PRZECHYTRZYĆ ŚMIERĆ.
Człowiek ze swoimi lękami i fobiami zawsze fascynował badaczy. W dzieciństwie boimy się ciemnego pokoju, nieznajomych dziwnych ludzi, smoków i czarownic. Z wiekiem nasze strachy,
podobnie jak marzenia, stają się bardziej realistyczne i przybierają czasami widmo szefa, czy utraty pracy. Jest jednak lęk, z którego nie wyzwoliliśmy się, mimo że podobno żyjemy w XX wieku. Tym, co nas przeraża, jest lęk przed pochowaniem żywcem. I choć dzisiaj jest to raczej wykluczone, to jednak ten upiorny temat nie powstał w nierealnym świecie naszej wyobraźni, lecz jest wynikiem odkrycia nielicznych takich przypadków.
Podobne lęki i frustracje towarzyszyły naszym przodkom. Aby ograniczyć takie przypadki, stosowali różne metody. Pierwszą powszechnie stosowana była zwłoka. Ma ona dać człowiekowi jeszcze parę godzin, czasem dni, by przechytrzyć śmierć i obudzić się przed pochówkiem.
O tym, że takowe działanie miało sens świadczy przypadek Anny Czepielak z okolic Milówki, która zmarła 5 lutego 1701 roku. Została już przygotowana do pochówku, to znaczy obmyta, ubrana w śmiertelną koszulę i złożona w trumnie. Kiedy tak czekała - pośród modlitw i lamentów - na wyruszenie w ostatnią drogę, jej mąż udał się
na plebanię, by zamówić pogrzeb. W trakcie omawiania uroczystości żałobnych przybył na plebanię zięć i oznajmił: "Matka wstała i księdza woła..." Zaskoczeni takim obrotem sprawy żałobnicy wraz z wikarym udali się na miejsce zdarzenia. Tam "zmarła" oświadczyła, że: "była w izbie jednej, w której jasność wielka była, a w tej widziała dzieciątko, które krzyż w ręku trzymało, mówiąc jej: Jak się ludzie nie poprawią, będę ich krzyżem karał". Po zdaniu relacji, nie zgodziła się zdjąć śmiertelnej koszuli, gdyż - jak oznajmiła - jej powrót jest tylko chwilowy. I tak, jak powiedziała, dziewiątego dnia ponownie umarła.
By obudzić zmarłego, nakazywano głośno modlić się i śpiewać. Jednak o wiele lepsze efekty przynosiła metoda doświadczalna. Polegała ona na poddawaniu próbom ciała nieboszczyka. Przenoszono więc zwłoki z pomieszczeń chłodnych do gorących lub na odwrót. Niektórzy zalecali, by zmarłych łaskotać, bić, a nawet przypalać rozgrzanym przedmiotem. Rzadziej stosowanym, a na pewno skutecznym było "uśmiercanie trupa". Polegało ono na tym, że denatowi podcinano żyły, by mieć pewność zgonu. Tak zabezpieczała się między innymi Elżbieta Orleańska, która w 1696 roku napisała: "Niech mnie wprzód dwa razy zatną brzytwą w stopy..."
Jacek Kachel
|