Szanowna Redakcjo!
Z zażenowaniem przeczytałam
wiersz Jana Słapy zatytułowany "Będziesz tam
popychanym robotnikiem" opublikowany w numerze 227.
Waszego czasopisma (z dnia 15 lutego 2008 r.), a traktujący o
losie polskich emigrantów na Zachodzie. Żenujący dla mnie
jest zarówno mierny poziom literacki wiersza, jak również
jego treść. Rymy są wręcz "częstochowskie", treść
zaś niespójna, gdyż raz adresatem wiersza jest kobieta:
"... zostaniesz sprzątaczką robotnicy", a raz mężczyzna:
"Będziesz tam wciąż popychanym robotnikiem".
Ale najwięcej mojego
sprzeciwu budzi wydźwięk wiersza, że to w Polsce pracownik
może zachować dumę i szacunek dla samego siebie, natomiast
na Zachodzie, na "saksach", czeka go jedynie
poniewierka i pogarda obcokrajowców, zwłaszcza pracodawców.
Nie wiem, na jakiej
podstawie pan Słapa się wypowiada, czy kiedykolwiek był
poza granicami Polski, czy zdarzyło mu się pracować dla
zachodniego pracodawcy, czy choćby poznać kogoś, kto
pracował lub pracuje w Zjednoczonej Europie po naszym przystąpieniu
do Unii w maju 2004 roku. Sytuacje opisywane przez poetę może
miały miejsce 20 lat temu, gdy Polacy pracowali często
nielegalnie w Niemczech. Ale teraz? Pan Słapa pewnie też nie
zaznał w życiu tego, co teraz spotyka wielu młodych Polaków
pracujących w Polsce dla polskich przedsiębiorców. Ci
ludzie są często zmuszani do pracy w nadgodzinach bez
dodatkowego wynagrodzenia oraz opłacani z opóźnieniem. Często
ich wypłata zależy od "widzimisię" szefa, który
potrafi wymagać pracy przez tydzień za darmo (jako tzw.
okres próbny), albo też na umowie i w raportach do ZUS-u
podaje zarobki pracownika równe najniższej krajowej, żeby
jeszcze zaoszczędzić na jego przyszłej emeryturze. Bardzo
łatwo jest pisać o radowaniu się "dźwięczną polską
mową", gdy listonosz systematycznie przynosi emeryturę
do domu. Ale młodzi ludzie nie mogą liczyć na taki luksus i
zdesperowani wyjeżdżają z kraju w poszukiwaniu właśnie
godnej pracy. Wśród nas, emigrantów w Wielkiej Brytanii,
jest też wielu bardzo ambitnych ludzi, którzy w Polsce mieli
dobrą pracę, ale chcieli mieć również dobrą pensję.
Mój prawie trzyletni pobyt
w Wielkiej Brytanii daje mi prawo wypowiadać się w tej
kwestii. Na przykładzie własnego męża, który pracuje w
Anglii jako robotnik w fabryce (montuje specjalistyczne
maszyny) pokażę, jak ten "zgniły kapitalizm" tu
funkcjonuje. Po pierwsze - wynagrodzenie jest zawsze wypłacane
na czas. Jeżeli dzień wypłaty wypada w dzień wolny, wypłata
następuje wcześniej. Przykładowo, zamiast 26 grudnia, wypłata
wpłynęła na konto męża już 22 grudnia. Nadgodziny
wszystkie są płatne dodatkowo, w sobotę stawka za nadgodzinę
jest równa 150% podstawowego wynagrodzenia za godzinę,
natomiast w niedzielę i w tygodniu, powyżej dniówki, jest
to 200% wynagrodzenia. W fabryce istnieją normy maksymalnej
liczny godzin ponadwymiarowych i, nawet jeśli pracownik chce,
nie może pracować w dwa kolejne weekendy. W ciągu
8-godzinnego dnia pracy mąż ma trzy przerwy: dwie krótkie
(po 15 minut) i jedną obiadową (30 minutową). Jeżeli
pracownik pracuje w systemie dwuzmianowym przysługuje mu dodatek wysokości 20% a jeśli jest to praca
na trzy zmiany dodatek ten wynosi 25%. W zakładach, gdzie
pracownicy pracują tylko na trzecią (nocną) zmianę, taki
dodatek może wynieść od 33 do 44%.
Pan Słapa pisze w swoim
wierszu: "butny pracodawca postraszy cię krzykiem",
bo nie wie, że za każde takie zachowanie groziłoby
pracodawcy, czy nawet zwierzchnikowi, postępowanie sądowe za
"mobbing". Tutaj nie wolno krzyczeć na nikogo. Ani
pracodawca nie może krzyczeć na pracownika, ani klient na
sprzedawcę, ani nauczyciel na dziecko. Nie wolno również
nawet żartować na temat narodowości. Gdy kolega męża z
brygady zażartował kiedyś z Polaków, zaraz brygadzista
udzielił mu ostrzeżenia.
I jeszcze jedna ciekawostka.
Tutaj jedna osoba pracująca jest w stanie utrzymać rodzinę na lepszym poziomie niż w Polsce
dwie osoby pracujące na odpowiedzialnych stanowiskach
(nauczyciel i kierownik serwisu).
Bardzo więc proszę, żeby
pan Słapa powstrzymał się od komentowania w formie
poetyckiej zagadnień, o których nie ma zielonego pojęcia.
Nie znalazłam Jego wiersza o krajobrazie żywieckim, o wspaniałych i bogatych strojach mieszczan i górali, a
warto też zauważyć zabytki w tym regionie.
Redakcji gratuluję
interesującego dwutygodnika życząc większego krytycyzmu i
rozsądku w doborze publikowanych materiałów.
Z poważaniem, wierna
czytelniczka z Anglii
Elżbieta Ślebzak