OPOWIEŚCI ( NIE ) Z TEJ ZIEMI, WIĘCEJ
OD PIECHURA.
Obwód Łowiecki K.Ł. "Knieja" w Cięcinie należy do najcenniejszych w Beskidach. Rozciąga się on na północno-zachodnich stokach Lipowskiej, Rysianki i Romanki, sięgając długimi - wijącymi się jęzorami górskich wąwozów poza tereny zabudowane wsi, Juszczyna, Cięcina i Żabnica.
Kiedy Czesiek Świniański z Juszczyny zaczynał polować podstawowym "środkiem lokomocji" myśliwych były ich własne nogi. Latem wyjść na kozła pod Kiczorę, czy Przypór, to był spacer. Jesienią stawić się na zbiórce na zbiorowym polowaniu w Cięcinie Górnej, też nie było problemu, ale kiedy przyszło zimą - gdy śnieg zasypał polne przejścia - iść na zbiórkę do leśniczego Birgera w Żabnicy Skałce, przemierzając ponad 20km przez Juszczynę, Bystrą, Brzuśnik, Cięcinę, Węgierską Górkę, aż na koniec Żabnicy - śmiechu nie było.
A to było dopiero "W Imię Ojca", bo potem - w kopnym i głębokim po pas śniegu - dawając zmiany brnęło się pod szczyt Romanki, skąd po zakończeniu polowania schodziło się do Birgera i z powrotem do Juszczyny. Kiedy tak człowiek "nakręcił" za dzień tych kilometrów więcej niż piechur, to wiedział skąd mu nogi wyrastają.
Bywało, że z Romanki wracali bez jednego strzału, bo "Ponbócek scynścio nie doł", ale nawet wtedy powiadali z odrobiną autoironii, - przymrużając żartobliwie oko - że "Myśliwski chleb ciężki ale pewny". Bo "ciężki" - kiedy się tak chodziło z flintą na ramieniu po lesie, to on taki straszny nie był, ale "pewny to był na pewno" .
Czesiek poluje ponad 30 lat i należy do tych myśliwych, którzy kontakt z przyrodą, wesołe towarzystwo myśliwych i pewną iście rycerską romantykę tego hobby, przedkłada nad pozyskanie zwierzyny. I dobrze, bo gdyby swoje myśliwskie wyjścia przeliczał na celne strzały, to na pewno dawno by nie polował.
Dla tego ten "pewny chleb" dla kogo, jak dla kogo, ale dla Cześka to traktować należy tak z przymrużeniem oka.
Dzisiaj Czesiek jak wielu innych myśliwych na polowanie jeździ samochodem, ale przecież kiedy przyjdzie zima i trzeba zaopatrzyć paśniki, czy w czasie wysokich śniegów przedeptać do nich ścieżki dla sarn, nawet dwa razy w tygodniu do lasu wyjść mu się nie ciąży. Donosi siano, sól, zaopatruje podsypy dla bażantów i kuropatw w paszę, a jak trzeba to i wymiecie spod nich śnieg, żeby nie tylko bażant, ale i skowronek jak przyleci ku wiośnie mógł się w nich pożywić. Bo - jak powiada - myśliwy powinien dbać nie tylko o zwierzynę łowną, ale o całe stworzenie, bo ono - podobnie jak człowiek - też jest częścią natury.
Stary Nemrod