że jak przyjdą nowi, to rozwalą te instytucje, i wtedy przynajmniej dostaną się im ochłapy, w formie odpraw w niemałej zresztą wysokości. Czy nie jest to zbrodnia, na żywym organiźmie, jakim jest społeczeństwo polskie? Czy nie powinni iść pod Sąd, czy Trybunał Stanu, Ci którzy doprowadzili do takiego stanu budżet państwa, gdzie planowany roczny deficyt budżetowy zostanie wykonany ..... już do końca maja. A więc po nas choćby potop. Naród to widzi. Dał temu wyraz w prawyborach w Nysie. I nie o procenty tu chodzi, i nie o preferencje polityczne. Autorzy klęski, Buzek i Krzaklewski, po prostu uciekli przed tłumem (być może bali się linczu). I co najdziwniejsze. Spotkania ze społeczeństwem, boją się dziś Ci, których ten Naród wyniósł do władzy, na swoich plecach. Ale dość. Zaczęła się kampania wyborcza. Jakże inna od poprzednich. O ile na lewej stronie sceny politycznej, sytuacja jest prawie klarowna, o tyle na prawej jest magiel. I wcale się nie dziwię, że w tym kraju nie bardzo ma kto rządzić, gdyż wszyscy gorączkowo szukają dla siebie tzw.
"dupochronów" (przepraszam za wyrażenie). Jak może myśleć o rozwoju kraju, o pomocy ludziom, nowych ekonomicznych rozwiązaniach, centralny urzędnik, któremu po nocach się śni jego po wrześniowy niebyt polityczny. Trudno jest bowiem oderwać cztery litery od fotela i żyć wizją ewentualnej odpowiedzialności, za swoje dokonania ( częściej nie dokonania ) przed Trybunałem Stanu, bądź też zwykłym sądem powszechnym. Dlatego przestrzegam Was drodzy Czytelnicy, nie oczekujcie od tych ludzi nic nowego. Bo jeśli w ciągu czterech lat potrafili zrobić więcej dziadostwa" niż komuna, przez całe czterdzieści pięć lat, to muszą to być naprawdę "wybitni specjaliści". I jak pisałem na wstępie. Mimo że wiosna, nie całkiem w sercu maj.
Kazimierz SEMIK
P.S. Przeczytałem uważnie (aż dwukrotnie, bo niewiele z tego mogłem
zrozumieć) artykuł pióra Władysława Oprocha Gazeta Samorz. Nr
4/22 z kwietnia 2001 pod znamiennym tytułem "Z alergią można
żyć". I cóż. Doszedłem do wniosku, że zbyt wysoko sobie
cenię, to "kolorowe pisemko", (jak naszą gazetę nazwał
autor) aby na jego łamach wdać się w polemikę z autorem
wspomnianego artykułu. Stek inwektyw, pod moim adresem, owinięty w
literacką formę, okraszony socjologicznymi wynurzeniami, to mało,
by mnie wzruszyć, ba rozjuszyć. Dziękuję, dość! W zamyśle
autora, miało być śmiesznie, wyszło strasznie, a według mnie żałośnie.