Nad Sołą i Koszarawą - nr 8 (231) - 15 Kwietnia  2008

  |poprzedni  artykuł|  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|     |następny  artykuł| 



Zaginiona wioska


"Zadziele miałoby 400 lat", tak zatytułowałem artykuł w nr 21(220) NSiK o wiosce założonej przez Mikołaja Komorowskiego w 1608 roku, w następstwie lokalizacji folwarku w Starym Żywcu. Z korespondencji czytelników przekonałem się o potrzebie drążenia tego tematu. Pani Aleksandra Satława z Bielska-Białej odnalazła człowieka, który opowiedział mi historię Zadziela, z okresu międzywojennego do roku 1962, kiedy Zadziele przestało istnieć.

Jest nim mieszkający w Żywcu Eligiusz Czarnota, urodzony w Zadzielu w roku 1926. Ukończył miejscową szkołę podstawową, a po wojnie dokształcał się w Bielsku-Białej. Tam też pracował, najpierw w Zakładach Metalowych, a później w FSM jako mistrz na wydziale remontu, łącznie 38 lat. Swoją rodzinną i piękną wieś wspomina z entuzjazmem, przeplatanym tęsknotą za jej bezpowrotnym widokiem. Jej teren zalały wody Jeziora Żywieckiego, powstałego po wybudowaniu zapory w Tresnej.

Zadziele położone było pomiędzy potokiem Moszczanka (obecnie Moszczanica) i rzeką Łękawka, wpadającymi do rzeki Soły, która stanowiła zachodnią granicę wsi. Przez wieś biegły dwie szosy, zachodnia z Żywca do Kęt i wschodnia z Żywca do Andrychowa (przez Kocierz), a także do Suchej. W niewielkiej odległości od Łękawki, wzdłuż jej lewego brzegu, istniała bita droga, prostopadła do wspomnianych, przy której były zabudowania, a skrzyżowania tej drogi z szosami, stanowiły dwa centralne ośrodki wsi. Jak w każdej wsi, tak i tu poszczególne przysiółki miały swoje nazwy. Poczynając od Soły były: ""Za Wodą", "Pasieczki", "Mokradle", " Podboże" (pod figurą), "Młyn", "Myszyniec" i "Za Gowinami". Pomiędzy szosą do Żywca, a Sołą były trzy stawy (tzw. dworskie). Po lewej stronie szosy był przysiółek "Bory".

W latach trzydziestych, przy zachodnim (dolnym) skrzyżowaniu dróg znajdowała się szkoła podstawowa, posterunek policji, restauracja Siwka, strażnica OSP i dwie betoniarnie produkujące m.in. dachówki. Przysiółek za tym skrzyżowaniem nazwano "Myto", gdyż tam w latach dwudziestych, na starej drodze, pobierano opłatę od przewozu drzewa i innych towarów. Za pobrane pieniądze wykonywano remonty dróg. Dalej, za Łękawką był przysiółek "Pod Grapą". Teren pomiędzy wsią, a rzeką Łękawką nazywano "Isep". Przy szosie do Suchej, od strony Żywca, był przysiółek "Oblasek" i "Rakoczka", a bliżej Oczkowa "Dandula" i "Kolonia", gdzie było najwięcej domów pracowników fabryki. Przy skrzyżowaniu wschodnim (górnym) był sklep spożywczy Józefa Wandzla, karczma Żyda Rufaizena (spłonęła w 1934 roku), piekarnia Tyca i druga Józefa Nowaka, masarnia Franciszka Nowaka i Fabryka Mebli Stalowych "Wschód".

Kiedyś, mieszkańcy Zadziela należącego do starożywieckiego folwarku, utrzymywali po 4 konie i nimi odrabiali pańszczyznę. Po uwłaszczeniu pozostali rolnikami specjalizując się w hodowli koni, a przy tym było potrzeba rzemieślników, kowali, kołodziejów, rymarzy i innych. Znaczna ilość mężczyzn zatrudniała się w rozwijającym się przemyśle w Żywcu, a także w Zadzielu. Istniała tu zapałkarnia, która spłonęła po pierwszej wojnie światowej. Na jej miejscu zbudowano nową fabrykę zwaną "druciarnią", gdzie produkowano siatki metalowe, plecione i tkane. Początkiem lat trzydziestych zlikwidowano produkcję siatki, a rozpoczęto wytwarzano mebli stalowych, chromowanych i niklowanych (FMS "Wschód"). Fabryka była spółką czesko-niemiecką, a jej właścicielami byli Sfreit Felkel i Czastek. Poza miejscowymi robotnikami, w fabryce zatrudniono wysokiej klasy stolarzy, fachowców od mebli, nawet z Kalwarii. Produkowane tu meble znajdowały zbyt na rynku krajowym, ale i zagranicznym. Była w tym też zasługa miejscowych fachowców. Kierownikiem produkcji był Ignacy Czarnota, kierownikiem technicznym Ludwik Gałuszka, a księgowym Julian Krysta. Mimo, że zarobki nie były wysokie, w fabryce chciano pracować z powodu ogólnego niedostatku, ale były też strajki o wynagrodzenie. Kierował nimi Benedykt Małysiak.

Wiele dziewczyn służyło u Żydów w Zabłociu, za wyżywienie i nieraz tylko suknię w formie zapłaty za rok służby. Kobiety pracujące dorywczo we dworze, przy burakach, ziemniakach lub żniwach, zarabiały dziennie 1 zł, co było równowartością 1 kg cukru.

Jeszcze przed pierwszą wojną światową w domu Siwków była szkoła, gdzie uczono czytania, pisania i liczenia, ale tylko zimą, bo latem dzieci pomagały w polu, pasły bydło, kozy i gęsi. Dopiero początkiem lat dwudziestych wybudowano szkołę, gdzie nauka prowadzona była regularnie. Kierownikiem szkoły był Jan Jakubiec. Wieś była dobrze zorganizowana, gospodarczo i społecznie. Początkiem lat trzydziestych, z inicjatywy wyjątkowego społecznika, Józefa Wandzela zorganizowano chłopską Kasę Stefczyka i Kółko Rolnicze. Zakupiono maszynę do sortowania zboża siewnego tzw. tryjer, a także maszynę młockarnię firmy "Cegielski". Młocką zajmowali się też bracia Wojciech i Ludwik Tomaszkowie, posiadający silnik spalinowy i maszynę wąskomłotną. Wykonywali młockę objazdowo, w stodołach rolników. Zaczęto też stosować nawozy sztuczne i wprowadzać nowe odmiany ziemniaków.

Po roku 1935 we wsi nastąpił znaczny postęp i poprawa bytu. Rozpoczęto komasację, czyli scalanie pól, a jednocześnie regulację rzeki Łękawki, gdzie miejscowi znaleźli zatrudnienie, podobnie jak przy budowie fundamentów Domu Spółdzielni. We wschodniej (górnej) część wsi dobrze prosperowały zakłady rzemieślnicze: wyrobów metalowych Ignacego Czarnoty, wyrobów kuchennych, drucianych i siatek Rusa, tokarstwa drzewnego Wiktora Buczka, produkcji dachówek Jana Masnego i wyrobów betoniarskich Władysława Jędryski. Najbardziej znanymi rzemieślnikami byli stolarz Jan Polanko, szewc Strykacz, kowal Matuszek, krawiec Stanisław Nowak i mistrz kamieniarski Franciszek Łatanik. Rozkwitowi rzemiosła sprzyjała elektryfikacja wsi, wykonana w latach 1934/35. /cdn/

Józef Pszczółka


 

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.