Nad Sołą i Koszarawą - nr 8 (63) - rok IV - 15 kwiecień  2001

poprzedni artykuł   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   


 

... Praca społeczna dzisiaj nie znajduje już takiego uznania jak kiedys...

Proszę Pana, jesienią ubiegłego roku ukazał się już III tom "Słownika Biograficznego Żywiecczyzny", jak Pan ocenia to wydarzenie.
Pytanie trochę kłopotliwe, bo trudno oceniać coś do czego włożyło się osobisty i to niemały wkład. Niech więc za mnie przemówią fakty. Praca nad ukazaniem się wszystkich trzech tomów trwała ponad 8 lat. Zamieszczono w nich notki biograficzne ponad 800 osób, chroniąc przed zapomnieniem wiele niezwykle barwnych, ciekawych i zasłużonych dla tej ziemi postaci, a zarazem dokumentując bogaty materiał źródłowy.
Innymi słowy zawarto w nich kawał historii Żywiecczyzny.
O tak. I to historii ciekawej bo pisanej życiorysami ludzi. Słownik obejmuje nie tylko czasy najnowsze, niektóre notki biograficzne dotyczą osób żyjących w XV. czy XVI wieku. Jednym słowem w wydawnictwie tym odnotowano życiorysy ludzi, którzy zapisali się w dziejach Żywiecczyzny na przestrzeni prawie 500 lat. Chociaż biogramy z czasów najnowszych - XIX, XX wiek są najliczniej reprezentowane.
Jest to więc znaczące opracowanie w dorobku piśmienniczym naszego regionu.
Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Uważam, że praca ta dzisiaj może jeszcze nie przez wszystkich doceniana - stanowi cenny wkład w utrwalenie i popularyzację naszej historii. Powiem więcej. Nie wiem czy na palcach jednej ręki można by policzyć powiaty w naszym kraju, które mogą się pochwalić własnym słownikiem biograficznym.
Włożył Pan niemało wysiłku w jego opracowanie.
Nie kryję, że osobiście w zredagowanie poszczególnych tomów "Słownika" włożyłem dużo pracy. Jednak nie tylko ja. Nad "Słownikiem" pracowało ponad 100 osób, tropiąc ślady przeszłości, aby móc znaleźć i opisać godne upamiętnienia postacie. Podkreślić należy, że była to zupełnie bezinteresowna praca. Takich ostatnich Mohikanów, jak autorzy haseł zamieszczonych w "Słowniku", spotyka się w dzisiejszych czasach wyjątkowo rzadko. Stąd wszystkim im należą się słowa najwyższego uznania, a szczególnie autorom największej liczby haseł. Są to: nieżyjący już Jan Blitz, którego zasługą są liczne notki biograficzne nauczycieli w I i II tomie "Słownika", oraz: Stanisława Białożyt, Mieczysław Czulak, Stanisław Dobosz, Zdzisław Dzikowski, Bronisław Grzegorzek, Jan Janik, Włodzimierz Jura, Bronisław Kastelik, Andrzej Majewski, Helena Małysiak - Kośmider, Czesław Stanik, Tadeusz Trębacz, Hieronim Woźniak i Maria Wójcik. Jako że notki biograficzne wyszły spod piór różnych ludzi, należało je ujednolicić pod względem stylu, czasem poprawić, dopracować, a czasami przeredagować od nowa. Każdy życiorys przechodził przez moje ręce kilka razy. Ktoś jednak musiał na siebie wziąć odpowiedzialność za całość wydawnictwa.
Kiedy możemy się spodziewać IV tomu "Słownika".
Odpowiedź na to pytanie nie do mnie należy.
Dlaczego ?
Zrezygnowałem z przewodniczenia Kolegium Redakcyjnemu.
Czyżby zdenerwował Pana red. Picheta ?
Pan żartuje! Wiem do czego Pan redaktor zmierza. Moja rezygnacja nastąpiła już w sierpniu ubiegłego roku, kiedy oddawaliśmy do druku III tom i wynikała z faktu, że funkcja ta stanowiła dla mnie duże obciążenie. Wcześniej pracowałem w Żywcu i tu na miejscu było mi łatwiej czuwać nad naszym wydawnictwem. W momencie przejścia na emeryturę, aby być na bieżąco z pracami nad "Słownikiem" musiałem przynajmniej raz w tygodniu być w redakcji Gazety Żywieckiej. Stało się to dla mnie zbyt absorbujące czasowo i finansowo, gdyż redakcja "Słownika" była bezinteresowna, dojazdy kosztują a ja nie pracuję jedynie nad tym wydawnictwem. Poza tym, praca społeczna dzisiaj nie znajduje już takiego uznania jak niegdyś i o podziękowania za nią trudno. Osiem lat temu Kolegium Redakcyjne "Słownika" wybrało mnie swoim przewodniczącym i na ręce tegoż kolegium złożyłem rezygnację. Myślę, że do czasu ukonstytuowania się nowego składu pracami kolegium może kierować mój zastępca. A wracając do IV tomu, mogę powiedzieć moje osobiste zdanie. Jego opracowanie nie będzie łatwe. Po pierwsze dlatego, że coraz mniej