Nad Sołą i Koszarawą - nr 19 (50) - rok III - 1 października 2000

 |poprzedni artykuł|   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

"Witojcie na Hołdymasie" w Brzuśniku

 

   W upalne, niedzielne popołudnie 20 sierpnia 2000r. barwny korowód brzuśniańskich gospodyń, ubranych w tradycyjne, góralskie stroje, rozpoczął wiejskie dożynki. Pochód otwierała, niosąc wielki bochen chleba, przewodnicząca Koła Gospodyń Czesława Kłusak. Gospodynie witały mieszkańców i gości zebranych na boisku szkolnym tradycyjną pieśnią "Plon niesiemy plon". I tak, po upływie wielu lat od ostatnich dożynek w Brzuśniku, grupa kobiet pokusiła się o uroczyste, huczne świętowanie zakończenia żniw i zbierania plonów. Przygotowały ciekawe przedstawienia i urządziły wspaniałą zabawę. Impreza ta miała na celu kontynuowanie tradycji, a przede wszystkim zintegrowanie we wspólnej zabawie społeczności wsi. Część artystyczną prowadziła, z właściwą sobie góralską swadą, niezmordowana założycielka i kierowniczka zespołu "Grojcowianie" Jadwiga Jurasz. Przedstawiła zaproszonych gości, wśród których byli między innymi przedstawiciele: Urzędu Gminy w Radziechowym - Wieprzu na czele z wójtem Wojciechem Czechem, przedstawiciele samorządu lokalnego, gminnego i powiatowego. Wszyscy zajmujący miejsca za "stołem honorowym" zostali obdarowani pięknymi wieńcami dożynkowymi oraz przyśpiewkami zawierającymi celne spostrzeżenia, obserwacje i życzenia, najczęściej zaprawione dużą dawką humoru. Panie zaśpiewały kilka pięknych pieśni. Były wśród nich znane ale znalazły się też i takie, które ułożyły specjalnie na tę okazję mieszkanki Brzuśnika: Józefa Ryżka i Ludwika Świniańska. Mówiły w nich o pracy na wsi, która choć ciężka, daje wielką radość z tak bliskiego obcowania z przyrodą. Pracy, która jest wartością, nie tylko w sensie wymiernym, przeliczalnym na złotówki, ale przede wszystkim wartością dającą poczucie spełnienia, uczłowieczenia i urzeczywistnienia się. W owych pieśniach dało się słyszeć o radościach współczesnej wsi, coraz bardziej nowoczesnej i zmechanizowanej. Ale w gorzkich słowach śpiewano też o ziemi, której nie opłaca się uprawiać, więc leży odłogiem. Ziemia, która od wiek wieków była świętością, żywicielką, przedmiotem pożądania teraz zarasta chwastami. Starsze pokolenie ze zgrozą patrzy na leżące odłogiem pola. Nie może zrozumieć młodych, którym bardziej opłaca się kupić kilka worków ziemniaków niż zasadzić i cieszyć się swoim plonem. Żal za innym niż obecny, stosunkiem ludzi do ziemi, wyraziła w swojej pieśni, bardzo ekspresyjnie zaśpiewanej, Ludwika Świniańska.

Gdy sięgam pamięcią w moje młode lata
Wspominam wiosny, jesienie i lato,
Wyobraźni oczyma widzę żyzne pola
Gdzie rosły ziemniaczki, zboże i fasola.

Falujące łany srebrzystego żyta
Koniczyny pachnącej, co właśnie zakwita
A teraz pola porosłe chwastami
Palącą pokrzywą. Perzem i ostami ....


   Następnie miał miejsce niecodzienny pokaz młócenia zboża cepami. Wszyscy podziwiali wspaniałe umiejętności czterech pań, no i najprawdziwsze cepy, korytko i wóz drabiniasty. Zrobiło się trochę jak w skansenie; inne czasy, inny świat, który bezpowrotnie minął. Wreszcie przed publicznością wystąpił zespół "Grojcowianie", który żywiołowo zaprezentował wiązankę tańców i piosenek góralskich. Trochę smutku, żalu i nostalgii, ale dużo więcej radości, zadowolenia i szczęścia towarzyszyło temu spotkaniu. Nogi same rwały się do tańca, ale nieznośny upał "studził" owe zamiary. Rozsądniej było przeczekać w cieniu, przy zimnym piwku do zachodu słońca, dopiero potem dać się porwać muzyce.
   Tymczasem można było podziwiać pomysłowo udekorowane boisko, na które "zapraszały" słomiane kukły. Była wystawa plonów, tego, co urodziło się na brzuszniańskich polach i była też piękna ekspozycja wspaniałych kwiatów, które zdobią obejścia wsi. Przybył również ksiądz proboszcz Stanisław Jania, którego obecność podkreślała religijny charakter dożynek, jako obrzędu dziękczynnego Bogu za Jego dary. Wieś się zmienia, więc z roku na rok jest inna. Wielu nie może odżałować tego, że w ciszy letniego popołudnia nie da się usłyszeć już pobrzękiwania kos, chrzęstu koszonego łanu, a i o monotonny warkot młockarni coraz trudniej. Teraz królują kombajny! I pomyśleć, że one też kiedyś pójdą do lamusa ... Co wówczas? Może choć dożynki pozostaną ...

tekst: Lucyna Dudys foto: Dorota Ryżka

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.