REFLEKSJE 1 - MAJOWE, Quo vadis ziemio żywiecka.
Ziemia to uboga, kamienista, niskiej klasy, a poza tym jest jej mało. Poza Kotliną Żywiecką pola uprawne ulokowane są na groniach, a ich uprawa wymaga nie lada wysiłku, hartu i samozaparcia. Nie jest ona w stanie dać utrzymanie i wyżywić 150 tysięcy mieszkających tu ludzi. Dlatego już od najdawniejszych czasów górale żywieccy imali się różnych zawodów pozarolniczych. W XVII wieku funkcjonowało tu 70 tartaków i młynów, w wieku XVIII powstała huta żelaza w Ślemieniu. Wiek XIX to już eksplozja industrialna: huta szkła w Złatnej, fabryka suchej destylacji drewna i huta żelaza w Węgierskiej Górce, początki papierni, browaru, famedu i wielu jeszcze innych drobniejszych przedsiębiorstw, z których jedne potem upadły, a inne utrzymały się i rozrosły w giganty.
Żywiecczyzna - region o bogatej historii, tradycji, kulturze, gospodarce, znalazła się w ostatnich latach na zakręcie w swoim rozwoju. To z czego byliśmy dumni - żywiecki przemysł, szczególnie ten tak zwany kluczowy, nagle w ciągu paru lat, gdzieś się nam podział. Jako tako trzymają się dwa dawne zakłady: browar założony na Pawlusiu w połowie XIX wieku i późniejsza nieco fabryczka zapałek, a później mebli stalowych powstała w Zadzielu, a w związku z budową zapory w Tresnej przeniesiona do Żywca. Cała reszta, a wśród nich takie sławy i giganty jak Ponar, Śrubiarnia, Garbarnia, Futrzarnia, Odlewnia Żeliwa, Metalowcy, ale także te mniejsze jak Żywczanka, Pilsko, PSS "Społem", GS -y, liczne tartaki, cegielnie i betoniarnie itd., itd. albo przestały w ogóle istnieć, albo wegetują i ledwo wiążą koniec z końcem, albo szykują się do likwidacji. Nie uratowały żywieckiego przemysłu jakieś tam narodowe fundusze inwestycyjne. Przeciwnie - powiedziałbym - przyspieszyły likwidację niektórych z nich, bo przyszli tu rządzić naszymi fabrykami jacyś obcy ludzie, którzy myśleli nie o ratowaniu żywieckiego przemysłu, ale o własnych portfelach i fotelach. Zresztą jak wskazuje przykład żywieckiego PKS - u nie robili tego tylko obcy. Swoi też maczali w tym palce i pobrudzili sobie łapy na całe życie, bo pazerność niektórych pseudo menedżerów nie zna granic.
Zresztą nie tylko o Żywiecczyznę chodzi. Skutecznie rozprawiliśmy się w niespełna 10 lat z kolebką polskiego i europejskiego przemysłu włókienniczego i tkackiego w Bielsku-Białej i okolicznych miasteczkach, jak np. Kęty i Andrychów. To co budowało się z mozołem przez stulecia runęło w ciągu kilku zaledwie lat tak zwanej transformacji. Łzy do oczu się cisną gdy jedzie się przez Bielsko i widzi się, że tam gdzie niedawno przez 24 godziny na dobę, bez chwili wytchnienia pracowały hałaśliwe tkalnie, przędzalnie i farbiarnie, dziś sprzedaje się meble lub kafelki.
Swoistym wentylem bezpieczeństwa dla przeludnionej Żywiecczyzny, od chwili wybudowania kolei w 1884 roku, stał się niedaleki Górny Śląsk. Dobra komunikacja kolejowa i drogowa umożliwiała kilku tysiącom zatrudnionym w kopalniach i hutach śląskich góralom, codzienny dojazd do pracy. Latem przy długim dniu była jeszcze możliwość popracowania na własnej działce przyzagrodowej, bo inaczej nie można nazwać kilku tysięcy cherlawych gospodarstw rolnych na Żywiecczyźnie.
Dziś w dobie transformacji autobus górniczy na Żywiecczyźnie to już rarytas, a pociągi na trasie Zwardoń - Katowice, kiedyś przepełnione do nieprzyzwoitości, świecą pustkami.
A gdzie się podziali ich pasażerowie? A są. Niektórych można spotkać w kolejkach po zapomogę w gminnym ośrodku pomocy społecznej, innych w Powiatowym Urzędzie Pracy przy ulicy Łącznej, a reszta siedzi w domu i kombinuje gdzie tu zarobić parę groszy.
