"Jak ostatki, to ostatki,
niech się trzęsą babom zadki" (lud.)
"Ostatki" z ROMANKĄ
Okres pomiędzy świętami
Bożego Narodzenia, a początkiem Wielkiego Postu w środowisku
górali karpackich nosi nazwę mięsopustu. To najweselszy
okres w życiu wsi. Dawniej, w długie zimowe wieczory,
kobiety zbierały się na darcie pierza, po czym organizowano
poczęstunek i tańce przy kapeli, czasem grajku na
skrzypcach, a nawet grzebieniu. Na ludową obrzędowość tego
okresu składa się kompleks zachowań zwyczajowych o zróżnicowanym
charakterze w poszczególnych regionach. Największe nasilenie
zwyczajów ludowych o świeckim charakterze istniało w ciągu
ostatnich trzech dni mięsopustu, od niedzieli do wtorku
poprzedzającego środę popielcową. Dni te nazywano
zapustami albo ostatkami. Mężczyźni spotykali się, aby układać
plany na wiosenne prace i przed Wielkim Postem napić się - póki
wolno - piwa i gorzałki. Zbierano się w karczmach lub większych
i gościnnych domach, by zabawić się, a przede wszystkim
zahulać na kwacki,
żeby
się rodziły.
Ciekawy obyczaj ostatkowych
przebierańców istniał kiedyś w dwóch sąsiednich wsiach
Żywiecczyzny, w Sopotni Wielkiej i Sopotni Małej. Szkoda, że
przetrwał tylko w Małej. W Sopotni Wielkiej owi przebierańcy
nazywani byli "pielgrzymami". Grupa składała się
z siedmiu parobków: jeźdźca na drewnianym koniu, trzech
pielgrzymów, śmierci oraz dziada i dziadówki z koszami na
dary. Towarzyszyli im muzykanci ze skrzypcami i heligonką.
Odwiedzali, podobnie jak kolędnicy, kolejne domy, czyniąc
psoty i figle, grając i śpiewając. Swoje
"pielgrzymowanie" kończyli w gościnnym domu, gdzie
zabawa i tańce na dobry urodzaj trwały nieraz do północy.
W Sopotni Małej przebierańców nazywano "mięsopuśnikami",
a niekiedy "niesopustnikami", a ich tradycja trwa
nadal.
Tegoroczne
ostatki zorganizowano w Gminnym Ośrodku Kultury w Jeleśni w
ostatnim dniu karnawału, we wtorek 5 lutego 2008 roku, a
wykonawcami byli członkowie Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego
"Romanka" z Sopotni Małej.
W grupie przebierańców
byli: koń, diabeł i śmierć, dwie "pielgrzymki",
parobcy i kapela. Podczas, gdy przebierańcy zabawiali
publiczność zmyślnymi figlami, gospodyni domu, a była nią
Maria Jafernik, nie szczędziła darów dla uroczych
"pielgrzymek". Najważniejsza część zabawy to
taniec o charakterze obrzędowym, kobiecy rytualny taniec na
urodzaj, nazywany bon. Wywodzi się z prastarej magii
wegetacyjnej, a tańczyć go mogą tylko starsze mężatki, młodsze
mogą się dopiero wkupić do ich grona.
Aby plon był obfity, taniec
musiał być wykonywany z obowiązującym rytuałem. Mocno
tupano, by kwacki i kapusta były grube. Wysoko podskakiwano,
by zboże, len i mak rosły wysoko. Wraz z tańcem, do którego
przygrywali Józef Łanowski na dudach i Mieczysław Kamiński
na skrzypcach, śpiewano obrzędowe przyśpiewki o urodzaju, a
także wytykano staropanieństwo pannom, które nie stanęły
na ślubnym kobiercu w mijającym karnawale. W tańcu i śpiewie
prym wiodła Anna Foja.
Liczni goście, którzy
uczestniczyli w otwarciu wystawy bibułkarstwa, teraz mogli
podziwiać ostatkowe obrzędy, a także zatańczyć przy
muzyce zespołu EŚTA w składzie: Barbara Grzegorek, Mieczysław
Kamiński, Sławomir Kamiński i Paweł Jafernik. Inną
atrakcją był występ młodych muzyków z Orawskiej Polhory,
którzy często bywają w Jeleśni, a także przyśpiewki
Zofii Sordyl, znanej gawędziarki z Korbielowa. Szkoda, że
karnawał 2008 trwał tak krótko.
Józef Pszczółka