jest chętnych do pracy nad "Słownikiem". Brakuje redaktorów haseł, jak na przykład jeden z najmłodszych - Andrzej Majewski z Korbielowa, którzy chcieliby zgłębiać historię swojej wsi czy gminy i wyszukiwać godne redaktorskiego pióra nazwiska, a takich w naszym regionie wciąż jeszcze jest sporo. Nie dotarliśmy do wielu ciekawych materiałów i sylwetek ludzi np., w Łodygowicach, Pietrzykowicach, Lipowej, Gilowicach, Łękawicy, Kocierzu, czy całym Worku Raczańskim, o innych miejscowościach nie wspominając. Po drugie kompletowanie informacji staje się coraz trudniejsze. Wymaga dotarcia do kronik parafialnych, dokumentów w archiwach i urzędach miast i gmin, a to wiąże się nie tylko z zabiegami o ich udostępnienie, ale także z kosztami finansowymi. Czy znajdzie się jakiś mecenas, który by je pokrył? O to zawsze było trudno.
Ale wróćmy do recenzji jaką redaktor Picheta zamieścił w 2 numerze "Gazety Samorządowej" w lutym br. Jak Pan ją odbiera?
Pan to nazywa recenzją? Panie redaktorze ... Słownik Biograficzny Żywiecczyzny doczekał się wielu recenzji i nie wszystkie nas głaskały, ale przyjmowałem je ze zrozumieniem, a nawet wdzięcznością, bo w krytycznych uwagach zawierała się rzetelna ocena, z której mogliśmy wyciągać wnioski dla siebie. Wygląda na to, że red. Picheta zadał sobie trud przeczytania "Słownika" ale jeżeli spośród 234 not biograficznych "wyłowił aż trzy - czy cztery" godne uwagi i przedstawił jak przedstawił, to w tym miejscu parafrazując znane powiedzenie chciałoby się westchnąć: "Ciszej nad tą trumną". A co do zarzucanych błędów. Owszem znalazło się w "Słowniku" kilka naprawdę szkolnych błędów, których pochodzenia sam sobie wytłumaczyć nie potrafię. Czytając notki nawet kilka razy, mogłem ich mechanicznie nie dostrzegać, ale czytali je także inni członkowie kolegium, materiał adiustowany był przez fachowca, przechodził dwukrotną korektę. Skąd więc te błędy, naprawdę trudno mi zrozumieć. Nie szukając usprawiedliwienia powiem tylko, że chochlik redakcyjny pojawić się może w każdym, nawet najwybitniejszym dziele naukowym. Rzecz jednak sprowadza się do kilku błędów, a większość uwag Pana redaktora Pichety polega na dowolnej interpretacji wyrwanych przez niego z kontekstu zwrotów. Proszę więc wybaczyć, ale do takiego sposobu interpretowania tekstu nie będę się odnosił.
W tym samym numerze "Gazety Samorządowej" spotkałem się z określeniem I tomu "Słownika" jako "Słownika sekretarzy". Co Pan na to?
Pierwszy tom "Słownika" ukazał się w okresie największych społecznych emocji, które wciąż jeszcze tu i ówdzie różni ludzie próbują podgrzewać, ale one na szczęście powoli opadają i zaczyna zwyciężać zdrowy rozsądek. Dlatego te kilka słów chciałbym zaadresować do ludzi rozsądnych, w ręce których trafia nasze wydawnictwo. W I Tomie "Słownika" zamieszczono 282 notki biograficzne. 107 z nich dotyczy osób żyjących w przedziale czasowym od XV w. - do początków XX w., 51 notek traktuje o uczestnikach ruchu oporu z czasów okupacji, warto przypomnieć, że w czasie okupacji na Żywiecczyźnie działała tylko AK, reszta dotyczy czasów najnowszych. Wśród pozostałych są życiorysy pedagogów, lekarzy, księży, prawników, wojskowych, są także działacze społeczni /posłowie, działacze spółdzielczości, ochotniczych straży pożarnych, sołtysi, członkowie PZPR, ZSL, SD i organizacji młodzieżowych/. Owszem wśród nich są także dwaj sekretarze KP PZPR: - Kazimierz Barwacz i Adam Kawalec - ludzie o niezwykle wysokiej kulturze i ogromnych, niezaprzeczalnych zasługach dla rozwoju ziemi żywieckiej, których myślę nie tylko ja wspominam z szacunkiem. Redagując wszystkie tomy "Słownika" kolegium redakcyjne nie odrzuciło żadnego hasła, które zawierało w miarę pełny materiał faktograficzny, wręcz odwrotnie, apelowaliśmy do społeczeństwa o nadsyłanie biogramów i jeżeli ktoś ma pretensje, że to, czy owo nazwisko zostało pominięte, niech je ma do siebie i niech stara się naprawić swój błąd w IV tomie "Słownika", jeżeli zostanie wydany. A czy to się stanie, zależeć będzie tylko od ludzi, czasem także od tych, którzy dzisiaj stoją z boku lub krytykują.

Rozmowę przeprowadził: Antoni Matlakiewicz


do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.