Aby ożyły hale...
Tegoroczna zima zachowuje się
wyjątkowo dziwnie i tylko patrzeć, kiedy na Rysiance zakwitną
krokusy, a beskidzkie hale przyodzieją się w zieloną,
bogato ukwieconą szatę.
Powietrze wypełni się
przebogatą wonią kwitnącego kwiecia, a pasterską melodię
zaczną wygrywać owcze dzwoneczki, a z szałasu zacznie się
unosić znajomy zapach dymu.
Aby było jak za dawnych, dobrych lat.
Hej! Aby chciało chcieć być!!!
Rozmarzyłem się nieco,
sprowokowany Programem Owca +. Program ten został opracowany
przez fachowców Śląskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w
Częstochowie, przy szerokim udziale konsultantów z
organizacji i instytucji, zainteresowanych jego realizacją.
Zakłada on aktywizację
gospodarczą Beskidów i Jury Krakowsko-Częstochowskiej wraz
z zachowaniem dziedzictwa kulturowego tych unikalnych terenów.
Piszę o tym programie
wczesną, wiosenną porą, życząc gazdom i bacom, aby
tegoroczne lato uśmiechnęło się do nich jak najbardziej
sprzyjającą aurą. Zaś poczynania organizatorów, wsparte
funduszami programu Owca + przyniosły satysfakcję z jego
realizacji i promyk nadziei, że owce wrócą na hale.
Program ten jest niewątpliwie
bardzo ambitny, a jego realizacja wymagać będzie od
zainteresowanych konsekwencji i uporu, rozpisanych na wiele
lat rolniczego trudu.
Nie sposób omówić
wszystkich aspektów tego programu w krótkim artykule. Chciałbym
więc skoncentrować się tylko na trzech grupach problemów:
Pierwszy to kompleksy
bacowskie. Autorzy proponują objąć wypasem następujące
kompleksy hal w Beskidzie Śląskim i Żywieckim:
* Cukiernica
(Cukiernicza), Boracza, Sucha Góra, Bucioryski
i Prusów 55 ha
* Ochodzita, Magurka,
Barania, Koczy Zamek (Podgrapy) - 47 ha
* Rycerzowa, Muńcuł - 46
ha
* Miziowa, Słowikowa, Górowa,
Jodłowcowa, Cudzichowa, Cebulowa, Kornieniecka - 36 ha
* Góra Tuł - 36 ha.
Zamierza się więc
zagospodarowaniem objąć 220 ha z ogólnej powierzchni około
1500 ha. Jest to niewiele, oby jednak przynajmniej tutaj owce
wróciły na te hale.
Przy skoordynowanym współdziałaniu
wszystkich zainteresowanych i maksymalnym wsparciu dla poczynań
baców pewna szansa istnieje. Są bowiem bacowie, którzy tymi
halami są zainteresowani,
a oni w realizacji tego programu najwięcej będą mieli do
powiedzenia.
W kompleksie pierwszym owce
wypasa baca Adam Gruszka z Hali Boraczej, w drugim baca Piotr
Kohut z Istebnej, w trzecim baca Bogusława Sporek z Soblówki,
w czwartym baca Stanisław Majewski z Korbielowa. Trwają
uzgodnienia, kto zagospodaruje piąty.
Sprawę zagospodarowania
hal, dogadania się z ich właścicielami oraz uzgodnienia z
bacami, co do zakresu zagospodarowania bierze na swoje barki
powołana do życia Spółdzielnia Owczarska, z siedzibą w
Istebnej. Zasięgiem swojego oddziaływania obejmuje ona
Beskid Śląski, Beskid Żywiecki i część Podhala. Z
uznaniem należy przyjąć decyzję o zasięgu działalności
spółdzielni aż po Podhale, gdyż ilość hal, które można
by zagospodarować w Beskidach Zachodnich jest tak duża, że
terenów wypasowych dla wszystkich starczy. Z naszego,
regionalnego punktu widzenia, najważniejsze jest, aby jak
największa ilość hal została zagospodarowana. Dokonanie
ustaleń, którzy bacowie gospodarować będą na poszczególnych
kompleksach, jest sprawą niezwykle istotną, gdyż to oni
zadecydują o stanie beskidzkich hal. Stąd warto by baców
angażować we wszystkie poczynania związane z tymi - i nie
tylko - kompleksami wypasowymi.
Drugim jest sprawa zachęty
dla hodowców owiec. W XVIII wieku (wg autorów) w Beskidzie
Śląskim wypasano 15000 owiec, a Żywieckim 35000. Jeszcze w
1963 roku na Żywiecczyźnie było ponad 13000 sztuk owiec.
Obecnie liczba owiec na Żywiecczyźnie nie przekracza 3000
sztuk. Zaś odłogujące, duże połacie ziemi poniżej dolnej
partii lasów, nie skłaniają baców do wypasu owiec wysoko,
na halach. Sprawę promocji rozwoju owczarstwa należałoby więc
rozpatrywać w dwóch aspektach:
- pierwszy to zachęta dla
posiadaczy owiec - matek, celem rozwijania bazy rozrodczej,
- drugi to pomoc i
wsparcie dla baców wypasających, nawet tylko przez okres
kilku letnich tygodni - owce na halach.
