Nad Sołą i Koszarawą - nr 5 (228) - 1 Marca  2008

  |poprzedni artykuł|  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|    |następny artykuł| 



Aby ożyły hale...

Tegoroczna zima zachowuje się wyjątkowo dziwnie i tylko patrzeć, kiedy na Rysiance zakwitną krokusy, a beskidzkie hale przyodzieją się w zieloną, bogato ukwieconą szatę.

Powietrze wypełni się przebogatą wonią kwitnącego kwiecia, a pasterską melodię zaczną wygrywać owcze dzwoneczki, a z szałasu zacznie się unosić znajomy zapach dymu.
Aby było jak za dawnych, dobrych lat.
Hej! Aby chciało chcieć być!!!

Rozmarzyłem się nieco, sprowokowany Programem Owca +. Program ten został opracowany przez fachowców Śląskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Częstochowie, przy szerokim udziale konsultantów z organizacji i instytucji, zainteresowanych jego realizacją.

Zakłada on aktywizację gospodarczą Beskidów i Jury Krakowsko-Częstochowskiej wraz z zachowaniem dziedzictwa kulturowego tych unikalnych terenów.

Piszę o tym programie wczesną, wiosenną porą, życząc gazdom i bacom, aby tegoroczne lato uśmiechnęło się do nich jak najbardziej sprzyjającą aurą. Zaś poczynania organizatorów, wsparte funduszami programu Owca + przyniosły satysfakcję z jego realizacji i promyk nadziei, że owce wrócą na hale.

Program ten jest niewątpliwie bardzo ambitny, a jego realizacja wymagać będzie od zainteresowanych konsekwencji i uporu, rozpisanych na wiele lat rolniczego trudu.

Nie sposób omówić wszystkich aspektów tego programu w krótkim artykule. Chciałbym więc skoncentrować się tylko na trzech grupach problemów:

Pierwszy to kompleksy bacowskie. Autorzy proponują objąć wypasem następujące kompleksy hal w Beskidzie Śląskim i Żywieckim:

* Cukiernica (Cukiernicza), Boracza, Sucha Góra, Bucioryski
i Prusów 55 ha

* Ochodzita, Magurka, Barania, Koczy Zamek (Podgrapy) - 47 ha

* Rycerzowa, Muńcuł - 46 ha

* Miziowa, Słowikowa, Górowa, Jodłowcowa, Cudzichowa, Cebulowa, Kornieniecka - 36 ha

* Góra Tuł - 36 ha.

Zamierza się więc zagospodarowaniem objąć 220 ha z ogólnej powierzchni około 1500 ha. Jest to niewiele, oby jednak przynajmniej tutaj owce wróciły na te hale.

Przy skoordynowanym współdziałaniu wszystkich zainteresowanych i maksymalnym wsparciu dla poczynań baców pewna szansa istnieje. Są bowiem bacowie, którzy tymi halami są zainteresowani,
a oni w realizacji tego programu najwięcej będą mieli do powiedzenia.

W kompleksie pierwszym owce wypasa baca Adam Gruszka z Hali Boraczej, w drugim baca Piotr Kohut z Istebnej, w trzecim baca Bogusława Sporek z Soblówki, w czwartym baca Stanisław Majewski z Korbielowa. Trwają uzgodnienia, kto zagospodaruje piąty.

Sprawę zagospodarowania hal, dogadania się z ich właścicielami oraz uzgodnienia z bacami, co do zakresu zagospodarowania bierze na swoje barki powołana do życia Spółdzielnia Owczarska, z siedzibą w Istebnej. Zasięgiem swojego oddziaływania obejmuje ona Beskid Śląski, Beskid Żywiecki i część Podhala. Z uznaniem należy przyjąć decyzję o zasięgu działalności spółdzielni aż po Podhale, gdyż ilość hal, które można by zagospodarować w Beskidach Zachodnich jest tak duża, że terenów wypasowych dla wszystkich starczy. Z naszego, regionalnego punktu widzenia, najważniejsze jest, aby jak największa ilość hal została zagospodarowana. Dokonanie ustaleń, którzy bacowie gospodarować będą na poszczególnych kompleksach, jest sprawą niezwykle istotną, gdyż to oni zadecydują o stanie beskidzkich hal. Stąd warto by baców angażować we wszystkie poczynania związane z tymi - i nie tylko - kompleksami wypasowymi.

Drugim jest sprawa zachęty dla hodowców owiec. W XVIII wieku (wg autorów) w Beskidzie Śląskim wypasano 15000 owiec, a Żywieckim 35000. Jeszcze w 1963 roku na Żywiecczyźnie było ponad 13000 sztuk owiec. Obecnie liczba owiec na Żywiecczyźnie nie przekracza 3000 sztuk. Zaś odłogujące, duże połacie ziemi poniżej dolnej partii lasów, nie skłaniają baców do wypasu owiec wysoko, na halach. Sprawę promocji rozwoju owczarstwa należałoby więc rozpatrywać w dwóch aspektach:

- pierwszy to zachęta dla posiadaczy owiec - matek, celem rozwijania bazy rozrodczej,

- drugi to pomoc i wsparcie dla baców wypasających, nawet tylko przez okres kilku letnich tygodni - owce na halach.

