Nad Sołą i Koszarawą - nr 8 (231) - 15 Kwietnia  2008

  |poprzedni  artykuł|  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|     |następny  artykuł| 

 


Witold Jerzy Gajzler

Witold Jerzy Gajzler urodził się 20 grudnia 1925 r. w Niwce k/ Mysłowic jako drugi syn Aleksandra i Matyldy.

Ojciec był nadsztygarem, a potem zawiadowcą kopalni, matka zajmowała się domem.

14-letni Witold, wraz ze swoim bratem, pracował na dole w kopalni. Podczas spinania wózków z urobkiem został przysypany, w wyniku czego doznał pęknięcia czaszki i wstrząsu mózgu. Złośliwie polecono mu asystować przy spawaniu, bez użycia okularów ochronnych, co spowodowało olśnienie oczu, kilkudniową ślepotę i trwałe uszkodzenie wzroku.

Uczył się w szkole podstawowej, gimnazjum i liceum w Sosnowcu. Po zdaniu matury w 1947 r. próbował dostać się na medycynę na Uniwersytet Jagielloński. Starania, mimo zdanego egzaminu, nie powiodły się i dlatego przez jeden rok studiował geologię. Swoje marzenie o medycynie zrealizował pomyślnie w następnym roku, gdyż tym razem posiadał odpowiednie zaświadczenia: jedno o pracy w kopalni, drugie o tym, że jako harcerz wyjeżdżał na zachód, odbudowywać ziemie odzyskane.

24 stycznia 1953 r. ożenił się ze Stanisławą, swoją szkolną koleżanką z liceum, z którą zdawał maturę, a potem studiował medycynę.

W tym samym roku, tuż przed ostatnim egzaminem z medycyny sądowej, został powołany do wojska w Łodzi i przeznaczony do pracy w Urzędzie Bezpieczeństwa. Jednak fakt, że nie przyznał się do tego, iż ma ciotecznego brata we Francji sprawił, że Witolda wyrzucono z wojska. Dzięki temu mógł kontynuować studiowanie, zdał ostatni egzamin i został lekarzem.

13 marca 1954 r. otrzymał nakaz pracy do Szpitala Powiatowego w Żywcu, gdzie od 1953 r. pracowała już jego żona. Został przyjęty na oddział chirurgiczny i natychmiast w toku pracy rozpoczął specjalizację.

Wówczas w szpitalu pracowało zaledwie siedmiu lekarzy. Internista bywał jednocześnie radiologiem i pulmonologiem. Nic dziwnego, że każdy dyżur w szpitalu napawał młodego Witolda lękiem, mobilizował go do obłożenia się specjalistycznymi podręcznikami i szeptania modlitw, aby wszystkiemu podołać.

Oddział chirurgiczny był dla niego prawdziwą szkołą doskonalenia myślenia medycznego i ćwiczenia umiejętności ciągłego dokształcania się. Trzeba było przeprowadzić trepanację czaszki, operować tarczycę, urazy klatki piersiowej i inne trudne zabiegi, a obok tego wykonać wszelkie niezbędne badania typu: oznaczanie grupy krwi, poziomu cukru itp.

Witold miał smykałkę do ulepszania i naprawiania. Być może to właśnie spowodowało, że zajął się najpierw krwiodawstwem, a następnie anestozjologią. Dnia 15 grudnia 1960 r. został mianowany kierownikiem punktu krwiodawstwa w Żywcu. Za jego czasów ten punkt uzyskał pierwsze miejsce pod względem ilości krwi dostarczonej do Wojewódzkiej Stacji Krwiodawstwa.

Był czas, kiedy doktor Gajzler przyjmował chorych w Ośrodku Zdrowia w Łodygowicach, był także lekarzem zakładowym w żywieckim Browarze, przez kilkanaście lat pracował w Komisji Poborowej, a także w Komisji do Spraw Inwalidztwa i Zatrudnienia oraz jako lekarz orzecznictwa powypadkowego PZU.

Po odbytych stażach uzyskał specjalizację I-go stopnia z chirurgii, która stała się azymutem do zajęcia się anestezjologią i zaprzestania znieczulania pacjentów do zabiegów, systemem kapania eterem. Tego entuzjazmu w kierunku nowoczesnej anestezjologii nie podzielała ówczesna dyrekcja szpitala. Dr Gajzler więc na własny koszt wyjeżdżał na klinikę do Krakowa, gdzie doskonalił swoje umiejętności, a także często, w nie całkiem legalny sposób, zdobywał różne niezbędne akcesoria medyczne. Działania te zaowocowały powstaniem oddziału anestezjologii i reanimacji. Doktor nadal walczył o sprzęt, o aparaturę, przeprowadzał szkolenia i selekcję personelu pielęgniarskiego.

Jako jedyny lekarz anestezjolog, przez 7 lat pełnił tzw. dyżur pod telefonem i musiał być na każde wezwanie. Za owe 7 lat nie otrzymał nigdy zapłaty. Z powodu braku środków finansowych notowano w zeszycie, do późniejszego rozliczenia, tzw. "bytności do zabiegu". Z niewiadomych powodów zeszyt zaginął, a sprawa nigdy nie została uregulowana.

Pomimo przybytego zawału mięśnia sercowego w 1989 r. Pan Witold nie zrezygnował z pracy.

Na emeryturę przeszedł w 1990 r., ale w dalszym ciągu pracował jako wykładowca w Liceum i Studium Medycznym oraz jako orzecznik PZU w Żywcu.

Swoje życie przeżył godnie. Wraz z żoną wychowali troje dzieci: Aleksandra, Teresę i Magdalenę, a społeczeństwu żywieckiemu ofiarował krwiodawstwo i anestezjologię, dwie dziedziny umożliwiające niejednokrotnie zachowanie tego co najcenniejsze - życia ludzkiego.

Zmarł 2 kwietnia 2006 r. Był bezgranicznie oddany swojej pracy, o czym świadczą liczne wyróżnienia. Najważniejsze z nich to:

1976 r. - złota odznaka "Honorowy Dawca Krwi" oraz medal "Za zasługi dla obronności kraju"
1978 r. - odznaka "Za wzorową pracę w służbie zdrowia"
1978 r. - Złoty Krzyż Zasługi
1984 r. - Medal 40-lecia PRL
1988 r. - Krzyż Kawalerski Odrodzenia Polski
1988 r. - Kryształowe Serce PCK
Honorowe odznaki PCK III, II, I stopnia i wiele innych.

Źródła:

- wywiad z żoną lek. med. Stanisławą Gajzler
- dokumenty osobiste Witolda Gajzlera

opracowała: Danuta Kaczor

 


 

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.