Jest ich w powiecie prawie 9000, z czego tylko 16% uprawnionych jest do korzystania z zasiłku dla bezrobotnych. Stopa bezrobocia wynosi u nas prawie 14% i stale rośnie. Ofert pracy brak. Szanse zatrudnienia dla absolwentów szkół zawodowych, średnich i wyższych znikome.
Wbrew temu co kiedyś jeszcze w XIX wieku mówił w lwowskim sejmie poseł ziemi żywieckiej Józef Wolny z Węgierskiej Górki, że reprezentuje ziemię gdzie "chleba koniec, a wody początek", Żywiecczyzna pod względem posiadanych zasobów bogactw naturalnych wcale nie jest ziemią ubogą. Nawet dziecko szkolne powie, że największym naszym bogactwem są lasy. Już nasi dziadowie i pradziadowie żyli z lasu, a magnaci żywieccy od Komorowskich począwszy, a na Habsburgach skończywszy uczynili z nich źródło główne swojego bogactwa. Tylko my teraz mając to bogactwo pod bokiem nie umiemy go racjonalnie wykorzystać. Powiem brzydko - cholera mnie bierze, gdy widzę jak dzień w dzień przez cały rok mkną gdzieś we świat przez miasto Żywiec wielkie ciężarówki wyładowane drzewem z naszych żywieckich lasów, że aż strach patrzeć - powiedziałby Andrzej Komoniecki. A przecież to drzewo mogłoby być przerobione tu na miejscu, jeżeli nie zupełnie to przynajmniej w półfabrykaty. Każde dziecko szkolne wie, że Żywiec na glinie leży, a my cegłę sprowadzamy z zagranicy - jeżeli ktoś nie wierzy, niech pospaceruje po składach z materiałami budowlanymi - a nasze żywieckie cegielnie, które niedawno produkowały po 3 - 4 miliony sztuk cegieł rocznie pozamykaliśmy, bo śmierdziały socjalizmem.
Kamieni to też u nas nie brakuje. Jeszcze do niedawna czynnych było na Żywiecczyźnie kilkanaście kamieniołomów, a gdy przed wojną postanowiono wybudować porządną drogę z Rajczy do Ujsół to najpierw uruchomiony został kamieniołom w Glince. Obecnie stoi pusty i straszy turystów jadących przez Glinkę do Słowacji, a my sprowadzamy kamień ze Słowacji, kto nie wierzy, niech się przyjrzy pociągom towarowym na trasie Żywiec-Zwardoń. Na budowę słynnego już 1,1 km drogi ekspresowej w Lalikach kamień wozi się z głębi kraju po 100 - 200 km w jedną stronę. Żwirownia w Pietrzykowicach też została zlikwidowana.
Grojec, Przybędza, Radziechowy obdarzyła natura w skałę wapienną. Do niedawna jeszcze wypalano tu wapno. Dziś niektóre obiekty do wypalania wapna jeszcze stoją, ale niszczy i pożera je czas. A wapno łatwiej sprowadzić, nawet z zagranicy.
Są jeszcze inne bogactwa, jest woda, powietrze i piękny krajobraz. Na tym też można zarobić, ale nie w kraju, w którym rodzice nie mogą posłać dziecka na kolonie bo ich na to nie stać.
Wiem, że na przetwarzaniu miejscowych bogactw naturalnych gospodarka się nie kończy, jest jeszcze inna produkcja, są usługi z wielką przyszłością, jest handel, no i oczywiście rolnictwo, o którym mam zamiar napisać w następnym numerze.
I na koniec przypomnę jeszcze raz na początku wypowiedziane stwierdzenie, że gospodarka żywiecka stanęła na zakręcie. Upadły firmy ze stuletnią i większą tradycją. Powstało owszem kilka nowych zakładów, ale one problemu bezrobocia nie rozwiązały. Z samej turystyki na pewno nie wyżyjemy.
Dokąd to teraz pójdziesz ziemio żywiecka? Odpowiedzi na to pytanie nie ma. Władze nasze uwikłane w partyjniactwo, spalają energię i trwonią siły na sporach międzypartyjnych, korupcjach, sądach, pilnowaniu stołków i wielu tym podobnych sprawach. Na zastanowienie się nad strategią rozwoju, likwidacją bezrobocia, poprawą bytu materialnego ubożejącego społeczeństwa nie ma czasu czy woli.
Szanowni Czytelnicy! Inżynierowie, technicy, nauczyciele, ekonomiści, uczniowie, pracujący i ci na bezrobociu, byłoby nam jako redakcji miło, gdybyście w poruszonych tu sprawach zechcieli zabrać głos i podzielili się z Czytelnikami naszego pisma swoimi uwagami i spostrzeżeniami.
Foto i tekst: H. Woźniak