Nad Sołą i Koszarawą - nr 7 (62) - rok IV - 1 kwiecień  2001

poprzedni  artykuł   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

LISTY - POLEMIKI - OPINIE.

MIJA 40 LAT I NIE DRGNĘŁO ... NIC
Nawiązując do wielu artykułów zamieszczanych w prasie lokalnej tj. Gazeta Żywiecka 6/98 i Nad Sołą i Koszarawą 4/2000 a dotyczących miejskiej infrastruktury ulicy Kopernika /odcinka po lewej stronie ulicy od Zakładu Uzdatniania Wody tj. nr. 85 do 111 do skrzyżowania ul. Grunwaldzką o długości 350 m, sprawa powyższa zasługuje na wpis do księgi Guinnessa, gdyż ciągnie się już od 40 lat. Mieszkańcy tego odcinka ulicy walczą jak do tego czasu bezskutecznie ale z uporem z władzami miasta o budowę wodociągów, kanalizacji i chodników bo od Zakładu Uzdatniania Wody tj. od nr. 83 w kierunku Żywca urządzenia te istnieją od 1963 r. Przez ich posesje przeprowadzono rurociągi doprowadzające wodę od ujęcia na rzece Koszarawie do Zakładu Uzdatniania Wody, pierwszy rurociąg w 1961 r. a drugi w 1976 roku. Na przeprowadzenie rurociągów mieszkańcy - właściciele wyrazili zgodę pod warunkiem, że zostaną podłączeni do tych urządzeń, lecz zostali oszukani przez władze samorządowe poprzednich i obecnej kadencji. W okresie tych 40 lat wykonane dziesiątki kilometrów wodociągów, kanalizacji, odwodnienia ulic, chodników na terenie miasta w najodleglejszych zakątkach o znikomym natężeniu ruchu kołowego, a nawet poza granice miasta do gmin, Świnna i Łodygowice. Ułożono i przebudowano wiele kilometrów ulic i chodników, ale na odcinku tych 350m., bo tyle ma ten odcinek, nie podjęto żadnych prac mimo wielu obietnic pisemnych, jak pismo Burmistrza Miasta mgr. Janusza Kudłacika z dn. 20.07.1998 r., w którym czytamy, że Zarząd Miasta w Żywcu włączył w/w prace do zadań inwestycyjnych na 1999 r. Na pismach i obietnicach kończy się praca Zarządu na rzecz mieszkańców, bo Zarząd nie ma czasu i pieniędzy na zadania dla ludności. A wyborcy to tylko źródło wpływów, podatków i różnych opłat na kominowe płace. Radni z naszej dzielnicy toczyli zażarte boje w kampanii wyborczej tak z AWS, Komitetu Obywatelskiego Ziemi Żywieckiej, czy Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Kiedy zostali wybrani, bo przedstawiali programy z promienistymi przyrzeczeniami na wartości chrześcijańskie, zajęli stanowiska w miękkich fotelach, z krociowymi pensjami, a o przyrzeczeniach składanych wyborcom zapomnieli. Jesteśmy tą znieczulicą bardzo rozgoryczeni, bo po prawej stronie ulicy na tzw. Osiedlu Kopernika mieszkańcy posiadają całą miejską infrastrukturę. A niektórzy czują się oszukani i pokrzywdzeni, płacą solidne podatki i wszystkie świadczenia i mają prawo do podstawowych urządzeń sanitarnych. Jak długo będą jeszcze czekać na załatwienie ich sprawy, zapytujemy Zarząd i radnych jako reprezentantów. Zbliża się czas rozliczenia z obietnic i kwiecistych programów.
Zarząd Koła Terenowego BSL
Żywiec-Sporysz

Szanowny Panie Redaktorze
Moja ciocia Stasia Pietrzykowa z Żywca przysłała mi ostatni numer "Nad Sołą i Koszarawą" z Pańskim fotoreportażem "Życie gobelinem tkane". To znakomity tekst, piękne zdjęcia. Bardzo się wzruszyłam, bo to i o mojej rodzinie. Pragnę wyrazić Panu Redaktorowi moją głęboką wdzięczność i serdecznie pogratulować. Chciałabym też o coś zapytać. Jedną informację chciałabym sprostować. Otylia z Ostrowskich Matlakiewiczowa, pierwsza żona serdecznie wspominanego w mojej rodzinie Jana Matlakiewicza, była rodzoną siostrą ojca mojej cioci Stasi, Karola Ostrowskiego (a nie matki Heleny z Fabrowiczów Ostrowskiej). Równocześnie była rodzoną siostrą mojego dziadka Antoniego Ostrowskiego. Wiem z przekazów rodzinnych, że z małżeństwa Jana Matlakiewicza z Otylią była córka Otylia z Matlakiewiczów Gąsiorowa, siostra cioteczna mojej Mamy i moja Ciocia. Wiem również, że miała syna. Nie wiem co się dzieje z moimi krewnymi, chciałabym się coś o nich dowiedzieć. Ja urodziłam się w Żywcu podczas wojny. Kiedy miałam 5 lat, wyjechałam z rodzicami na Śląsk (ojciec był inżynierem górnikiem). Nigdy do Żywca na stałe nie wróciłam. Po studiach zamieszkałam w Krzeszowicach pod Krakowem. Cała moja najbliższa rodzina (rodzice i dwóch braci) nie żyje, wszyscy są pochowani na Cmentarzu Przemienienia Pańskiego w Żywcu. I jeszcze sprawa mojego nazwiska - Ostrowska. Otóż moja Mama, Anna Ostrowska wyszła za mąż za Franciszka Białka, jest to więc moje nazwisko panieńskie. A ja wyszłam za mąż za Wacława Ostrowskiego, pochodzącego z Kielecczyzny. Pragnę jeszcze podkreślić, że wszystko, co związane z Żywcem, jest mi bardzo bliskie. Życzę Panu Redaktorowi, Jego Rodzinie i całej Redakcji wspaniale redagowanego dwutygodnika "Nad Sołą i Koszarawą", dużo radości i dalszych osiągnięć we wszystkich dziedzinach życia.
Łączę wyrazy szacunku.
Maria Ostrowska 32-065 Krzeszowice

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.