Nad Sołą i Koszarawą - nr 5 (228) - 1 Marca  2008

  |poprzedni  artykuł|   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|    |następny artykuł| 



"Jak ostatki, to ostatki, niech się trzęsą babom zadki" (lud.)

"Ostatki" z ROMANKĄ

Okres pomiędzy świętami Bożego Narodzenia, a początkiem Wielkiego Postu w środowisku górali karpackich nosi nazwę mięsopustu. To najweselszy okres w życiu wsi. Dawniej, w długie zimowe wieczory, kobiety zbierały się na darcie pierza, po czym organizowano poczęstunek i tańce przy kapeli, czasem grajku na skrzypcach, a nawet grzebieniu. Na ludową obrzędowość tego okresu składa się kompleks zachowań zwyczajowych o zróżnicowanym charakterze w poszczególnych regionach. Największe nasilenie zwyczajów ludowych o świeckim charakterze istniało w ciągu ostatnich trzech dni mięsopustu, od niedzieli do wtorku poprzedzającego środę popielcową. Dni te nazywano zapustami albo ostatkami. Mężczyźni spotykali się, aby układać plany na wiosenne prace i przed Wielkim Postem napić się - póki wolno - piwa i gorzałki. Zbierano się w karczmach lub większych i gościnnych domach, by zabawić się, a przede wszystkim zahulać na kwacki, żeby się rodziły.

Ciekawy obyczaj ostatkowych przebierańców istniał kiedyś w dwóch sąsiednich wsiach Żywiecczyzny, w Sopotni Wielkiej i Sopotni Małej. Szkoda, że przetrwał tylko w Małej. W Sopotni Wielkiej owi przebierańcy nazywani byli "pielgrzymami". Grupa składała się z siedmiu parobków: jeźdźca na drewnianym koniu, trzech pielgrzymów, śmierci oraz dziada i dziadówki z koszami na dary. Towarzyszyli im muzykanci ze skrzypcami i heligonką. Odwiedzali, podobnie jak kolędnicy, kolejne domy, czyniąc psoty i figle, grając i śpiewając. Swoje "pielgrzymowanie" kończyli w gościnnym domu, gdzie zabawa i tańce na dobry urodzaj trwały nieraz do północy.
W Sopotni Małej przebierańców nazywano "mięsopuśnikami", a niekiedy "niesopustnikami", a ich tradycja trwa nadal.

Tegoroczne ostatki zorganizowano w Gminnym Ośrodku Kultury w Jeleśni w ostatnim dniu karnawału, we wtorek 5 lutego 2008 roku, a wykonawcami byli członkowie Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego "Romanka" z Sopotni Małej.

W grupie przebierańców byli: koń, diabeł i śmierć, dwie "pielgrzymki", parobcy i kapela. Podczas, gdy przebierańcy zabawiali publiczność zmyślnymi figlami, gospodyni domu, a była nią Maria Jafernik, nie szczędziła darów dla uroczych "pielgrzymek". Najważniejsza część zabawy to taniec o charakterze obrzędowym, kobiecy rytualny taniec na urodzaj, nazywany bon. Wywodzi się z prastarej magii wegetacyjnej, a tańczyć go mogą tylko starsze mężatki, młodsze mogą się dopiero wkupić do ich grona.

Aby plon był obfity, taniec musiał być wykonywany z obowiązującym rytuałem. Mocno tupano, by kwacki i kapusta były grube. Wysoko podskakiwano, by zboże, len i mak rosły wysoko. Wraz z tańcem, do którego przygrywali Józef Łanowski na dudach i Mieczysław Kamiński na skrzypcach, śpiewano obrzędowe przyśpiewki o urodzaju, a także wytykano staropanieństwo pannom, które nie stanęły na ślubnym kobiercu w mijającym karnawale. W tańcu i śpiewie prym wiodła Anna Foja.

Liczni goście, którzy uczestniczyli w otwarciu wystawy bibułkarstwa, teraz mogli podziwiać ostatkowe obrzędy, a także zatańczyć przy muzyce zespołu EŚTA w składzie: Barbara Grzegorek, Mieczysław Kamiński, Sławomir Kamiński i Paweł Jafernik. Inną atrakcją był występ młodych muzyków z Orawskiej Polhory, którzy często bywają w Jeleśni, a także przyśpiewki Zofii Sordyl, znanej gawędziarki z Korbielowa. Szkoda, że karnawał 2008 trwał tak krótko.

Józef Pszczółka

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.