Z pielgrzymką do Fatimy i Lourdes
Księstwo Andory
(Principat d'Andorra)
Po pokonaniu licznych dolin i płaskowyżów docieramy do Andory. Jest to dziwne państwo, położone w samym centrum Pirenejów na wysokości od 800 do 3000 metrów, będące pod zwierzchnością prezydenta Francji i biskupa
hiszpańskiego z
Urgel. Księstwo istniało już w średniowieczu a pod powyższe zwierzchnictwo
dostało się już w XIII w. i tak to trwa do dzisiaj. Andora liczy około 453 km2 i mieszka tu 60000 mieszkańców. Stolicą kraju jest Andorra la Vella licząca 16 000 mieszkańców. Pozostała ludność mieszka w wioskach położonych w pobliżu. Jednostkami administracyjnymi jest 5 parafii. Język urzędowy kataloński, chociaż jest też w powszechnym użyciu hiszpański i francuski. "Na oświetlonych sklepowymi neonami ulicach, tłoczą się tłumy turystów robiących zakupy w wolnocłowych sklepach, a poza miastem leżą małe wioski, górskie jeziora i jedne z najpiękniejszych terenów narciarskich w Europie" (Europa - Przewodnik Pascal str. 35). Andora jest od wielu lat ośrodkiem międzynarodowej turystyki, która łącznie z emisją znaczków pocztowych dostarcza 80-90 % dochodu narodowego. Mówi się, że państewko to sprzedałoby własną duszę jako towar wolny od cła, gdyby dostało za nią dobra cenę. Dodać jeszcze należy, że prowadzona tu jest hodowla bydła, owiec i kóz, oraz uprawiane są zboża, ziemniaki i tytoń.
Kiedy wysiedliśmy z autobusu, wszyscy uczestnicy pielgrzymki ruszyli ochoczo na zakupy do supermarketu. Kiedy już porobili duże zakupy wzdychali, że ta taniość bezcłowa jest jednak mocno przesadzona. Potem przeszliśmy główną ulicą miasta, wciśniętą w głęboką dolinę o stromych zboczach, na której dnie płynęła wartkim prądem krystalicznie czysta rzeka. Domy pobudowane są ciasno, niektóre wkomponowane w zbocze. Mimo dużego ruchu jest czysto. Wszędzie szyldy sklepów, restauracji, kawiarni i
picerni, bo przecież z tego głównie żyją mieszkańcy Andory.
Z Andory zjechaliśmy na mesetę hiszpańską do Aragonii, gdzie nad rzeką Ebro leży
Saragossa. Miasto o burzliwej historii, będące pod władaniem Rzymu, potem przez cztery stulecia Arabów, a od 1118 roku w posiadaniu królów
Aragonii, jako ich stolica. Tu znajduje się sanktuarium Naszej Pani na Filarze, patronki wszystkich ludów hiszpańskojęzycznych. Jest tu bazylika 130 metrowej długości i 65 metrowej szerokości, z jedenastoma kopułami i czterema wieżami po bokach.
Był późny wieczór, a właściwie już noc. Wszystko było pozamykane, dlatego oglądaliśmy te wspaniałe arcydzieła architektury z zewnątrz. Swym ogromem i bizantyjskim artyzmem, budziły podziw i szacunek. Tutaj dwa razy Polacy walczyli z Hiszpanami. Raz za Napoleona (wąwóz
Samosiera), drugi raz w 1937r., w czasie wojny domowej.
10 kwietnia 1999r. nocą przejechaliśmy Starą Kastylię, minęliśmy Madryt i dotarliśmy do Toledo. Tu nad Tagiem ma siedzibę stolica religijna Hiszpanii.
