DERBY BEZ ZNIECZULENIA.
Aby nie było wątpliwości - słowa te są pisane na kilkadziesiąt godzin przed pojedynkiem pomiędzy Koszarawą a Śrubiarnią Żywiec. Derby to dla każdego miasta coś szczególnego. Pojedynki pomiędzy warszawskimi Polonią i Legią czy krakowskimi Wisłą i Cracovią zwykło nazywać się świętą wojną. W Żywcu może byłoby to zbyt mocne określenie, ale z pewnością ranga tych pojedynków jest o wiele ważniejsza niż mecze naszych zespołów z drużynami z innych miejscowości. Derby tym różnią się od innych spotkań, że nawet najlepsi bukmacherzy nie są do końca pewni, kto ostatecznie rozstrzygnie kwestię prymatu w mieście na swoją korzyść.
Jeszcze przed kilkoma laty, to Śrubiarnia nadawała ton rozgrywkom ligi okręgowej, zajmując miejsca w pierwszej "piątce", Koszarawa wyraźnie była w jej cieniu, bądź to będąc w środku, bądź w końcu ligowej hierarchii. Czasami zdarzały się sytuacje, kiedy oba zespoły nie mając nic do zyskania ani do stracenia, biły się o przysłowiową "pietruszkę". Może to i dobrze, bo mecze te nie miały żadnego podtekstu. Nikt nie mógł powiedzieć, że ten czy tamten zespół "puścił" mecz przeciwnikowi, a to przecież niestety częste kibicowskie określenie.
Te derby będą jednak szczególne. Choć do końca sezonu zostało jeszcze sporo kolejek, to wynik tego pojedynku może zadecydować o losach każdej z drużyn, tyle że w dwóch różnych kierunkach. Jeśli wygra Koszarawa będzie pewna, że jest w stanie walczyć dalej o awans z Kuźnią Ustroń, natomiast losy Śrubiarni wówczas mogą być już przesądzone. Jeden z klubów żywieckich, również mających swoją bogatą historię, zamiast grać w "okręgówce", będzie toczył boje z zespołami A - klasowymi. Podzieli tym samym losy innych zasłużonych żywieckich klubów, takich jak Czarni i Soła, które zamiast prezentować nasze miasto w konfrontacji z innymi grodami, tłuką się od wsi do wsi, by uszczknąć kolejny punkt. Ktoś kiedyś stwierdził, że ligi od A - C powinny być zarezerwowane dla klubów LZS - owskich, a najlepsze z nich miałyby miejsce w wyższych ligach. Szkoda byłoby jednak by Śrubiarnia musiała pożegnać się z rozgrywkami obecnej klasy rozgrywkowej.
Niestety jest i druga strona medalu - kiedy bowiem tryumf odniesie zespół z ul. Matejki, automatycznie Koszarawa może zapomnieć o tym, że są szanse na awans, a tym samym Żywiec od lat cierpiący na brak futbolowego urodzaju - będzie musiał odłożyć ad acta kwestię awansu drugiej obok Górala drużyny do IV ligi. Znowu byłby żal... Sytuacja jest patowa. Walka musi pójść na „noże”, i jeden z klubów, o których dziś mowa będzie musiał zadać drugiemu „śmiertelny”, jak się wydaje w tej rundzie cios. Ale czyż nie na tym polega piękno futbolu?
HUMA