PROSTO Z MOSTU.
Zgodnie z obietnicą złożoną w poprzednim numerze, chciałem zająć się nowym tworem politycznym nazwanym Platformą Obywatelską, a przeze mnie ironicznie "tratwą ratunkową". Według Słownika Języka Polskiego PWN, Warszawa 1988 r. (pod redakcją prof. dr Mieczysława Szymczaka), platforma to: 1. Nadwozie ciężarowe pojazdu z pomostem ładunkowym bez ścian; pojazd o takim nadwoziu, platforma kolejowa. 2. Przednia lub tylna część wagonu osobowego lub tramwajowego, w której nie ma miejsc siedzących; pomost. 3. Płaszczyzna, płaska powierzchnia czegoś. 4. Duża część skorupy ziemskiej składająca się ze sfałdowanego podłoża i osadzonej na nim pokrywy osadowej. Platformę stworzyło trzech ludzi - każdy z innej parafii, jadących na niej jak na razie na stojąco. Jeden z pasażerów, A. Olechowski to wielki wygrany z kampanii prezydenckiej, drugi D. Tusk wielki przegrany z Unii Wolności, zaś trzeci, Pan Marszałek Płażyński, specjalista od zrywania porozumień, zaraz po ich podpisaniu. No cóż. Wolno im tworzyć nowe ugrupowanie, które notabene jeszcze na dziś ma wysokie notowania wśród społeczeństwa polskiego. Notowania te będą na pewno spadały, gdy będziemy się dowiadywać, kto wchodzi na tą platformę. A jak czytam prasę, garną się do tego ugrupowania ludzie, którzy w swoich macierzystych partiach, bądź ugrupowaniach (różnego rodzaju komitetach), zaczynają tracić "przywódczy" grunt. A więc znajdą się tam ludzie, którzy dla osiągnięcia własnych korzyści politycznych, czy też materialnych, zrobią wszystko i pójdą wszędzie, aby tylko "politycznie zaistnieć". Właśnie te, lokalne trupy polityczne będą osłabiać notowania tego nowego ugrupowania. Bowiem magia trzech nazwisk kierujących (na razie zgodnie) tą platformą, to trochę za mało. A jak to ktoś kiedyś powiedział, że jeśli za dużo "utopców" dostanie się na tratwę, to ona niechybnie utonie. Na razie zbyt mało wiemy o ludziach naszej rodzinnej (czytaj: powiatowej) platformie, by móc ocenić, kto zabrał się do tego nowego "pociągu, bez ścian, na stojąco". Domyślam się jednak, że znajdą się chętni, a szczególnie Ci, którzy swój kręgosłup polityczny mają prawie, że gumowy. Jak dotychczas najwięcej - przynajmniej na razie - na powstaniu platformy, traci Unia Wolności. Partia, która powstała na bazie ludzi o rodowodzie solidarnościowym, ale nie sfanatyzowanych. Jako odpowiedzialny w redakcji za treść artykułów na str. 6, w tym przedruków z "Angory", z zaciekawieniem przeczytałem tekst Pani mgr Zofii .., która odsądza od czci i wiary Panów Sobczaka i Szpaka, autorów "Kliki", za ich krytyczną, zarazem satyryczną publikację na temat Unii Wolności, której jak wynika z listu Pani Zofii, jest członkiem. Osobiście bardzo wysoko cenię sobie Panią Zofię, którą miałem możliwość poznać osobiście. Cenię jej dorobek naukowy, dzięki któremu mogliśmy się dużo dowiedzieć o historii naszego regionu, cenię ją za dorobek literacki opiewający uroki Żywiecczyzny, wreszcie cenię ją za prawy charakter i bogate życie wewnętrzne. Mówię to szczerze, pomimo dzielących nas różnic w ocenie otaczającej nas rzeczywistości politycznej. Dlatego też, szanowna Pani Zosiu (jeśli mogę tak napisać) przypuszczam, że celem kpiarskiego, jak zawsze felietonu "Kliki" nie było obrażanie członków UW, do których, jak sama Pani pisze, się zalicza, lecz autorzy chcieli zwrócić uwagę na niespójność działań, a wręcz kunktatorstwo "unijnej wierchuszki". Bo jak wreszcie zrozumieć decyzje UW, która po trzech latach wspólnych rządów z AWS, najpierw bierze rozwód, by po paru miesiącach zachować się jak małżonka, ale żyjąca w separacji z własnym mężem (rządem). Parafrazując, jest to tak, jakby chciała uczestniczyć w zyskach, ale pracować na nie już nie. Efektem tych działań jest ucieczka wielu działaczy w kierunku "Platformy". Jednak ostatni sondaż opinii publicznej (20 luty 2001 r.), oznacza, prawie że klęskę dla ludzi tego ugrupowania (poniżej progu 5 %). Coś w tym jest? Nieprawdaż? Myślę, że ta satyra umieszczona w "Angorze" (nr 3 z 21.01.2000 r.) i przedrukowana przez nas coś chyba oznacza, choć jej styl, być może do "salonowych" nie należy. Zamierzałem opisać trochę przepychanek powiatowo - miejskich, a nawet gminnych. Co się jednak okazuje? Prasa centralna i regionalna donosi tylko o tym, że prokurator wniósł akt oskarżenia w... jednej, drugiej i trzeciej sprawie. Proces burmistrza już się zresztą rozpoczął. Choć jak czytam to doniesienie, to zastanawiam się nad celowością angażowania sądów powszechnych w tą sprawę. Przecież status spółki wrócił do pierwotnej wersji. Cieszyć może to, że przestaniemy być jako Żywiecczyzna na pierwszych stronach gazet, ale od tej negatywnej strony. Dlatego chętnie chciałbym przeczytać artykuł o tym, że coś się pozytywnego dzieje, że tworzymy miejsca pracy, że zaczną się inwestycje komunalne, ekologiczne itp., itd. Biorąc pod uwagę wszystko za i przeciw, jeśli nie robią nic, jest źle, a jak zaczną - to jeszcze gorzej. Kolejnym przykładem głupoty urzędniczej jest sprawa byłej targowicy. Po co ludziom ćmić w głowach, że będzie tam duży kompleks hotelowo - gastronomiczno - sklepowy, skoro nagle rozpoczyna się batalia z sąsiadującymi mieszkańcami o niedopuszczenie do budowy... stacji benzynowej!!! O ile uzasadnienie, że przy hotelu powinna być stacja benzynowa jest co najmniej idiotyczne, o tyle argumentacja burmistrza, i o tym że radni jego opcji chcieli sprzedać teren taniej, po to by mieć wpływ na sposób zagospodarowania terenu przez nowego właściciela, jest już niestety super idio...! (kto czyta, wie o co chodzi!!!). Więc to, że będziemy mieć na targowicy nowoczesną stację benzynową, jest "zasługą" radnych KOZŻ i SLD. Dlatego też bez żadnych wątpliwości mogę spokojnie stwierdzić, że wielu lokalnych dygnitarzy zamiast we władzach miasta widziałbym jednak w oślej ławce politycznego przedszkola. Obawiam się jednak, że mieliśmy porządną "targowicę" - z historią (aczkolwiek) nie mającą nic wspólnego, mieliśmy marzenia o wspaniałym kompleksie turystyczno - coś tam, coś tam, a ostanie się nam, potrzebna zresztą, jak ś... dzwonek, nowoczesna, na najlepszym europejskim poziomie, stacja benzynowa. Obym się nie mylił.
Kazimierz Semik