"Cerwantes nazwał to miasto "skalistą powagą, chwałą Hiszpanii i światłem jej miast". Toledo początkowo było rzymską osadą, później stolicą królestwa Wizygotów, siedzibą emiratu Cordoby i cesarskim miastem za rządów Karola V. W średniowieczu miasto było głównym ośrodkiem nauk teologicznych, filozoficznych i przyrodniczych" (Europa - Praktyczny Przewodnik, Wyd. Pascal str. 56). Współistniały tu kultury chrześcijańska, żydowska i islamska, dlatego widać liczne kościoły, synagogi i
meczety. W średniowieczu słynęło z rzemiosła (stal damasceńska, miecze, sztylety), nauki i tolerancji religijnej. Zachowały się jeszcze arabskie mury obronne z bramami, alkazar (twierdza) oraz kościoły z XII, XII i XVI wieku. W architekturze, tak jak w
Saragossie, widać różne style, ale przebijają ozdobniki bizantyjskie, jako ślad długiego tutaj pobytu Arabów.
Uczestnicz
yliśmy w mszy koncelebrowanej, odprawianej po łacinie przez członków kapituły miejscowego biskupa. Dużo było we mszy śpiewu, z wspaniałymi głosami kapłanów i organisty. Szkoda tylko, że z braku znajomości języka, nie rozumieliśmy treści. Po zwiedzeniu zamku i murów wyruszyliśmy w dalszą drogę, już do Fatimy.
Od północy towarzyszyły nam przez długi czas Góry Kastylijskie i setkami kilometrów ciągnący się płaskowyż
mesety. Widać było ogromne, półsuche pola z rzadkimi dębami, czasem zabudowania gospodarskie i stada płowych krów, kóz i owiec skubiących zeschłą trawę. Przejeżdżaliśmy mosty,
gdzie w korycie płynęła mała strużka wody, gdyż opady są tu bardzo skąpe.
W miarę jak zbliżaliśmy się do Portugalii i Atlantyku, przybywało wilgoci oraz roślinności. Rosną tu dęby korkowe, dające cenny surowiec w postaci korka, eukaliptusy przeniesione z Australii, wykorzystywane najczęściej do produkcji papieru. Występowały one w postaci zagajników, bądź mocno rozrosłych, pojedynczych drzew. W Australii w swoim naturalnym siedlisku, osiągają do 150 metrów wysokości. Teren stawał się ludniejszy, lepiej wykorzystany rolniczo.
Fatima
Około godziny 18.00, po noclegu w autobusie i 36 godzinach jazdy dotarliśmy do Fatimy. Przejechaliśmy od Awinionu około 2000 km.
"To co wyróżnia Fatimę wśród wielu sanktuariów maryjnych, to niewielki dystans czasu od objawień. Żyje jeszcze w klasztorze w Coimbrze siostra Łucja, jedna z wizjonerek. Żyje też wielu z tych kilkudziesięciu tysięcy osób, które były w Fatimie 13 października 1917 roku i mogły obserwować "cud ze słońcem", widoczny dla wszystkich zgromadzonych, przybyli tu oni w ślad za innymi pielgrzymami na wieść o tym, że w Fatimie ukazuje się Matka Boża wzywająca do modlitwy" (Europa - Praktyczny Przewodnik, Wyd. Pascal str. 156).
Jak to się zaczęło? W przysiółku Aljustrel, 2 km od Fatimy mieszka troje dzieci: Łucja, Hiacynta i ośmioletni Franciszek. Są kuzynami. Ich codziennym zajęciem było pilnowanie stada na pastwisku. W kwietniu 1916r. cała trójka znajdowała się ze stadem w okolicy Loca de Cabeco. Tutaj trzykrotnie miały widzenie postaci anielskiej. W następnym roku 13 maja 1917r. trójka dzieci znajdowała się w okolicy Cowa de Iria, godzinę drogi od Arjustrel. Tu dzieci zobaczyły świetlistą postać pięknej pani, trzymającej w ręku świetlisty różaniec. Pani prosiła dzieci, aby przychodziły na to miejsce każdego 13 dnia miesiąca o tej samej godzinie, przez pięć miesięcy. Rozmawiała z nimi i wyznała im, że w październiku powie im kim jest i czego żąda. "W czasie drugiego widzenia, 13 czerwca, Pani obiecała zabrać wkrótce Franciszka i Hiacyntę do nieba. Łucja zaś pozostanie przez pewien czas na ziemi, bo Pan Jezus pragnie się nią posłużyć dla rozszerzenia czci Niepokalanego Serca Maryi" (Czesław Ryszka - Od Ostrej Bramy po Fatimę - Wyd. Apostolstwa Modlitwy - Kraków 1989 str. 101).