Pomoc ta winna uwzględniać
nie tylko zagospodarowanie hali, budowę bacówek itp., ale i
stworzenie warunków do takiego przetwórstwa mleka owczego,
aby wytwarzane produkty /bryndza, oscypki/ mogły konkurować
na rynkach europejskich przy odpowiednio korzystnych cenach.
Należałoby dążyć do odbudowania odpowiednio wysokiej
pozycji - nie tylko ekonomicznej - baców, aby wiedzieli, że
są potrzebni, bardzo potrzebni i odczuwali dumę z
wykonywanego zawodu. Konieczne będzie odpowiednie szkolenie i
przygotowanie młodych baców, którzy byliby w stanie spełniać
pokładane w nich nadzieje - pisałem o tym w jednym z wcześniejszych
numerów NSiK.
Mówiąc o potrzebie angażowania
baców w zagospodarowanie hal, nie mogę pominąć niezwykle
cennej inicjatywy, z jaką w bieżącym roku spotkałem się
na terenie Żywieckiego Parku Krajobrazowego. Kiedy - podchodząc
zielonym szlakiem - z Hali Boraczej na Lipowską, dotarliśmy
do pasma hal, doleciał do moich uszu znajomy warkot ręcznych
kosiarek motorowych. Zaintrygowany tym niecodziennym
zjawiskiem, po zakwaterowaniu w schronisku i obmyciu się z wędrownego
kurzu, postanowiłem złożyć wizytę kośćcom. Tu spotkało
mnie kolejne zdziwienie. Jednym z koszących była kobieta -
Krystyna Wolna - z Zakładu Usług Leśnych w Rajczy, drugim
Wiesław Padok, a grabiła skoszoną trawę Stanisława Łobuziak.
Jak się okazało, nie była to dla nich pierwszyzna. Wcześniej
już skosili tradycyjnymi kosami 7,5 ha łan łąk w Złatnej
- Hucie, a teraz podjęli się skoszenia 5 ha na Lipowskiej i
sąsiednich halach.
Inicjatorami tej niezwykle
cennej i potrzebnej akcji są pracownicy Żywieckiego Oddziału
Zespołu Śląskich Parków Krajobrazowych. Jesienne
wykaszanie wysuszonych traw, niewątpliwe zapewni na nich
wiosną piękną, młodą ruń. Nie uchroni to jednak hal
przed zarastaniem przez szczaw alpejski. Z pięknej niegdyś
Hali Pawlusiej nic już nie zostało. Na wykoszonej Hali
Rysianka zdążyły się pojawić młode płaty szczawiu.
Walka ze szczawiem wydaje się być beznadziejna. Nawet
naukowcy rozkładają ręce. Przyglądając się koszącym,
pomyślałem: a jednak szkoda, że akcji tej nie rozpoczęto
od zainteresowania nią baców z któregoś kompleksu hal.
Kolejną sprawą jest
promocja walorów turystycznych Beskidów. Ma ona obejmować
bogatą ofertę: szlaków turystyki pieszej i rowerowej,
narciarstwa biegowego i torowego, tras konnych oraz powstających
w ramach programu punktów widokowych. Jest to problem wielopłaszczyznowy
i niezwykle istotny. Żałować należy, że wśród
konsultantów opracowanego programu zabrakło przedstawiciela
Babiogórskiego Oddziału PTTK.
Z rozmowy z prezesem tego
oddziału Józefem Talikiem wiem, że realizują oni etapami
swoje zamierzenia, w zakresie urządzania punktów widokowych.
Z uznaniem należy przyjąć,
że przewiduje się wsparcie finansowe dla baców i juhasów,
którzy podczas wypasu owiec winni chodzić w stroju
regionalnym, a także dotacje na budowę kolib i bacówek.
Mówiąc o budowie kolib i
bacówek, warto by wspólnie z zainteresowanymi rozważyć urządzenie
niektórych z nich, gdzieś obok szlaku, z której mogliby także
korzystać turyści. Takie chatki spotyka się w krajach
skandynawskich. Można by opracować zasady korzystania z nich
przez turystów, licząc na ich kulturę. Na pewno wiąże się
to z pewnym ryzykiem, ale?
Opracowany program odbieram
pozytywnie. Wreszcie o czymś zaczynamy mówić i o coś
zabiegać. A jak zdążyłem się zorientować, entuzjastów
zaangażowanych w jego realizację nie brakuje. Pozwalając
sobie na zgłoszenie swoich uwag, chciałbym, aby nie był on
jeszcze jednym "przegadanym" problemem, ale - aby
wypalił.
Marszałek Sejmiku Województwa
przeznaczył w tym roku na jego realizację kilkaset tysięcy
złotych. Jest to dużo i mało. Mało, jakby każdy z hodowców
owiec chciał uszczknąć z niej jak najwięcej. Dużo, jeżeli
z rozmysłem przeznaczyć na najważniejsze cele. Kwota jest
niebagatelna, a co ważniejsze, przewidziana została w budżecie
województwa po raz pierwszy i warto zadbać o to, aby została
racjonalnie spożytkowana. Od jej umiejętnego wykorzystania
zależeć będzie, czy na podobne dotacje można będzie liczyć
w latach następnych.
Znając upór, pracowitość
i rozwagę beskidzkich górali, mam nadzieję, że to im się
uda. Że nie zawiodą zaufania Marszałka Województwa Śląskiego
i nie zmarnotrawią przeznaczonych na ten cel środków.
Antoni Urbaniec