Żywiecczyzna na starych pocztówkach
Początek powszechnego zainteresowania górami i aktywnym wypoczynkiem przypada na drugą połowę XIXw. W tym czasie po południowej stronie Karpat powstały dwa wielkie węgierskie towarzystwa turystyczne. W Beskidzie Żywieckim, do czasu założenia Oddziału Babiogórskiego i towarzystwa " Beskid," od 1893r. działało zasobne w pieniądze niemieckie towarzystwo Beskiden-Verein. Niemcy wybudowali liczne, wzorowo urządzone schroniska otwarte latem i zimą. Od samego początku w celach propagandowych Beskidenverein zaczęło wydawać niezwykle efektowne pocztówki. W poprzednim numerze przedstawiliśmy tylko cztery przykłady niemieckich kart pocztowych w zestawieniu z pocztówkami polskich towarzystw. Tak więc nie tylko w zagospodarowaniu Beskidów, ale i w wydaniu kart pocztowych ze schroniskami z naszych terenów Niemcy wyprzedzili sekcje i oddziały Towarzystwa Tatrzańskiego. Schroniska będące końcowym efektem i namacalnym dowodem obecności towarzystw na danym obszarze okazały się chwytliwym propagandowym tematem większości wydawanych pocztówek. Beskid Żywiecki będący wymarzonym terenem do długich wycieczek, od Zawoji przez Jeleśnię po Zwardoń, z rozległymi, otoczonymi lasami, łatwo dostępnymi szczytami, przyciągał rzesze turystów. Nieomal w całości lasy należały do arcyksięcia Karola Stefana; który dbał o zniszczone rabunkową gospodarką drzewostany. W dobrach tych turysta spotykał schludne domki gajowych, z tanim noclegiem i posiłkiem. Koniopłaje i leśne drogi budowane, w jego wzorowo utrzymywanych gospodarstwach leśnych, stały się pierwszymi i najwygodniejszymi szlakami turystycznymi. Czasy, kiedy nauczyciel geografii wybierał się w góry po to aby młodzi ludzie zetknęli się bezpośrednio z poznawanym przedmiotem odchodzą w zapomnienie. Oto fragment relacji z wycieczki w Beskid Żywiecki nauczyciela z Poznania: " W dół po stokach Mędralowy zniżających się do doliny Koszarawy, gdzie na wysokich brzegach ukazują się czarne domostwa. Jednym z nich gajownia. Nad drzwiami tabliczka z dość

zagadkowym napisem: Erzherzog Albrecht. Z przyjemnością poznaję w naszym gospodarzu dawnego znajomego. Poznanie ułatwił brak ręki utraconej w wojnie. W styczniu 1919r. wiódł mnie z chłopakami narciarzami na Pilsko, skąd słyszeliśmy armaty bitwy pod niedalekim Skoczowem z bratnimi Czechami o polski Śląsk Cieszyński. Nienajgorzej było. Przede wszystkim suszenie. Żerdzie nad piecem uginały się pod ciężkimi pelerynami, płaszczami, obuwiem i pończochami. Na kominku smaży się jajecznica z całego kosza jaj. Dużo mleka, chleba i masła, czego dusza zapragnie. Po wieczerzy wymoszczono izbę słomą, na niej zwalone poduchy i pierzyny utworzyły niezgorsze Beskidy”. Dawno zapomniano o tym, że pierwsza faza walki z germanizacją Beskidów trwała aż do 1918r. i zakończyła się po roku 1945. Niemieckie wycieczki składające się nawet z kilkuset osób z orkiestrą dętą, z chorągiewkami i z kuchnią polową robiły fatalne wrażenie. Na szlakach pozostawały śmieci-papierowe, blaszane, szklane, różnokolorowe wielkie i małe. Łąka na Błatni zawsze była pokryta porozbijanymi flaszkami z wódki. PTT w okresie międzywojennym, wszędzie tam gdzie Beskidenverein miał obiekty, zakładało stacje turystyczne. Niemcy do powstałych przed I wojną schronisk dodali wzniesione w 1930r schronisko na Hali Lipowskiej. W 1937r. utracili schronisko na Babiej Górze. Z największym rozmachem działał Oddział Żywiecki pod kierownictwem Mieczysława Mączyńskiego, dysponujący czterema schroniskami. Największym jego sukcesem było przejęcie całego pasma Wielkiej Raczy i udostępnienie go naszym turystom. Wytyczono niebieski szlak okrężny, prowadzący ze Zwardonia na Pilsko, o długość 60 km. rozpoczynający się na Baraniej Górze. Po wkroczeniu Niemców do Polski wszystkie schroniska przejął Beskidenverein. W czasie wojny tylko nieliczne udało się ocalić od dewastacji dzięki zapobiegliwości gospodarzy. Ocalałe schroniska na Markowych Szczawinach, Leskowcu, Pilsku, Rysiance, Lipowskiej i Boraczej po zakończeniu wojny były w opłakanym stanie. Do naszych czasów nie dotrwało urocze schronisko z Pilska w 1953 r., niedopałek papierosa upuszczony przez śpiącego, pijanego turystę spowodował pożar i przez 25 lat turyści korzystali z przystosowanych do tego celu ocalałych budynków gospodarczych. Schroniska wraz z postępującym czasem zmieniły swój wygląd. Niech te pocztówki przypomną nieistniejące, lecz niezapomniane sylwetki schronisk, które pomimo upływu wielu lat żyją w naszej pamięci.

Marek Kubica i Jan Puda.