"Podczas ostatniego objawienia, 13 października Pani przedstawiła się dzieciom: "Jestem Matką Bożą Różańcową" i ponowiła prośbę o codzienne odmawianie różańca. Wyraziła życzenie, by w miejscu objawień zbudowano kaplicę. Nie obrażajcie więcej Boga, bo już i tak jest bardzo obrażany" -usłyszały dzieci na pożegnanie".
"Po tych słowach nastąpił "cud ze słońcem": słońce zdawało się wirować wokół swej osi, rzucając snopy różnokolorowych promieni. W pewnej chwili jakby oderwało się od sklepienia niebieskiego i całym pędem zaczęło biec ku ziemi. Całe zjawisko trwało przez 10 minut, mogły je obserwować dziesiątki tysięcy ludzi, zarówno zgromadzonych w Cova da Iria, jak i znajdujących się daleko od niej. Nazajutrz pisały o tym wszystkie gazety. Podawano różne interpretacje, ale nikt nie zaprzeczył samemu zjawisku"(Czesław Ryszka - Od Ostrej Bramy po Fatimę - Wyd. Apostolstwa Modlitwy - Kraków 1989 str. 107).
Franciszek zmarł w kwietniu 1919 roku, a rok później zmarła także Hiacynta. Dzieci otrzymały od Matki Boskiej trzy tajemnice. Pierwsza zapowiadała rewolucję październikową, przedstawiona jako piekło, druga wybuch II wojny światowej, a trzecia pozostała do dziś tajemnicą Jej treść spisała Łucja w 1943/1944r. Zapis ten przekazano papieżowi Janowi XXIII w roku 1958. Złożył go w archiwum watykańskim, jako dokument tajny. Żaden z papieży nie uznał za stosowne aby ujawnić te tajemnicę, dlatego na jej temat krążą różne spekulacje.
Do Fatimy zaczęli napływać pątnicy od zarania. Na miejscu objawienia zbudowano w roku 1920 kaplicę, a 13 maja 1928 roku położono kamień węgielny pod bazylikę Matki Bożej. 13 października 1930 roku, biskup ogłosił list pasterski, w którym uznał prawdziwość widzeń, jakie miała trójka dzieci, i oficjalnie zezwolił na kult Matki Bożej Różańcowej w tym miejscu.
12 maja 1982 roku Jan Paweł II, podczas pobytu w Fatimie, przy obecności około miliona pątników zawiesił różaniec na rękach statuy Najświętszej Maryi Panny.
Mieszkaliśmy w hotelu blisko Świątyni, prowadzonym przez polskich redemptorystów. Po kolacji uczestniczyliśmy w różańcu na placu Fatimskim. Jest to ogromny plac, wielkością przewyższający Plac Św. Piotra w Rzymie. Na froncie placu posadowiona jest Bazylika, a z boku, z lewej strony Kaplica Różańcowa, gdzie nastąpiły objawienia w 1916 i 1917 r. Uczestniczyliśmy w różańcu dla tłumów pielgrzymów z różnych stron świata. Potem była procesja na placu z zapalonymi świecami. Rozmodlony tłum posuwał się wolno za figurą, a Ave Maria rozbrzmiewało jednym głosem i rozumieli go wszyscy, bez względu na kolor skóry i kraj, z którego tu przybyli. Po granitowej ścieżce z boku placu, niektórzy pątnicy posuwali się na kolanach w kierunku figury, prosząc o sobie wiadome łaski.
