Witold Jerzy Gajzler
Witold Jerzy Gajzler urodził się 20
grudnia 1925 r. w Niwce k/ Mysłowic jako drugi syn Aleksandra i
Matyldy.
Ojciec był nadsztygarem, a potem
zawiadowcą kopalni, matka zajmowała się domem.
14-letni Witold, wraz ze swoim bratem,
pracował na dole w kopalni. Podczas spinania wózków z urobkiem został
przysypany, w wyniku czego doznał pęknięcia czaszki i wstrząsu mózgu.
Złośliwie polecono mu asystować przy spawaniu, bez użycia okularów
ochronnych, co spowodowało olśnienie oczu, kilkudniową ślepotę i
trwałe uszkodzenie wzroku.
Uczył się w szkole podstawowej,
gimnazjum i liceum w Sosnowcu. Po zdaniu matury w 1947 r. próbował
dostać się na medycynę na Uniwersytet Jagielloński. Starania, mimo
zdanego egzaminu, nie powiodły się i dlatego przez jeden rok studiował
geologię. Swoje marzenie o medycynie zrealizował pomyślnie w następnym
roku, gdyż tym razem posiadał odpowiednie zaświadczenia: jedno o
pracy w kopalni, drugie o tym, że jako harcerz wyjeżdżał na zachód,
odbudowywać ziemie odzyskane.
24 stycznia 1953 r. ożenił się ze
Stanisławą, swoją szkolną koleżanką z liceum, z którą zdawał
maturę, a potem studiował medycynę.
W tym samym roku, tuż przed ostatnim
egzaminem z medycyny sądowej, został powołany do wojska w Łodzi i
przeznaczony do pracy w Urzędzie Bezpieczeństwa. Jednak fakt, że nie
przyznał się do tego, iż ma ciotecznego brata we Francji sprawił, że
Witolda wyrzucono z wojska. Dzięki temu mógł kontynuować
studiowanie, zdał ostatni egzamin i został lekarzem.
13 marca 1954 r. otrzymał nakaz pracy
do Szpitala Powiatowego w Żywcu, gdzie od 1953 r. pracowała już jego
żona. Został przyjęty na oddział chirurgiczny i natychmiast w toku
pracy rozpoczął specjalizację.
Wówczas w szpitalu pracowało
zaledwie siedmiu lekarzy. Internista bywał jednocześnie radiologiem i
pulmonologiem. Nic dziwnego, że każdy dyżur w szpitalu napawał młodego
Witolda lękiem, mobilizował go do obłożenia się specjalistycznymi
podręcznikami i szeptania modlitw, aby wszystkiemu podołać.
Oddział chirurgiczny był dla niego
prawdziwą szkołą doskonalenia myślenia medycznego i ćwiczenia umiejętności
ciągłego dokształcania się. Trzeba było przeprowadzić trepanację
czaszki, operować tarczycę, urazy klatki piersiowej i inne trudne
zabiegi, a obok tego wykonać wszelkie niezbędne badania typu:
oznaczanie grupy krwi, poziomu cukru itp.
Witold miał smykałkę do ulepszania
i naprawiania. Być może to właśnie spowodowało, że zajął się
najpierw krwiodawstwem, a następnie anestozjologią. Dnia 15 grudnia
1960 r. został mianowany kierownikiem punktu krwiodawstwa w Żywcu. Za
jego czasów ten punkt uzyskał pierwsze miejsce pod względem ilości
krwi dostarczonej do Wojewódzkiej Stacji Krwiodawstwa.
Był czas, kiedy doktor Gajzler
przyjmował chorych w Ośrodku Zdrowia w Łodygowicach, był także
lekarzem zakładowym w żywieckim Browarze, przez kilkanaście lat
pracował w Komisji Poborowej, a także w Komisji do Spraw Inwalidztwa i
Zatrudnienia oraz jako lekarz orzecznictwa powypadkowego PZU.
Po odbytych stażach uzyskał
specjalizację I-go stopnia z chirurgii, która stała się azymutem do
zajęcia się anestezjologią i zaprzestania znieczulania pacjentów do
zabiegów, systemem kapania eterem. Tego entuzjazmu w kierunku
nowoczesnej anestezjologii nie podzielała ówczesna dyrekcja szpitala.
Dr Gajzler więc na własny koszt wyjeżdżał na klinikę do Krakowa,
gdzie doskonalił swoje umiejętności, a także często, w nie całkiem
legalny sposób, zdobywał różne niezbędne akcesoria medyczne. Działania
te zaowocowały powstaniem oddziału anestezjologii i reanimacji. Doktor
nadal walczył o sprzęt, o aparaturę, przeprowadzał szkolenia i
selekcję personelu pielęgniarskiego.
Jako jedyny lekarz anestezjolog, przez
7 lat pełnił tzw. dyżur pod telefonem i musiał być na każde
wezwanie. Za owe 7 lat nie otrzymał nigdy zapłaty. Z powodu braku środków
finansowych notowano w zeszycie, do późniejszego rozliczenia, tzw.
"bytności do zabiegu". Z niewiadomych powodów zeszyt zaginął,
a sprawa nigdy nie została uregulowana.
Pomimo przybytego zawału mięśnia
sercowego w 1989 r. Pan Witold nie zrezygnował z pracy.
Na emeryturę przeszedł w 1990 r.,
ale w dalszym ciągu pracował jako wykładowca w Liceum i Studium
Medycznym oraz jako orzecznik PZU w Żywcu.
Swoje życie przeżył godnie. Wraz z
żoną wychowali troje dzieci: Aleksandra, Teresę i Magdalenę, a społeczeństwu
żywieckiemu ofiarował krwiodawstwo i anestezjologię, dwie dziedziny
umożliwiające niejednokrotnie zachowanie tego co najcenniejsze - życia
ludzkiego.
Zmarł 2 kwietnia 2006 r. Był
bezgranicznie oddany swojej pracy, o czym świadczą liczne wyróżnienia.
Najważniejsze z nich to:
1976 r. - złota odznaka
"Honorowy Dawca Krwi" oraz medal "Za zasługi dla obronności
kraju"
1978 r. - odznaka "Za wzorową pracę w służbie zdrowia"
1978 r. - Złoty Krzyż Zasługi
1984 r. - Medal 40-lecia PRL
1988 r. - Krzyż Kawalerski Odrodzenia Polski
1988 r. - Kryształowe Serce PCK
Honorowe odznaki PCK III, II, I stopnia i wiele innych.
Źródła:
- wywiad z żoną lek. med. Stanisławą
Gajzler
- dokumenty osobiste Witolda Gajzlera
opracowała: Danuta Kaczor