Pomoc ta winna uwzględniać nie tylko zagospodarowanie hali, budowę bacówek itp., ale i stworzenie warunków do takiego przetwórstwa mleka owczego, aby wytwarzane produkty /bryndza, oscypki/ mogły konkurować na rynkach europejskich przy odpowiednio korzystnych cenach. Należałoby dążyć do odbudowania odpowiednio wysokiej pozycji - nie tylko ekonomicznej - baców, aby wiedzieli, że są potrzebni, bardzo potrzebni i odczuwali dumę z wykonywanego zawodu. Konieczne będzie odpowiednie szkolenie i przygotowanie młodych baców, którzy byliby w stanie spełniać pokładane w nich nadzieje - pisałem o tym w jednym z wcześniejszych numerów NSiK.

Mówiąc o potrzebie angażowania baców w zagospodarowanie hal, nie mogę pominąć niezwykle cennej inicjatywy, z jaką w bieżącym roku spotkałem się na terenie Żywieckiego Parku Krajobrazowego. Kiedy - podchodząc zielonym szlakiem - z Hali Boraczej na Lipowską, dotarliśmy do pasma hal, doleciał do moich uszu znajomy warkot ręcznych kosiarek motorowych. Zaintrygowany tym niecodziennym zjawiskiem, po zakwaterowaniu w schronisku i obmyciu się z wędrownego kurzu, postanowiłem złożyć wizytę kośćcom. Tu spotkało mnie kolejne zdziwienie. Jednym z koszących była kobieta - Krystyna Wolna - z Zakładu Usług Leśnych w Rajczy, drugim Wiesław Padok, a grabiła skoszoną trawę Stanisława Łobuziak. Jak się okazało, nie była to dla nich pierwszyzna. Wcześniej już skosili tradycyjnymi kosami 7,5 ha łan łąk w Złatnej - Hucie, a teraz podjęli się skoszenia 5 ha na Lipowskiej i sąsiednich halach.

Inicjatorami tej niezwykle cennej i potrzebnej akcji są pracownicy Żywieckiego Oddziału Zespołu Śląskich Parków Krajobrazowych. Jesienne wykaszanie wysuszonych traw, niewątpliwe zapewni na nich wiosną piękną, młodą ruń. Nie uchroni to jednak hal przed zarastaniem przez szczaw alpejski. Z pięknej niegdyś Hali Pawlusiej nic już nie zostało. Na wykoszonej Hali Rysianka zdążyły się pojawić młode płaty szczawiu. Walka ze szczawiem wydaje się być beznadziejna. Nawet naukowcy rozkładają ręce. Przyglądając się koszącym, pomyślałem: a jednak szkoda, że akcji tej nie rozpoczęto od zainteresowania nią baców z któregoś kompleksu hal.

Kolejną sprawą jest promocja walorów turystycznych Beskidów. Ma ona obejmować bogatą ofertę: szlaków turystyki pieszej i rowerowej, narciarstwa biegowego i torowego, tras konnych oraz powstających w ramach programu punktów widokowych. Jest to problem wielopłaszczyznowy i niezwykle istotny. Żałować należy, że wśród konsultantów opracowanego programu zabrakło przedstawiciela Babiogórskiego Oddziału PTTK.

Z rozmowy z prezesem tego oddziału Józefem Talikiem wiem, że realizują oni etapami swoje zamierzenia, w zakresie urządzania punktów widokowych.

Z uznaniem należy przyjąć, że przewiduje się wsparcie finansowe dla baców i juhasów, którzy podczas wypasu owiec winni chodzić w stroju regionalnym, a także dotacje na budowę kolib i bacówek.

Mówiąc o budowie kolib i bacówek, warto by wspólnie z zainteresowanymi rozważyć urządzenie niektórych z nich, gdzieś obok szlaku, z której mogliby także korzystać turyści. Takie chatki spotyka się w krajach skandynawskich. Można by opracować zasady korzystania z nich przez turystów, licząc na ich kulturę. Na pewno wiąże się to z pewnym ryzykiem, ale?

Opracowany program odbieram pozytywnie. Wreszcie o czymś zaczynamy mówić i o coś zabiegać. A jak zdążyłem się zorientować, entuzjastów zaangażowanych w jego realizację nie brakuje. Pozwalając sobie na zgłoszenie swoich uwag, chciałbym, aby nie był on jeszcze jednym "przegadanym" problemem, ale - aby wypalił.

Marszałek Sejmiku Województwa przeznaczył w tym roku na jego realizację kilkaset tysięcy złotych. Jest to dużo i mało. Mało, jakby każdy z hodowców owiec chciał uszczknąć z niej jak najwięcej. Dużo, jeżeli z rozmysłem przeznaczyć na najważniejsze cele. Kwota jest niebagatelna, a co ważniejsze, przewidziana została w budżecie województwa po raz pierwszy i warto zadbać o to, aby została racjonalnie spożytkowana. Od jej umiejętnego wykorzystania zależeć będzie, czy na podobne dotacje można będzie liczyć w latach następnych.

Znając upór, pracowitość i rozwagę beskidzkich górali, mam nadzieję, że to im się uda. Że nie zawiodą zaufania Marszałka Województwa Śląskiego i nie zmarnotrawią przeznaczonych na ten cel środków.

Antoni Urbaniec

 

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.