Nad Sołą i Koszarawą - nr 5 (60) - rok IV - 1 marzec  2001

 poprzedni artykuł   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

PROSTO Z MOSTU.

Ogarnia mnie przerażenie, gdy włączam telewizor. To samo w radiu, i w dziennikach prasowych. Chodzi o wiadomości. Od jakiegoś czasu prym wiodą "kryminałki". Albo kogoś zastrzelono w wyniku mafijnych porachunków, albo znaleziono martwe noworodki, najczęściej w pojemnikach na śmieci, albo złapano kolejną grupę przestępczą, która okradała, gwałciła bądź pobierała haracze. Doszło do tego, że przyjeżdżający do nas ludzie z zagranicy, najczęściej polonusi, wyobrażają sobie nasz kraj, jako jeden plac rozboju, gwałtów, z chmarą rozmaitych złodziei. Jeśli do tego dodamy systematyczne aresztowania, z tytułu "przekrętów" finansowych, korupcji, łapownictwa, na czele z byłymi ministrami, to z kolei mamy obraz kraju, gdzie ze świeczką trzeba szukać uczciwego człowieka. Chyba coś tu nie tak. Przecież ogromna rzesza ludzi, pracuje od świtu do nocy, często za marne pieniądze, ogromna masa młodzieży podnosi swoje kwalifikacje, zaś bezrobotni, renciści i emeryci, w większości w bólu, wiążą koniec z końcem. Wcale nie marzy mi się powrót do Dziennika Telewizyjnego sprzed lat, gdzie zawsze ktoś, z jedynie wtedy słusznej władzy, albo przecinał wstęgę, odwiedzał uśmiechnięte załogi, lała się obficie surówka w hutach, a na powierzchnie wyjeżdżały kolejne milionowe wózki czarnego złota. Nie. Ale czy naprawdę w tych ciężkich czasach, nie mamy swoich cichych bohaterów, którzy w pocie czoła, obdarzeni niebywałym talentem, dokonują niezwykłych rzeczy, prostując skrzywiony obraz dzisiejszej rzeczywistości. Media gonią za sensacją, opisując z detalami zbrodnie, mechanizmy finansowych przekrętów, czy też zwykłe podłe uczynki, których dopuszczają się ludzie różnych stanów. W tym tyglu brudu, nieszczęść poszkodowanych, brak jest iskierki nadziei, przysłowiowego światełka w tunelu. Jeśli do tego dodamy, prawie że chamską walkę polityczną, na wszystkich szczeblach władzy, która eksponowana przez środki masowego przekazu dociera do nas - to po prostu nie chce się żyć. Na tle tej czarnej scenerii w kraju, nie inaczej mamy na własnym podwórku. Weźmy nasze miasto Żywiec. Obecna kadencja Rady Miasta, to potok nieprzerwanych kłótni i kalumnii rzucanych w siebie, przez dwie zwalczające się opcje (AWS - KOZŻ) z wciąganiem w tę walkę, paru radnych SLD i niezrzeszonych. Przecież walczą ze sobą dwie opcje, które do wyborów szły, wspólną prawoskrętną drogą. Mieszkańcy miasta w rozmowach towarzyskich, i nie tylko, zadają sobie pytanie. Czy Ci, którzy zostali wybrani w drodze demokratycznych wyborów samorządowych, pamiętają jeszcze rotę ślubowania? Chyba już nie. Od paru miesięcy, w gazetach regionalnych, lokalnych, a nawet ogólnopolskich, szukam informacji o tym, co zostało w mieście zrobione, w zakresie gospodarki komunalnej, mieszkaniowej, budownictwa, rolnictwa czy komunikacji? I co. I nic. Trudno panowie włodarze żyć legendą nowego mostu. Nawiasem mówiąc, pytanie. Co dalej z rozjazdami z tegoż mostu w kierunku na Kraków? Stan dróg, chodników, elewacji budynków, jaki jest każdy widzi. Wystarczy odrobinę deszczu, by nie móc spokojnie przejść wzdłuż głównych ulic miasta (nie mówiąc o bocznych). Ale jak może być inaczej, skoro czytamy, widzimy i czujemy, wzajemną niechęć, między szefostwami największych ugrupowań w Radzie Miasta. Jak można myśleć o rozwoju, o perspektywie rozbudowy infrastruktury miejskiej, skoro cała "para idzie w gwizdek"? Ostatnio w prokuratorów i sądy. Jak można myśleć o współdziałaniu, między szefami organu uchwałodawczego z wykonawczym, skoro ich tzw. szczere rozmowy, odbywają się, nie w urzędzie, Radzie Miasta, a w prokuraturze bądź sądzie. Panowie - przecież ludzie to widzą, czują i czytają. Gorzej, odbija się to na pracownikach tegoż urzędu, a co za tym idzie na petentach. W rozmowie z jednym z pracowników urzędu, dowiedziałem się, że czują się coraz gorzej. Nie bardzo wiadomo, kogo słuchać, Zarząd swoje a prezydium rady swoje. Każdy chce być ważniejszy, a biedny urzędnik pośrodku. I jak powiedział tenże pracownik "cokolwiek zrobię, to i tak dla jednej ze stron zrobię źle". Jak może być dobra atmosfera we władzach miasta, atmosfera twórcza, skoro na sesji omawia się ważkie sprawy dla miasta, i trzeba przyjąć wspólny kierunek, a w przerwie obrad "wodzowie", idą do Sądu Pracy na rozprawę, gdyż jeden drugiemu udzielił kary regulaminowej, ten drugi się odwołał i "w pierwszym starciu", wygrywa, gdyż ten pierwszy, udzielając kary naruszył przepisy kodeksu pracy. Panowie, kłania się Fredro, ze swoją "Zemstą". Toż to są kpiny, z bądź co bądź, wysokiego, bo magistrackiego urzędu. Jak można myśleć wzajemnie i twórczo, by było lepiej w mieście, jak spożytkować siły jego mieszkańców, skoro burmistrz musi myśleć o obronie w sądzie, gdzie przeciw Niemu skierował sprawę, Przewodniczący Rady Miasta, w imieniu części radnych. Czy panowie sobie nie zdają sprawy z tego, że społeczeństwo się z Was śmieje? Ale uwaga! Śmieje się do czasu. Pierwszą reakcją, na Wasze wygłupy, jest zapoczątkowana kampania przez członków miejscowej Unii Pracy, której celem jest doprowadzenie do przeprowadzenia referendum, w celu odwołania całej Rady Miasta (do 10 lutego zebrano ponad połowę wymaganych podpisów - ponad 1300 - a akcja trwa do 19 marca br.). Działacze Unii Pracy liczą na włączenie się do akcji pozostałych ugrupowań lewicowych (SLD i BSL). Lista zarzutów wisi na prawie każdym wolnym płocie, czy tablicy ogłoszeń, i w swej treści jest żenująca dla włodarzy miasta, tak z jednego jak i z drugiego ugrupowania. I dlatego obu rękami, podpisuje się pod apelem SLD (opublikowanym w lutowym numerze G. Ż.) - panowie weźcie się w garść i rozwiążcie się, aby nadal nie przynosić miastu wstydu. Chyba Was na to stać.

Kazimierz SEMIK

P.S. O rodzącej się w bólach, na Żywiecczyźnie, Platformie Obywatelskiej (czytaj: tratwie ratunkowej), czyli, o przemieszczaniu tych samych nazwisk z prawej strony do centrum, oraz powiatowych przepychankach - za dwa tygodnie. 





 

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.