POWRÓT DO KORZENI.
Rozmowa z Ireną i Antonim Kruczyńskimi, sponsorami i sympatykami klubu piłkarskiego „Koszarawa” w Żywcu.
W życiu każdego człowieka najważniejsze podobno są korzenie. Czy to właśnie zdecydowało o tym, by zainteresowali się Państwo losami żywieckiej „Koszarawy”?
Antoni Kruczyński: Rzeczywiście coś w tym jest... Po latach wraca się myślami do początków... Pochodzę z Rudzy, najstarszej dzielnicy Żywca. Już od najmłodszych lat grywałem w piłkę, najpierw na placu niedaleko dzisiejszego skrzyżowania ulic Świętokrzyskiej i Żeromskiego. Tam kopałem w szmaciankę. Później razem z kolegami chodziłem na boisko "Koszarawy". Tam się wychowałem i tam spędziłem młode lata.
Irena Kruczyńska: Ja również pochodzę z rodziny o dużych tradycjach piłkarskich. Pamiętam, że jako mała dziewczynka chodziłam razem z rodzicami na mecze "Stali Mielec". Tak, że sport nie jest mi obcy.
W Żywcu panują bardzo dobre warunki dla reklamy przez futbol - wystarczy wspomnieć ilość kibiców na meczach z okazji 90-lecia klubu. Czy w takim razie Państwo pomyśleli również o tym, by przez futbolistów zyskać rynek polski?
Antoni Kruczyński: Moim zdaniem tak mało ludzi przychodzi na mecze, że nie może tu być mowy o pozyskiwaniu klientów przez taką reklamę. Zresztą nie o to mi chodzi. To sam klub potrzebuje reklamy, choćby takiej, z jaką mieliśmy do czynienia podczas obchodów 90-lecia klubu. Wtedy tłumy przyszły na mecz. To budujące!
Państwa marzenia związane z najstarszym żywieckim klubem?
Antoni Kruczyński: Oczywiście awans drużyny - to po pierwsze. Równie ważne, a może nawet ważniejsze, jest zaistnienie klubu w życiu społeczności. Można to osiągnąć jedynie przez reklamę klubu - mówiłem o tym już wcześniej. Ważnym zadaniem ciążącym na barkach zarządu jest zainteresowanie problemami i radościami klubu sponsorów, tak żeby mieć fundusze na jego rozwój.
Irena Kruczyńska: Wydaje mi się równie ważnym zadaniem, jakie stoi przed klubem, zachęcenie dzieci i młodzieży do gry w piłkę. Stworzenie im warunków dla prawidłowego rozwoju - to przecież także kształcenie i wychowanie młodego pokolenia. Trzeba w to zainwestować niemało trudu i pracy, ale czyż efekty nie będą warte tego wszystkiego?!
Antoni Kruczyński: No tak, inwestowanie w zawodnika, w jego treningi przynosi efekty dopiero po jakimś czasie. Ale na to warto chyba poczekać.
Jak będzie wyglądała współpraca Państwa z innymi organizacjami sportowymi Żywiecczyzny?
Antoni Kruczyński: To pytanie raczej do zarządu klubu. Z naszej strony bardzo zależy nam na rozwoju dobrych stosunków z innymi klubami. Wszyscy pamiętamy bezsensowną, nie całkiem sportową rywalizację między istniejącymi na terenie miasta klubami. Może lepiej byłoby nawiązać współpracę, która przyniosła by widoczne efekty. Z drugiej strony przykre jest to, iż władze miasta nie wykazują chęci nie tylko w promowaniu "Koszarawy", ale także w nawiązywaniu kontaktów między organizacjami sportowymi naszego regionu.
Dziękując za rozmowę, pytamy czego można Państwu życzyć, nie tylko w przygodzie z piłką nożną?
Antoni Kruczyński: Zdrowia, przede wszystkim zdrowia. Poza tym może większej kultury wśród kibiców, prawdziwego zaangażowania w życie klubu, a nie tylko bijatyk i pijaństwa na meczach. No i może efektów ciężkiej pracy trenerów w postaci awansu drużyny.
M.S.