11 kwietnia 1999r. o godz. 7.00 poszliśmy obejrzeć miejsce urodzenia Łucji, Hiacynty i Franciszka. Zachowały się do dzisiaj ich domy mizerne, wiejskie chałupy, z małymi izdebkami. Tu wśród głazów i zakamarków porośniętych suchą trawą, cierniami i krzewami, oliwką i dębami, odprawiliśmy drogę krzyżową. Ufundowali ją Węgrzy. Drogę zamyka kaplica Golgoty, z której tarasu widać panoramę Fatimy. Potem była msza święta dla wszystkich pielgrzymów, odprawiana przez miejscowego biskupa. Znowu widać było duży tłum, który zapełnił plac. Tłum ten emanował skupieniem i wiarą, jakby sam uczestniczył w objawieniu, które dokonało się tu 1917 roku.
Wieczorem ksiądz Jan Mamcarz odprawił mszę dla naszej grupy pielgrzymkowej, z intencją z okazji urodzin Pani Eleonory Śleziak. Klęczymy bardzo blisko statuy Matki Bożej. W jej rękach widać srebrny różaniec, zawieszony przez papieża Jana Pawła II w roku 1982. by podziękować za swoje ocalenie po zamachu na jego życie.
Na ulicach przy Bazylice i placu ożywiony ruch. Ludzie kupują dewocjonalia, figury, różańce i inne pamiątki. Kupują też świece na pamiątkę i ofiarę. Nasz ksiądz też gdzieś zniknął. Wiemy że poszukiwał figury Matki Bożej o dużym rozmiarze, którą mamy zakupić do naszego kościoła. I znalazł dużą statuę, wysoką na 1,20 m., która miała być wywieziona do Stanów Zjednoczonych na zamówienie Polonii. Zabierzemy ją do Rajczy.
12 kwietnia 1999r. rano uczestniczyliśmy we mszy świętej dla dwóch grup polskich i jednej czeskiej. Księża wspólnie odprawiali tę mszę. Ksiądz czeski czytał po czesku ewangelię i wygłosił kazanie. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy później powtórzył to kazanie po polsku. Okazało się że był Polakiem, a jego pobyt w Czechach to misja.
Przywieziono statuę Matki Boskiej, i po jej obejrzeniu przez uczestników pielgrzymki załadowano ją do luków autobusu. Zakończyliśmy pobyt w Fatimie i odtąd będziemy powoli przybliżać się do kraju. Nie będzie to jednak droga prosta, gdyż w planie mamy jeszcze Lourdes, La Salette, oraz Winterthur w Szwajcarii, z wodospadem na Renie.
Wyjeżdżamy z Fatimy z nadzieją, że będzie nam dane powrócić tu jeszcze. Jedziemy w kierunku Oceanu Atlantyckiego do Batalhy. Tu w roku 1385 spotkały się niewielkie siły portugalskie skupione wokół mistrza zakonu Aviz, Jana, z armią Kastylii, która chciała przyłączyć Portugalię do swego terytorium. Po zwycięstwie Portugalczyków, Jan zaczął budowę klasztoru i kościoła. Taki był początek jednego z najwspanialszych dzieł architektury portugalskiej Masteiro de Santa Maria de Vitoria, zwanego popularnie Masteiro de Batalha-Klasztorem Bitwy. Budowę rozpoczęto w 1388 roku i trwała ona w sumie 150 lat, z przerwami. Prawdę mówiąc budowy tej nigdy nie doprowadzono do końca. Mimo to stanowi ona wizytówkę Portugalii.
Po zwiedzeniu imponującego kościoła wyszyliśmy nad ocean do Nazare. Robiło się coraz cieplej, jak u nas w pełni lata. W ogrodach zachwycały kwiaty, ale również piękne gaje pomarańczowe i cytrynowe. Owoce opadłe na ziemię kusiły żeby je zebrać. Po 30 kilometrach jazdy dotarliśmy do Oceanu Atlantyckiego, do miasteczka rybackiego, Nazare, w którym przeszłość jest pomieszana z teraźniejszością. Młodsi pobiegli nad ocean, starsi też, ale wolniej, bo cóż by to było, żeby nie zamoczyć nóg i nie spróbować morskiej wody. Wściekła fala mruczała i biła groźnie w brzeg. Rozwścieczona zmyła skarpetki, chciała zabrać też buty. Widzieliśmy suszące się ryby, rozpłatane i rozłożone na dużych sieciach, na plaży, która ma tu około 4 kilometrów. W restauracji na plaży, jedliśmy ryby o wspaniałym smaku, przygotowane na dużych półmiskach. Ryby były smaczne a porcje potężne.
