PROSTO Z MOSTU.
Ostatnie tygodnie obfitowały w szereg ważnych a nieraz i komicznych wydarzeń politycznych w naszym kraju. Bo jak można inaczej określić sytuację, gdy jeden z najbardziej odpowiedzialnych ludzi w państwie - Minister Skarbu (wprawdzie skarbu już nie ma), podaje się do dymisji, gdyż w pracy przeszkadza mu, członek parlamentu poseł Janowski. Czy to nie jest śmieszne? A więc wystarczyła okupacja w Ministerstwie Skarbu i po ministrze. Przydałoby się, żeby poseł odwiedził pozostałe gabinety ministerialne i zatrzymał się w Kancelarii Premiera... Ale co będzie, gdy zechce się udać do siedziby Unii Europejskiej? Prawda, że śmieszne. Również rozbawił mnie wywiad udzielony przez Lecha Wałęsę Dorocie Wysockiej (Salon polityczny Trójki). Na pytanie czy czuje się odpowiedzialny za to, że gangsterzy z Pruszkowa, być może z Wołomina, są teraz na wolności. Tenże z rozbrajającą szczerością odpowiada, że w tym czasie nie miał w ogóle czasu na oddychanie, przyjmował ok. 15 delegacji dziennie, a odmawiał tylko ok. 20 % ułaskawień. Rozbroiło mnie też stwierdzenie, że: " ... to jest przysyłanie przez urzędników, są jakieś parametry, dosyłanie papierów. Jak nie zgodziłem się dzisiaj, to przyniesiono mi za dwa dni, a ja w ferworze pracy i zaangażowania, nie mogłem wiedzieć, że to jest jeszcze raz to samo ...", (pisownia oryginalna za Trybuną nr 52 z 2 marca 2001 r.). Całe szczęście, że zezwolono Mu tylko na ułaskawianie a nie skazywanie, bo być może mógłbym już przez Jego przemęczenie nie żyć. To już trochę mniej śmieszne. I wreszcie trzeci przykład. Otóż "sweterkowy minister" oskarża swego poprzednika o kradzież oryginału jakiegoś dokumentu - ale uwaga - przed czterema laty. Dokument wszyscy, oczywiście dopuszczeni do jego czytania, widzieli, ale oryginał zniknął. I tu nagle na kilka miesięcy przed wyborami - bomba - a właściwie smrodek. Czyżby obecne służby specjalne nic przez te trzy i pół roku nie robiły aby przygotować jakiś pasztet dla obecnej opozycji, tylko odgrzewać stare kotlety? Ot zwykłe nieróbstwo panowie! Ten kabaret będzie jeszcze trwał. Różne partie, partyjki, kanapy czy też warszawskie salony będą nawzajem obrzydzać sobie życie. A to wszystko w imię - uwaga - dobra Narodu Polskiego. I to jest żałośnie śmieszne! Tak więc wracam na własne podwórko. O ile w kraju mamy sytuację dość klarowną, jeśli chodzi o rozróżnianie ludzi w poszczególnych partiach (nie można tego mówić o programach tych partii, bo niektóre ich w ogóle nie mają) o tyle ta sytuacja w powiecie, mieście czy gminach jest mglista. Konia z rzędem temu, kto powie mi czy jest zarząd UW i innych kanapowych partii. Może ktoś miałby odwagę powiedzieć, czy istnieje jakakolwiek rada na jakimkolwiek szczeblu w powiecie, mieście czy gminie, "Solidarności", czy też OPZZ. Jeśli już są takowe organizacje, to gdzie są ich siedziby? Wreszcie, kiedy członek tego czy innego związku może iść na skargę lub po poradę do swej macierzystej organizacji, do której prawdopodobnie wpłaca składki członkowskie? Może wreszcie ktoś pokaże mi legitymacje tego czy innego związku, albo odpowie mi na pytanie, ile członków w mieście Żywcu liczy "Solidarność" a ilu OPZZ, ilu jest członków AWS, UW, KOZŻ, SLD, BSL czy UP? Ilu wreszcie członków PSL czy ROP? Pytam się wreszcie, komu potrzebne było rozwalenie żywieckiej lewicy i stworzenie aż trzech ugrupowań: SLD, BSL i UP? Kto na tym zyskał? Proponuję zatem, na wzór Platformy Obywatelskiej, powołać Żywiecką Tratwę Lewicową, na czele której stanęliby trzej bossowie "Wielkich Koncernów Lewicowych". Widocznie był to koncern bardzo wielki skoro musiał się podzielić. Ale dość żartów. Jest to przykre i dlatego apeluję do lewicowych przywódców regionalnych o zgodę w obliczu zbliżającej się kampanii do Sejmu i Senatu. Bo faktycznie we wrześniu możemy obudzić się "z ręką w nocniku". Abstrahując od problemów lewicy (choć są mi one bliskie) już widzę zaśmiecone miasto plakatami i fotografiami kandydatów do najwyższych funkcji (apanaży), którzy będą obiecywać złote góry, opowiadać niestworzone rzeczy, opluwać swoich przeciwników, a tu rzeczywistość skrzeczy. Przykre jest to, że z chodników spychani są żebracy z zagranicy a zastępują ich nasi ludzie, często kobiety z dziećmi na ręku i kartką z napisem "jestem głodna", "jestem bezrobotna". Coraz częstszy jest widok w sklepie nie tylko emerytów czy rencistów, ale i młodych, którzy kupując najtańszą wędlinę w przypadku przeważenia, proszą o odkrojenie, gdyż tylko na tyle im starcza ile zamówili. Może końcówka tego felietonu jest na początku wiosny zbyt... jesienna, ale cóż, taka jest rzeczywistość. Każdy to widzi. Niemniej postrzeganie rzeczywistości na dole, bardzo różni się od postrzegania na górze. Najdobitniej określił to Jerzy Wilmański w swoim wierszu "Uśmiech Buzka", zamieszczonym w nr 3 (19) z marca 2001 r. (Twój Dobry Humor), który pozwolę sobie dla osłody zacytować.