Zaginiona wioska
"Zadziele miałoby 400 lat", tak zatytułowałem
artykuł w nr 21(220) NSiK o wiosce założonej przez Mikołaja
Komorowskiego w 1608 roku, w następstwie lokalizacji folwarku w Starym
Żywcu. Z korespondencji czytelników przekonałem się o potrzebie drążenia
tego tematu. Pani Aleksandra Satława z Bielska-Białej odnalazła człowieka,
który opowiedział mi historię Zadziela, z okresu międzywojennego do
roku 1962, kiedy Zadziele przestało istnieć.
Jest nim mieszkający w Żywcu Eligiusz
Czarnota, urodzony w Zadzielu w roku 1926. Ukończył miejscową
szkołę podstawową, a po wojnie dokształcał się w Bielsku-Białej.
Tam też pracował, najpierw w Zakładach Metalowych, a później w FSM
jako mistrz na wydziale remontu, łącznie 38 lat. Swoją rodzinną i piękną
wieś wspomina z entuzjazmem, przeplatanym tęsknotą za jej
bezpowrotnym widokiem. Jej teren zalały wody Jeziora Żywieckiego,
powstałego po wybudowaniu zapory w Tresnej.
Zadziele położone było pomiędzy
potokiem Moszczanka (obecnie Moszczanica) i rzeką Łękawka, wpadającymi
do rzeki Soły, która stanowiła zachodnią granicę wsi. Przez wieś
biegły dwie szosy, zachodnia z Żywca do Kęt i wschodnia z Żywca do
Andrychowa (przez Kocierz), a także do Suchej. W niewielkiej odległości
od Łękawki, wzdłuż jej lewego brzegu, istniała bita droga,
prostopadła do wspomnianych, przy której były zabudowania, a skrzyżowania
tej drogi z szosami, stanowiły dwa centralne ośrodki wsi. Jak w każdej
wsi, tak i tu poszczególne przysiółki miały swoje nazwy. Poczynając
od Soły były: ""Za Wodą", "Pasieczki",
"Mokradle", " Podboże" (pod figurą), "Młyn",
"Myszyniec" i "Za Gowinami". Pomiędzy szosą do Żywca,
a Sołą były trzy stawy (tzw. dworskie). Po lewej stronie szosy był
przysiółek "Bory".
W latach trzydziestych, przy zachodnim
(dolnym) skrzyżowaniu dróg znajdowała się szkoła podstawowa,
posterunek policji, restauracja Siwka, strażnica OSP i dwie betoniarnie
produkujące m.in. dachówki. Przysiółek za tym skrzyżowaniem nazwano
"Myto", gdyż tam w latach dwudziestych, na starej drodze,
pobierano opłatę od przewozu drzewa i innych towarów. Za pobrane
pieniądze wykonywano remonty dróg. Dalej, za Łękawką był przysiółek
"Pod Grapą". Teren pomiędzy wsią, a rzeką Łękawką
nazywano "Isep". Przy szosie do Suchej, od strony Żywca, był
przysiółek "Oblasek" i "Rakoczka", a bliżej
Oczkowa "Dandula" i "Kolonia", gdzie było najwięcej
domów pracowników fabryki. Przy skrzyżowaniu wschodnim (górnym) był
sklep spożywczy Józefa Wandzla, karczma Żyda Rufaizena (spłonęła w
1934 roku), piekarnia Tyca i druga Józefa Nowaka, masarnia Franciszka
Nowaka i Fabryka Mebli Stalowych "Wschód".
Kiedyś, mieszkańcy Zadziela należącego
do starożywieckiego folwarku, utrzymywali po 4 konie i nimi odrabiali pańszczyznę. Po uwłaszczeniu pozostali rolnikami
specjalizując się w hodowli koni,
a przy tym było potrzeba rzemieślników,
kowali, kołodziejów, rymarzy i innych. Znaczna ilość mężczyzn
zatrudniała się w rozwijającym się przemyśle w Żywcu, a także w
Zadzielu. Istniała tu zapałkarnia, która spłonęła po pierwszej
wojnie światowej. Na jej miejscu zbudowano nową fabrykę zwaną
"druciarnią", gdzie produkowano siatki metalowe, plecione i
tkane. Początkiem lat trzydziestych zlikwidowano produkcję siatki, a
rozpoczęto wytwarzano mebli stalowych, chromowanych i niklowanych (FMS
"Wschód"). Fabryka była spółką czesko-niemiecką, a jej właścicielami
byli Sfreit Felkel i Czastek. Poza miejscowymi robotnikami, w fabryce
zatrudniono wysokiej klasy stolarzy, fachowców od mebli, nawet z
Kalwarii. Produkowane tu meble znajdowały zbyt na rynku krajowym, ale i
zagranicznym. Była w tym też zasługa miejscowych fachowców.
Kierownikiem produkcji był Ignacy Czarnota, kierownikiem technicznym
Ludwik Gałuszka, a księgowym Julian Krysta. Mimo, że zarobki nie były
wysokie, w fabryce chciano pracować z powodu ogólnego niedostatku, ale
były też strajki o wynagrodzenie. Kierował nimi Benedykt Małysiak.
Wiele dziewczyn służyło u Żydów w
Zabłociu, za wyżywienie i nieraz tylko suknię w formie zapłaty za
rok służby. Kobiety pracujące dorywczo we dworze, przy burakach,
ziemniakach lub żniwach, zarabiały dziennie 1 zł, co było równowartością
1 kg cukru.
Jeszcze przed pierwszą wojną światową
w domu Siwków była szkoła, gdzie uczono czytania, pisania i liczenia,
ale tylko zimą, bo latem dzieci pomagały w polu, pasły bydło, kozy i
gęsi. Dopiero początkiem lat dwudziestych wybudowano szkołę, gdzie
nauka prowadzona była regularnie. Kierownikiem szkoły był Jan
Jakubiec. Wieś była dobrze zorganizowana, gospodarczo i społecznie.
Początkiem lat trzydziestych, z inicjatywy wyjątkowego społecznika, Józefa
Wandzela zorganizowano chłopską Kasę Stefczyka i Kółko Rolnicze. Zakupiono maszynę do sortowania zboża siewnego
tzw. tryjer, a także maszynę młockarnię firmy "Cegielski".
Młocką zajmowali się też bracia Wojciech i Ludwik Tomaszkowie,
posiadający silnik spalinowy i maszynę wąskomłotną. Wykonywali młockę
objazdowo, w stodołach rolników. Zaczęto też stosować nawozy
sztuczne i wprowadzać nowe odmiany ziemniaków.
Po roku 1935 we wsi nastąpił znaczny
postęp i poprawa bytu. Rozpoczęto komasację, czyli scalanie pól, a
jednocześnie regulację rzeki Łękawki, gdzie miejscowi znaleźli
zatrudnienie, podobnie jak przy budowie fundamentów Domu Spółdzielni.
We wschodniej (górnej) część wsi dobrze prosperowały zakłady
rzemieślnicze: wyrobów metalowych Ignacego Czarnoty, wyrobów
kuchennych, drucianych i siatek Rusa, tokarstwa drzewnego Wiktora
Buczka, produkcji dachówek Jana Masnego i wyrobów betoniarskich Władysława
Jędryski. Najbardziej znanymi rzemieślnikami byli stolarz Jan Polanko,
szewc Strykacz, kowal Matuszek, krawiec Stanisław Nowak i mistrz
kamieniarski Franciszek Łatanik. Rozkwitowi rzemiosła sprzyjała
elektryfikacja wsi, wykonana w latach 1934/35. /cdn/
Józef Pszczółka