Potem wyjechaliśmy na klif o wysokości 110 metrów. Tam na górze mieści się pierwotna, najstarsza część Nazare.
W świątyni czczona jest bardzo stara figurka Matki Boskiej z Dzieciątkiem, którą według legendy osobiście wystrugał Św. Józef. Legenda ta świadczy o tym, że istnieje tu ona od początków chrystianizacji wybrzeża portugalskiego. Tu modlił się Vasco da Gama, kiedy wyruszał do Indii, tu przed nią klękali monarchowie, bo zawsze otaczana była powszechnym kultem. Figurę oglądaliśmy z bliska, bo zbudowano do niej specjalne schody a nad ołtarzem podest. Po zwiedzeniu kościoła wyszliśmy na rynek, położony tuż obok stromego brzegu. Na rynku, miejscowe handlarki sprzedawały na stoiskach owoce, orzechy i inne nieznane nasiona jadalne. Ubrane były w stroje ludowe, charakteryzujące się krótkimi kolorowymi spódnicami, spod których wyzierało kilka halek nakrochmalonych. Śniady kolor skóry mieszkańców tego miasta, świadczył o ich burzliwych dziejach. Mieszkańcy wybrzeży Portugalii wyruszali do krajów zamorskich, mieszali się z ludnością miejscową, i stąd ta śniadość skóry i charakterystyczne rysy, widać to szczególnie tu w Nazare. Jeden bok rynku przylegający do klifu jest zabezpieczony kamienną barierą, i stanowi punkt widokowy na ocean, czterokilometrową plażę i nową część miasta, ciasno zabudowaną nad samym brzegiem. Z góry, jak z lotu ptaka widać seledynową toń wody i białe grzywy fal rozbryzgujących się na złocistym piasku plaży.
Po zwiedzeniu tych wszystkich cudów, które na zawsze pozostaną w naszej pamięci, ruszamy w dalszą drogę, już powrotną. Zbliżał się wieczór.
13 kwietnia 1999r. we śnie przejechaliśmy Starą Kastylię, minęliśmy San Sebastian i słynny francuski kurort Biaritz nad Zatoką Biskajską. Kiedy uczestniczyliśmy w pierwszej pielgrzymce do Fatimy w roku 1996,i mieliśmy podobną trasę, zatrzymaliśmy się tu 15 września aby zażyć kąpieli w oceanie. Na brzegach było widać wtedy wysoko wilgoć po nocnym przypływie. W kałużach powstałych w załomach skał wygrzewały się kraby, oczekując kolejnego przypływu. Wielokilogramowa stułbia-olbrzym, wyrzucona na płyciznę, nie miała już szans powrotu do morza i wysychała na słońcu. Woda była ciepła, więc kąpaliśmy się z przyjemnością Ale to było w 1996 roku. Teraz minęliśmy zatokę i obudziliśmy się już w drodze do Lourdes, w Gaskoni. Znowu zaczęliśmy się piąć w kierunku Pirenejów, u podnóża, których leży Lourdes. Po zakwaterowaniu w hoteliku poszliśmy do świątyni oraz do groty, gdzie Bernadetta miała widzenie. Uczestniczyliśmy w różańcu i procesji. Nasz dziesięcioosobowy chór został wybrany do śpiewania w języku polskim. Ponieważ było zimno i padał rzęsisty deszcz, zwiedziliśmy Bazylikę i tu odprawiliśmy drogę krzyżową. W czasie procesji z lampionami, byliśmy zdziwieni wielonarodwym tłumem, który pojawił się na placu, mimo że padał tak ulewny deszcz.
c.d.n.
Stanisław Porwisz