Nad Sołą i Koszarawą - nr 7 (230) - 1 Kwietnia  2008

 |poprzedni  artykuł|   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|    |następny  artykuł|  



Szanowna Redakcjo!

Z zażenowaniem przeczytałam wiersz Jana Słapy zatytułowany "Będziesz tam popychanym robotnikiem" opublikowany w numerze 227. Waszego czasopisma (z dnia 15 lutego 2008 r.), a traktujący o losie polskich emigrantów na Zachodzie. Żenujący dla mnie jest zarówno mierny poziom literacki wiersza, jak również jego treść. Rymy są wręcz "częstochowskie", treść zaś niespójna, gdyż raz adresatem wiersza jest kobieta: "... zostaniesz sprzątaczką robotnicy", a raz mężczyzna: "Będziesz tam wciąż popychanym robotnikiem".

Ale najwięcej mojego sprzeciwu budzi wydźwięk wiersza, że to w Polsce pracownik może zachować dumę i szacunek dla samego siebie, natomiast na Zachodzie, na "saksach", czeka go jedynie poniewierka i pogarda obcokrajowców, zwłaszcza pracodawców.

Nie wiem, na jakiej podstawie pan Słapa się wypowiada, czy kiedykolwiek był poza granicami Polski, czy zdarzyło mu się pracować dla zachodniego pracodawcy, czy choćby poznać kogoś, kto pracował lub pracuje w Zjednoczonej Europie po naszym przystąpieniu do Unii w maju 2004 roku. Sytuacje opisywane przez poetę może miały miejsce 20 lat temu, gdy Polacy pracowali często nielegalnie w Niemczech. Ale teraz? Pan Słapa pewnie też nie zaznał w życiu tego, co teraz spotyka wielu młodych Polaków pracujących w Polsce dla polskich przedsiębiorców. Ci ludzie są często zmuszani do pracy w nadgodzinach bez dodatkowego wynagrodzenia oraz opłacani z opóźnieniem. Często ich wypłata zależy od "widzimisię" szefa, który potrafi wymagać pracy przez tydzień za darmo (jako tzw. okres próbny), albo też na umowie i w raportach do ZUS-u podaje zarobki pracownika równe najniższej krajowej, żeby jeszcze zaoszczędzić na jego przyszłej emeryturze. Bardzo łatwo jest pisać o radowaniu się "dźwięczną polską mową", gdy listonosz systematycznie przynosi emeryturę do domu. Ale młodzi ludzie nie mogą liczyć na taki luksus i zdesperowani wyjeżdżają z kraju w poszukiwaniu właśnie godnej pracy. Wśród nas, emigrantów w Wielkiej Brytanii, jest też wielu bardzo ambitnych ludzi, którzy w Polsce mieli dobrą pracę, ale chcieli mieć również dobrą pensję.

Mój prawie trzyletni pobyt w Wielkiej Brytanii daje mi prawo wypowiadać się w tej kwestii. Na przykładzie własnego męża, który pracuje w Anglii jako robotnik w fabryce (montuje specjalistyczne maszyny) pokażę, jak ten "zgniły kapitalizm" tu funkcjonuje. Po pierwsze - wynagrodzenie jest zawsze wypłacane na czas. Jeżeli dzień wypłaty wypada w dzień wolny, wypłata następuje wcześniej. Przykładowo, zamiast 26 grudnia, wypłata wpłynęła na konto męża już 22 grudnia. Nadgodziny wszystkie są płatne dodatkowo, w sobotę stawka za nadgodzinę jest równa 150% podstawowego wynagrodzenia za godzinę, natomiast w niedzielę i w tygodniu, powyżej dniówki, jest to 200% wynagrodzenia. W fabryce istnieją normy maksymalnej liczny godzin ponadwymiarowych i, nawet jeśli pracownik chce, nie może pracować w dwa kolejne weekendy. W ciągu 8-godzinnego dnia pracy mąż ma trzy przerwy: dwie krótkie (po 15 minut) i jedną obiadową (30 minutową). Jeżeli pracownik pracuje w systemie dwuzmianowym przysługuje mu dodatek wysokości 20% a jeśli jest to praca na trzy zmiany dodatek ten wynosi 25%. W zakładach, gdzie pracownicy pracują tylko na trzecią (nocną) zmianę, taki dodatek może wynieść od 33 do 44%.

Pan Słapa pisze w swoim wierszu: "butny pracodawca postraszy cię krzykiem", bo nie wie, że za każde takie zachowanie groziłoby pracodawcy, czy nawet zwierzchnikowi, postępowanie sądowe za "mobbing". Tutaj nie wolno krzyczeć na nikogo. Ani pracodawca nie może krzyczeć na pracownika, ani klient na sprzedawcę, ani nauczyciel na dziecko. Nie wolno również nawet żartować na temat narodowości. Gdy kolega męża z brygady zażartował kiedyś z Polaków, zaraz brygadzista udzielił mu ostrzeżenia.

I jeszcze jedna ciekawostka. Tutaj jedna osoba pracująca jest w stanie utrzymać rodzinę na lepszym poziomie niż w Polsce dwie osoby pracujące na odpowiedzialnych stanowiskach (nauczyciel i kierownik serwisu).

Bardzo więc proszę, żeby pan Słapa powstrzymał się od komentowania w formie poetyckiej zagadnień, o których nie ma zielonego pojęcia. Nie znalazłam Jego wiersza o krajobrazie żywieckim, o wspaniałych i bogatych strojach mieszczan i górali, a warto też zauważyć zabytki w tym regionie.

Redakcji gratuluję interesującego dwutygodnika życząc większego krytycyzmu i rozsądku w doborze publikowanych materiałów.

Z poważaniem, wierna czytelniczka z Anglii
Elżbieta Ślebzak

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.