PERŁA FOLKLORU BESKIDZKIEGO ,CZYLI MUZEUM JAŚKA TALIKA W CIŚCU.
Na pocies haw! pod grape! na góralski gawyndy, śpiywaniji grani. No i Małe Muzeum ji rzeźby hawok tes mom.
Taki napis widnieje na tablicy przy drodze w Ciścu Małym, gm. Węgierska Górka w województwie bielskim. Jest to jedna z nielicznych tego typu placówek zbudowanych od podstaw rękami jednego człowieka.
Prywatne Muzeum Jaśka Talika "Ocalenie". Było nas dwanaścioro. Ojciec zmarł -wtedy gdy ja się narodziłem tzn. w 1926 roku. Prowadzenie 12 morgowego gospodarstwa na graniach przypadło matce, która wychowała nas w duchu miłości i szacunku do ludzi, chleba i pracy. W 1939 roku ukończyłem 6 klas szkoły powszechnej. Uczyłem się dobrze. Potem już jako samouk nauczyłem się jeszcze wielu rzeczy. Umiem grać na heligońce, na trąbce, na bębnie, na kontrabasie i harmonijce ustnej, a jak potrzeba to zaśpiewam piosenki takie, jakie śpiewało się w mojej młodości. Okupację spędziłem u bauera w Sopotni Małej. Życie nas nie rozpieszczało. Należę do tego pokolenia, które wie co to jest przednówek, jak transportuje się obornik w koszyku na plecach, jakie korzonki wyorane na wiosnę nadają się do jedzenia. W 12 roku życia powoziłem już parą koni.
W 1947 roku Jan Talik ożenił się z Zofią Bednarzówną. Mają dwoje dzieci. W 1973 roku wybudowali dom piętrowy i budynki gospodarcze. Włączył się też w życie swojej wsi. Pracował w GS-ie, był przewodniczącym kółka rolniczego, współpracował z miejscowym bankiem spółdzielczym i kołem gospodyń. Grywa po weselach, organizuje uroczystości wiejskie, pisze teksty i scenariusze. Ostatnio zastałem go w czasie wykonywania masek obrzędowych dla miejscowych kolędników.
A skąd ta myśl o budowie muzeum i dlaczego "Ocalenie"?
Obok domu - opowiada Jan Talik - jest grapka podarowana nam przez sąsiadów. W czasie jej porządkowania czyli jak to się mówi "przyprowadzania do kultury" w kupie kamieni na którą spadały gałęzie z obcinanego jesiona leżały 2 pociski artyleryjskie. Cudem ocaleliśmy wraz z synem. Mogliśmy przecież zginąć. A poza tym zaczęła mnie nękać choroba stawów, miałem trudności w chodzeniu, a przy tym nachodziły mnie różne myśli i refleksje nad sensem życia, czy aby już wszystko mam poza sobą, czy nie powinienem czegoś trwałego po sobie zostawić. Choroba cudem ustąpiła, a ja w podzięce Bogu postanowiłem jeszcze coś zrobić. I tak powstała myśl wybudowania domku, potem drugiego, a w nich zgromadzenia sprzętów gospodarskich i przedmiotów codziennego użytku, które dziś znalazły się na strychach i śmietnikach, by ocalić je od zapomnienia.
W roku 1984 na przydomowym stoku stały już 2 drewniane domki na kamiennej podmurówce. Część eksponatów pochodzi z domu rodzinnego autora, część od ludzi ze wsi, a resztę sam podorabiał takim samym sposobem jak czynili to jego dziadowie i pradziadowie.
Sąsiedzi się przyglądali i z zaciekawieniem pytali co to będzie. Ja żartobliwie odpowiadałem, że dom spokojnej starości. Pojawił się też wójt, bo budowa realizowana była bez zezwolenia, ale skoro pomysł zaakceptował, kamień spadł mi z serca.
Potem zjawiła się telewizja z Katowic i z Warszawy, a w ślad za nimi zaczęły przychodzić wycieczki. Najpierw dzieci szkolne, z najbliższej okolicy, potem z Polski i z zagranicy.
Gospodarz - kustosz i aktor w jednej osobie ubierze się w góralski strój, wita gości serdecznie, zagra na heligonce, zaśpiewa i opowie jak to drzewiej bywało. Jak potrzeba zawezwie do pomocy małżonkę Zosię, która wesprze go na wakacie. Zademonstruje też jak to dawniej robiło się kaszę jęczmienną, jak meło się zboże na chleb, albo przędło na kołowrotku.
Jakie to przynosi skutki przytoczę wpis z książki pamiątkowej otwartej na chybił trafił.
"Dzięki wspaniałemu Panu Janowi i jego współmałżonce mieliśmy okazję podglądnąć obyczaje i zwyczaje, wysłuchać przyśpiewek górali beskidzkich prawie już nie funkcjonujących współcześnie. Zachwyciła nas przede wszystkim prostota, bezpośredniość i gościnność, a nade wszystko humor gospodarza. Z całą pewnością będziemy zachęcać innych do odwiedzenia tej prawdziwej "perły" folkloru beskidzkiego."
"Serdecznie dziękujemy za góralskie opowiadanie i śpiewanie Pana Jana i małżonki oraz za grę na oryginalnych instrumentach góralskich
Jest Pan drogocenną perłą w kulturze polskiej. Życzymy wielu lat w zdrowiu i szczęściu."
H. Woźniak
|